Twierdzi Vladimír Pikora (ekonomista) na łamach czasopisma „Reflex”. Dowodzi to na podstawie danych – w lutym deficyt budżetowy wynosił rekordowych 120 mld. koron, podczas gdy wysokość deficytu zaplanowanego na cały rok to 295 mld. W ubiegłym roku w tym samym czasie kasa państwowa wykazywała minus 45 mld. koron. Czyli coś się popsuło, ale to bardzo popsuło – przekonuje.
Kłopoty wynikają głównie z dużych wydatków i znikomych dochodów państwa, oznacza to, iż rząd musi coś zrobić, coś, co będzie bolało.
Rząd już „aktualizuje” swój program, w parlamencie jest projekt ustawy obniżający ustawowo dane waloryzacje emerytur (miesięcznie w związku z inflacją emeryci mieli otrzymać podwyżkę ok. 1700 koron, rząd proponuje zmniejszenie tej sumy do 700 koron). To da jakieś oszczędności, ale to nie wystarczy. W najbliższej przyszłości centro-prawicowy rząd więc planuje likwidację różnych ulg i zwrotów podatkowych (m.in. likwidację wspólnego rozliczania małżonków, likwidację zwrotu opłaty za przedszkole itd. – celowo stosuję i powtarzam wyraz „likwidacja”, bo skutki będą dla młodych rodzin, rodzin i w ogóle ludzi raczej likwidacyjne), ale i to najprawdopodobniej nie wystarczy, cięcia będą musiały być bardziej radykalne i głębsze, bo inaczej widmo zawalenia się polityki budżetowej nie zostanie odwrócone.
Na marginesie dodam, iż ruchy opozycyjne planują na 11. marca w Pradze manifestację pod hasłem „Czechy przeciwko biedocie”. W czasie gdy organizatorzy planowali tę imprezę (początek lutego) wiele wskazywało na to, iż zebranie większej ilości osób na takiej manifestacji będzie raczej trudne. Sytuacja zmienia się bardzo szybko, wcale nie wykluczam, iż na manifestacji organizowanej przez „populistów, dezinformatorów i ruskie onuce” (takie określenia pod adresem organizatorów pojawiają się w mediach prorządowych) pojawią się np. nauczyciele akademiccy skarżący się na niskie uposażenia (ich wysokość nie zmienia się od prawie 20 lat) zapowiadający wobec ich dramatycznej sytuacji wolę do zorganizowania strajku docentów.
Protesty emerytów być może zacznie urządzać także przywódca największego ugrupowania opozycyjnego ANO Andrej Babiš (68 lat, sam jest emerytem, choć zamożnym), który taką zapowiedź złożył podczas swego wystąpienia w niższej izbie parlamentu obradującej nad nowelizacją ustawy o waloryzacji emerytur.
Oj będzie się działo.