Przeczytałem kiedyś pewną ciekawą myśl. Media społecznościowe zbliżają tych, którzy są od siebie daleko, ale jednocześnie oddalają tych, którzy są blisko. Czy to prawda? Czy tak jest? Czy zawsze?
Postanowiłem, że dziś, przy piątku, podzielę się z Wami moją refleksją, dotyczącą tego właśnie tematu.
Zastanawialiście się kiedyś, ilu macie znajomych? Pewna młoda dziewczyna, której to pytanie zadałem, zajrzała w telefon i odpowiedziała: 3278. Pytanie wydaje się banalane: zaglądam na fb i pisze czarno na biały. Gdybym pewnie zapytał, ile osób interesuje się Twoim życiem, dostałbym równie precyzyjną liczbę, wynikającą z ilości obserwujących na Instagramie. Ale zadałem inne, trudniejsze pytanie: do ilu osób możesz zadzwonić, gdy o 3 nad ranem będziesz potrzebowała pomocy. Nastała niezręczna cisza…
Tu rodzi się pytanie. Czy znacie wszystkich swoich „Znajomych” z facebooka? Czy jesteście pewni, że każdy z nich dobrze Wam życzy? Czy wiecie w jakim celu te osoby obserwują Wasze profile? Czy są wśród nich Wasi przyjaciele? Czy w ogóle znajomość „w sieci” może nosić znamiona przyjaźni?
Ja sam mam wielu „internetowych” znajomych. Staram się jednak spotykać z nimi również na żywo. Dlaczego? Bo przez ekran komputera ciężko przekazać emocje. Nawet mając świetną kamerkę, ciężko spojrzeć głęboko w oczy. Nawet przykładając dłoń do monitora, nie da się chwycić kogoś za rękę. Nie da się choć delikatnie musnąć, objąć, przytulić…
Czemu o tym piszę? Bo to właśnie wymienione powyżej drobne gesty dają nam to, co jest esencją przyjaźni: poczucie bezpieczeństwa. Powiedzcie sami, jeszcze 10 -15 lat temu by się z kimś pokłócić, trzeba się było z nim spotkać. By zerwać z chłopakiem, dziewczyna musiała spojrzeć mu w oczy. Dziś to wszystko, „na zimno”, można załatwić jednym kliknięciem. Wierzcie mi, trudniej jest powiedzieć „kocham” trzymając za rękę i patrząc w oczy, nie napisać to i kliknąć „wyślij”, patrząc w ikonkę lub awatar człowieka. Czy więc tamto „kocham” nie jest warte więcej?
Czemu wspomniałem o poczuciu bezpieczeństwa? Bo uważam, że znajomości i związki wyłącznie „elektroniczne” nie są w stanie go zapewnić. Na żywo, na to, kiedy zakończy się rozmowa, wpływ mają wszyscy w tej rozmowie uczestniczący. Łatwiej jest zrobić „krok w tył”, poprosić „zostań”, „nie odchodź”. Trudniej jest odejść w pół zdania, stojąc naprzeciw swego rozmówcy. W sieci jest łatwiej. Wystarczy jedno kliknięcie, by ukryć łzy wyłączając kamerkę, by ukryć drżenie głosu, wyłączając mikrofon. By zakończyć wszystko, klikając „opuść spotkanie”…
Przyznam, że często tym tematem „męczę” moich nastoletnich rozmówców. Często tłumaczę, że najgorsze spustoszenie w każdej niemal relacji sieją nie spory, nie kłótnie a obojętność. Że każda relacja, czy to koleżeńska, towarzyska czy rodzinna jest niczym kwiat. Pielęgnowany i regularnie podlewany rozkwitnie, zapomniany, olewany i pielęgnowany sporadycznie zmarnieje, by w końcu uschnąć zagłuszony przez szkodniki i chwasty.
Coś optymistycznego na zakończenie? To, czy ten kwiat będziemy pielęgnować zależy wyłącznie od nas samych.
Dobrego weekendu.
Autor: dr Krzysztof Klęczar
Burmistrz Kęt (miasto w Małopolsce, pow. oświęcimski), prezes zarządu wojewódzkiego PSL w Małopolsce.
Zostaw komentarz