72 lata temu, 25 maja 1948 r. o godz. 21.30 rtm. Witold Pilecki został zamordowany strzałem w tył głowy w więzieniu przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie.

„Świadkiem ostatnich chwil życia rotmistrza Pileckiego był ks. prof. Jan Stępień, kapelan AK (…) Czekaliśmy w napięciu na ten moment. Gdy usłyszałem szept: „już idą”, zbliżyłem się do okna razem z dwoma współwięźniami, którzy znali Witolda Pileckiego. Nie zapomnę tego widoku. Prowadzono dwóch skazanych. Pierwszy pojawił się Witold Pilecki. Miał usta zawiązane białą opaską. Prowadziło go pod ręce dwóch strażników. Ledwie dotykał stopami ziemi. I nie wiem, czy był wtedy przytomny. Sprawiał wrażenie zupełnie omdlałego… A potem salwa. Nazajutrz rano około 5.00 mały jednokonny wóz unosił martwe ciała bohaterów poza mury więzienia…” – fragm. z książki „Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki 1901-1948”

Grobu rotmistrza do dziś nie odnaleziono. Nie ma żadnej dokumentacji wskazującej dokładnie, gdzie ubecja grzebała zwłoki osób skazanych na śmierć. Witold Pilecki spoczywa więc w bezimiennej mogile w nieznanym miejscu i jest jednym z wielu męczenników terroru komunistycznego w Polsce w latach 1944-1956

Prokuratorem oskarżającym Pileckiego był major Czesław Łapiński, przewodniczącym składu sędziowskiego podpułkownik Jan Hryckowian (obaj byli dawnymi oficerami AK oraz LWP). Wykonawcą wyroku był st. sierż. Piotr Śmietański zwany „Katem z Mokotowa”.

Śmietański zmarł w 1950 r. Hryckowian w 1975 r. Prokurator Czesław Łapiński dożył 92 lata w spokoju, umierając w Warszawie w 2004 r. IPN w 2001 r. zdecydował się wszcząć postępowanie przeciwko niemu. Wniósł akt oskarżenia, ale do wydania wyroku nie doszło, gdyż Łapiński zmarł.

„Za sprawę mojej Ojczyzny w potrzebie, krwi własnej ani życia nie szczędzić…”
Cześć i chwała „najodważniejszemu z odważnych”!

Park Jordana

Kraków, 25 maja 2020 r.