Warto przypomnieć, co oznacza w praktyce przysłowie o bratankach. Nie byłoby Cudu nad Wisłą w 1920 r., gdyby nie dziesiątki milionów sztuk amunicji i tysiące sztuk broni, przekazanych nam przez Węgrów. Mimo blokady naszej granicy przez najbliższych sąsiadów, rząd węgierski przesyłał transporty przez Rumunię, wydając rozkaz najwyższego priorytetu dla tych pociągów.  Z kolei Polska nie uznała nigdy traktatu z Trianon, mocą którego odebrano Węgrom część terytorium.

W 1939 r. węgierski premier Pal Teleki powiedział: „Prędzej wysadzę nasze linie kolejowe, niż wezmę udział w inwazji na Polskę. Ze strony Węgier jest sprawą honoru narodowego nie brać udziału w jakiejkolwiek akcji zbrojnej przeciw Polsce.” Odmówił Hitlerowi pomocy Węgier w inwazji na Polskę, będąc formalnie sprzymierzeńcem Niemiec.

Po wybuchu II Wojny światowej Węgrzy przyjęli ponad 100 tys. polskich uchodźców. Ich aniołem opiekuńczym był Jozsef Antall zwany „Ojczulkiem Polaków”.

W czasie Powstania Warszawskiego 1944 Niemcy skierowali pod Warszawę węgierski korpus. Historycy podkreślają, że nie odnotowano wypadku, by którykolwiek z żołnierzy węgierskich strzelił do przedzierających się z Warszawy powstańców. Przeciwnie, Węgrzy oddawali im swoją żywność a nawet broń.

Po wybuchu Powstania Węgierskiego nasi rodacy zorganizowali pomoc (szacowaną na 2 mln USD), która była większa, niż pomoc z pozostałych państw świata łącznie. Tylko drogą lotniczą przetransportowano 44 tony, w tym 795 litrów krwi, 415 litrów suchej plazmy, 16 500 kg środków krwiozastępczych, surowic, różnych leków i środków opatrunkowych. Jeszcze więcej wysłano ciężarówkami i koleją. Była to żywność, leki, odzież i materiały budowlane.

Płaczący gołąb autorstwa Franciszka Starowieyskiego stał się symbolem zrywu węgierskiego 1956 r.

adwokat dr Monika Strus-WołosAutor: dr Monika Strus-Wołos
Adwokat, w latach 2007-2013 członek Naczelnej Rady Aadwokackiej.