Praktycznie zaraz po Sierpniu ówczesna władza zaczęła „zmiękczać” Naród tak, by ten jak najszybciej odczuł negatywnie skutki „karnawału”, czyli okresu jawnego istnienia pierwszej Solidarności. Dziś „totalna oPOzycja” na szczęście nie ma takich możliwości, jakimi dysponowała junta Jaruzelskiego.

Po przegranych wyborach 2015 roku (prezydenckich i parlamentarnych) PO znalazło się nagle w roli, do której wg zapewnień przedwyborczych mieli już nigdy nie wrócić.

Kolejne zwycięstwo wyborcze miało jedynie przypieczętować panowanie „zjednoczonych” PO i PSL wspieranych przez „dobrą opozycję” (SLD), wspólnie zwalczających  opozycję zaściankową, nieudaczną, niewykształconą, antyeuropejską, katolicką i antysemicką, czyli PiS.

Społeczna kontrola wyborów sprawiła, że stało się, jak się stało. Dlatego tuż po zaprzysiężeniu premier Beaty Szydło powstał KOD, zaś Grzegorz Schetyna (partyjny sukcesor Kopacz) ogłosił powstanie totalnej opozycji opartej o zagranicę i manifestacje uliczne.

Po roku trudno uznać oba te wydarzenia za niezależne.

Jaki jest cel „spontanicznych” manif, w tym ostatniej wciąż trwającej okupacji Sejmu? Przy czym dość specyficznej, bowiem posłanki – okupantki znajdują czas, by podczas protestu udać się do… fryzjera!

Jeśli obrona wartości demokratycznych (np. wolnych mediów) nie jest rzeczywistym powodem organizowania antyrządowych demonstracji przez opozycję, to powstaje pytanie: co jest nim w istocie?

Biorąc pod uwagę, kto inspiruje te demonstracje (beneficjenci transformacji ustrojowej w Polsce i systemu stworzonego po przełomie 1989 r., w tym ludzie dawnego reżimu komunistycznego), wydaje się oczywiste, że chodzi o utrzymanie   dotychczasowego stanu posiadania, tj. licznych przywilejów i korzyści czerpanych przez wąską grupę społeczeństwa. Taki polityczno-biznesowo-medialny układ oligarchiczny funkcjonował przez 8 lat rządów koalicji PO-PSL, ale rok temu został on odsunięty od władzy (i przywilejów) w demokratycznych wyborach. W związku z tym, beneficjenci tamtej sytuacji – którzy do tej pory nie mogą pogodzić się z wynikiem wyborów – dążą do odsunięcia od władzy Prawa i Sprawiedliwości, który chce te przywileje odebrać lub ograniczyć. (Reduta Dobrego Imienia Polska Liga  przeciw Zniesławieniom)

Czy jednak ciągle istniejący stan Państwa, widoczny szczególnie mocno na tzw. prowincji, to wyłączna zasługa PO i PSL, aczkolwiek ta druga partia prawie od zawsze występowała w jakiejś koalicji rządowej?

Porozumienie „koncesjonowanej opozycji” z grupą Kiszczaka – Jaruzelskiego z PZPR (a więc osób związanych bądź też wywodzących się z peerelowskich służb specjalnych) zaowocowało „magdalenką” i praktycznie bezkonfliktowym uczynieniu z dotychczasowych oprawców reżimu komunistycznego demokratów, przyjmowanych na salonach całego „wolnego świata”.

Nie przez przypadek dzisiaj okazuje się, że jedynym winnym stanu wojennego wsadzonym do więzienia został Zygmunt Miernik, osadzony na czas niewiele krótszy niż milicyjni zabójcy górników z Wujka.

Jedynym złym prokuratorem stanu wojennego został poseł Piotrowicz, jedynym złym sędzią Kryże! Cała reszta, starająca się ze wszystkich sił utrzymać sowiecki stan posiadania, jest poza podejrzeniami.

Ludzi, którzy wołają głośno, że to nieprawda, podają na dodatek ich nazwiska, marginalizuje się, nierzadko kryminalizując pod byle pozorem. Dlatego tak ważne dla wszystkich jest spełnienie przedwyborczej obietnicy PiS i wprowadzenie instytucji rewizji nadzwyczajnej, pozwalającej na wzruszenie każdego wyroku ze względu na ewentualną krzywdę, jaka została za jego pomocą wyrządzona. Obszar krzywdy, nie tylko pochodzący z lat rządów PO-PSL, ale przede wszystkim wcześniejszych (choć i teraz też można sporo znaleźć) jest dramatycznie wielki.

Pierwsza przeszkoda na drodze do reformy wymiaru sprawiedliwości (Trybunał Konstytucyjny) po roku walki została pokonana.

Druga, mentalna, o wiele większa od tej pierwszej, tkwi wewnątrz każdego posła (i ministra) PiS.

Zamiast obliczonej na lata reformy wystarczy przecież tylko po raz n-ty zaostrzyć prawo karne, zapełnić areszty pod nośnym już raz w historii XXI wieku hasłem walki z przestępczością a niezadowolonym przypiąć łatkę „frontu obrony przestępców”. To może podnieść poparcie społeczne, więc da szansę na wygranie kolejnych wyborów. A przecież niektórzy już zaczynają myśleć o kończącej się niespełna za trzy lata kadencji.

Tymczasem reforma wzmoże tylko opór i tak już nieprzychylnego środowiska sędziowskiego i wygoni kolejnych parę tysięcy na „spontanicznie” organizowaną manifę KOD „w obronie trzeciej władzy”.

Za nami rok 2016.

Przed nami kolejne strajki, tym razem wymierzone bezpośrednio w Sejm, gdyż „totalna opozycja” nie umiała poruszyć społeczeństwa tak, by ulica wymusiła ustąpienie PiS-u. Próba sparaliżowania prac parlamentu to kolejny etap walki o powrót do władzy.

Rok 2016 z punktu widzenia opozycji niczego nie rozstrzygnął, ba nawet przyniósł utratę jednego z „okopów św. Trójcy” (Rzepliński, Schetyna, Petru).

To jednak wcale nie powód do świętowania. Jeśli nie zostanie wprowadzona niezbędna reforma sądownictwa i ludzie nie zobaczą, że układ magdalenkowy, utrwalany przez każdą po kolei władzę III RP, wreszcie trafił do lamusa, 2017 będzie wyglądał podobnie przy spadającym wyraźnie poparciu dla rządzącej partii. Z tym, że mogą zacząć ginąć ludzie.

Totalna oPOzycja na siłę bowiem szuka męczenników. Od dawna wszak wiadomo, że nic tak jak trup nie ożywia Narodu.

 

Ps. Do Siego Roku!