Stalin nie został oszukany przez swojego sojusznika. Hitler jedynie ubiegł jego zamiary.

Od lat wmawiana wszystkim wersja najnowszej historii głosi:

Nieprzygotowany do wojny Związek Sowiecki został zaatakowany zdradziecko przez Niemcy.

Przestarzałe uzbrojenie, brak nowoczesnych samolotów itp. były powodem niespotykanych w historiach wojen sukcesów.

Tymczasem prawda jest o wiele bardziej skomplikowana.

Cofnijmy się nieco w czasie. Pierwszy, oficjalny sygnał, świadczący o tym, że Armia Czerwona szykuje się do „wyzwoleńczej” wojny, padł już latem 1940 roku.

Na łamach moskiewskiej Prawdy (Правда) 18 sierpnia 1940 roku generał Georgij Bajdukow pisał:

Ileż szczęścia i radości będą wyrażały spojrzenia tych, którzy tu, w kremlowskim pałacu, przyjmą do rodziny narodów świata ostatnią z republik! Widzę już oczyma wyobraźni te bombowce, które obracają w perzynę fabryki, węzły kolejowe, mosty, magazyny i pozycje wojsk nieprzyjaciela; samoloty szturmowe zasypujące gradem pocisków kolumny wojsk i stanowiska artylerii; okręty desantowe wysadzające nasze dywizje na tyłach nieprzyjacielskich armii.

Potężna i groźna flota powietrzna Kraju Rad wraz z piechotą, artylerzystami i czołgistami wypełnią swój święty obowiązek i pomogą uciskanym narodom uwolnić się od ciemiężycieli!

Co mogły zwiastować takie słowa?

Przecież w stalinowskim piekle nie było miejsca na jakiekolwiek wystąpienie mniej lub bardziej publiczne (od pewnego szczebla prywatne tak samo) nie uzgodnione z Komitetem Centralnym KPZS (czyt. Józef Stalin)!

Tymczasem lotnik, bohater Związku Sowieckiego, pisze o przyszłej wojnie, wojnie „wyzwoleńczej”, w której to najważniejsze zadania będą spełniać bombowce, samoloty szturmowe oraz szybowce desantowe (dzisiaj rolę ich pełnią śmigłowce)!
Ani słowa o myśliwcach, które strzegą ojczystego nieba.

Czyż nie jest to jawna zapowiedź agresji?

Ba, sama struktura lotnictwa sowieckiego świadczy o takim przeznaczeniu Armii Czerwonej. Oto w wydanej jeszcze w 1972 roku książce „Powstanie i upadek Luftwaffe” Zbigniew Jankiewicz podaje, że stosunek ilości sowieckich bombowców do myśliwców wynosił aż 7:3 (str. 144). Tymczasem ciut wcześniej Luftwaffe uznana jest za agresywną, bo stosunek myśliwców do bombowców był jak… 1:1,2!

Tylko ilość wojsk powietrzno-desantowych (używając dzisiejszej nomenklatury) przekraczała 200 (dwieście!) razy stan wszystkich innych armii świata łącznie (1940). Na Morzu Czarnym z kolei budowano trzy (4?) potężne okręty liniowe typu Sowietskij Sojuz, które po wyposażeniu byłyby najpotężniejszymi w Europie, ustępując jedynie japońskim typu Yamato. Do tego dodać należy najliczniejszą armię pancerną świata, której rzekomo przestarzałe w chwili wybuchu wojny czołgi (np. T-28) i tak pozostawiały sporo w tyle nawet te najnowsze Panzerwaffe, o włoskich nie mówiąc, natomiast czołgi serii BT (od bystrochodnyj tank) w zamierzeniu miały być użyte jako szybki zagon pancerny przenikający szybko w głąb pozycji przeciwnika(prędkość maksymalna na kołach – prawie 90 km/h!). Bo sprawdzić się mogły jedynie w ofensywie, do obrony nie nadawały się zupełnie. Poza tym ich ilość przewyższała łączną ilość czołgów wszystkich walczących stron w tym czasie.

O tym, że Stalin szykował się do agresji, pośrednio świadczy.. konstrukcja samolotów.

Szturmowce Ił-2 na początku wojny były budowane jako jednomiejscowe. Sowiecka strategia bowiem zakładała nagły i niespodziewany atak na niczego nie spodziewającego się przeciwnika tak, aby jego siły lotnicze zostały zniszczone na ziemi. Strzelec tylny był więc zbędnym balastem, skoro miało być osiągnięte panowanie w powietrzu już w pierwszych godzinach konfliktu. Bez tylnego stanowiska strzeleckiego można było zwiększyć ilość przenoszonych bomb o minimum ćwierć tony.

O agresywnym charakterze państwa Stalina świadczy także flota podwodna. W chwili wybuchu wojny (1939) ZSRS dysponował aż 5-krotnie większą liczbą okrętów podwodnych, niż III Rzesza.

 

2,5 raza większą niż Włochy.

 

 

O planowanej agresji świadczą też prace inżynierskie, podjęte po rozbiorze II Rzeczpospolitej i aneksji krajów bałtyckich.

W latach 1930-tych sowieci wybudowali mniej więcej wzdłuż swojej granicy zachodniej (od Bałtyku po Morze Czarne) pas umocnień o szerokości sięgającej miejscami nawet 200 km. Linia Maginota przy Linii Stalina to… małe piwo.

Tymczasem w 1940 roku następuje jej demontaż. Zamiast niej wzdłuż granicy sowiecko-niemieckiej buduje się zupełnie otwarcie bunkry, a raczej cienkościenne schrony, nazywane szumnie Linią Mołotowa. Chociaż dzisiaj służba wojskowa nie jest już powszechna, to jednak wielu z nas pamięta jeszcze, jaką tajemnicą były otaczane wszelkie tego typu budowle. Bo bunkier, by mógł pełnić swoje zadania, musi być jak najdłużej nierozpoznany. Tymczasem sowieckie oddziały budowlane wznosiły konstrukcje tuż nad brzegiem Bugu, często nawet przy sztucznym świetle w nocy. Obserwujący to Niemcy nie musieli używać nawet lornetek… W razie wybuchu konfliktu były by unieszkodliwione w pierwszych minutach walki.

Po co więc takie marnotrawstwo?

Wg nowej koncepcji strategicznej Linia Stalina była raz, że zbędna, a dwa – stanowiła przeszkodę dla sowieckich transportów wojskowych, jakie kierowały się na zachód. Należało więc ją zlikwidować.

Linia Mołotowa to z kolei klasyczny element sowieckiej strategii, mającej zamaskować faktyczne zamiary. Ten element przećwiczył już wcześniej na Japończykach niejaki Żukow (Chałchyn-goł, 1939).

Już wczesną wiosną 1941 roku widać było przygotowania sowieckiej armii do ataku „wyzwoleńczego” skierowanego na zachód.

Ludzie we Lwowie mówili szeptem o koncentracji wojsk. Tyle, że sowieckich!
W szybkim tempie budowano nawet lotniska polowe, czasem w odległości kilku kilometrów od granicy. Gromadzono szyny kolejowe, zapasy węgla i paliw. O tym właśnie szeptano…

Wanda WasilewskaTeodor Dreiser na łamach Prawdy (czytanej obowiązkowo również we Lwowie!) wieszczyli, że już niedługo Armia Czerwona przyniesie wolność Europie.
Całej Europie.

Z licznych wspomnień, pamiętników, a także istniejących dokumentów przewozowych (!) wynika, że już w maju 1941 roku zaczęto gromadzić na zachodzie ZSRS potężne siły.
10 lipca 1941 roku do granicy miał dotrzeć drugi rzut wojsk sowieckich.

Tymczasem doktryna wojenna Armii Czerwonej (jeszcze w latach 1970-tych, z czym miałem okazję zapoznać się osobiście) zakładała, że atak następuje odpowiednio wcześniej tak, aby przybyłe wojska drugiego rzutu od razu mogły być wprowadzone do walki i kontynuować ofensywę, zwalniając już zmęczone (wykrwawione) pułki.

Czy byłaby to niedziela? Bo przecież właśnie w niedzielę (20 sierpnia 1939 r.) rozpoczął się atak dowodzonych przez Georgija Żukowa sowietów na armię kwantuńską pod Chałchin –goł?

Bo niedziela to taki dzień w każdej armii, kiedy życie toczy się wolniej. Część żołnierzy wychodzi na przepustki, część dłużej śpi… Pamiętamy przecież 8 grudnia 1941 r., Pearl Harbour, prawda? Brakuje części kadry w jednostkach. To tylko powoduje chaos, a ten z kolei utrudnia skuteczną obronę.

Jeśli faktycznie byłaby to niedziela, to w grę wchodzić może 6 lipca. Równo dwa tygodnie po ataku niemieckim.

 

Po rozpoczęciu działań wojennych żołnierze niemieccy pełni zdumienia oglądali sprzęt sowiecki, o jakości przewyższającej ich własny (np. armata 76,2 mm, moździerz 120 mm, który Niemcy po prostu… skopiowali!).

Dziwiła ich jednak nieskuteczność artylerii. Okazało się, że winą za ten stan rzeczy trzeba obciążyć sowiecki Sztab Główny, który artylerzystom nakazał wręczyć mapy niemieckiego terytorium.

Bo tam miały toczyć się walki po niespodziewanym ataku na pozycje niemieckie.

Alternatywna z dzisiejszej perspektywy historia świata:

Atak Czerwonej Armii po dwóch dniach tzw. bitwy granicznej doprowadził do rozdzielenia i okrążenia oddziałów Wehrmachtu stacjonujących prze granicy sowiecko-niemieckiej.

Kliny pancerno – kawaleryjskie (czołgi BT-7 i gwardyjskie oddziały konne) po 4 dniach osiągnęły dawną granicę polsko – niemiecką.

W ciągu 7 dni Poznań i Wrocław zostały odcięte od reszty Niemiec.

W Berlinie wybucha pucz, kierowany przez agentów Stalina ukrytych w najwyższych warstwach NSDAP.

Na jego czele stanął Martin Borman.

Hitler zostaje zabity podczas próby nocnej ucieczki.

Tymczasem pancerno-kawaleryjska grupa sowiecka dotarła do Renu.

Żołnierze Wehrmachtu kierowani rozkazami otrzymanymi od Martina Bormana, nowego pierwszego sekretarza Komunistycznej Partii Niemieckiej Republiki Sowieckiej nie walczą.

Armia Czerwona zatrzymuje się dopiero na wybrzeżach Kanału La Manche.

Ludy pracujące miast i wsi całej Europy spontanicznie powołują nowe rządy, które zgłaszają akces do potężnego Euroazjatyckiego Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich.

Na nowo zaczyna się wojna domowa w Hiszpanii. Republikański rząd prosi o pomoc. Generał Czujkow na czele 2000 czołgów i 500.000 żołnierzy wkraczają do Hiszpanii.

Po miesiącu walk okazuje się, że przy okazji wyzwolony został proletariat Portugalii.

7 listopada 1941 roku Stalin stoi na trybunie pod wieżą Eiffla i ogląda manifestację wyzwolonych proletariuszy całej Europy oraz defiladę ich Czerwonej Armii. Obok niego stoi Jean-Paul Sartre, pełniący obowiązki pierwszego sekretarza Komunistycznej Partii Sowieckiej Republiki Francji

Tylko 24 lata po rewolucji socjalistycznej w Rosji cała Europa (poza Anglią) stała się sowiecka.

.

22 czerwca 1941 roku Hitler pokrzyżował te plany.

Ba, mimo przegranej wojny udaremnił je w stosunku do połowy Europy.

21.06 2018

 Ps: Pierwszy w Polsce, który poruszył powyższy temat, to Wiktor Suworow. Jego książki „Lodołamacz” czy „Dzień M” powinny być obowiązkową lekturą każdego, kto interesuje się najnowszą historią.