Dwa lata temu Państwo Polskie, a poniekąd PiS zraniło mnie, wbijając bolesną szpilę prosto w serce. Pod rygorem kary finansowej zmusiło mnie podczas spisu powszechnego do wpisania jako państwo urodzenia — Ukrainę! A ja przecież urodziłem się w Złoczowie w mieście położonym w magicznej krainie przedwojennej Polski, która za komuny stała się ZSRR i tym stygmatem, naznaczone były wszystkie moje dokumenty. Takie, jak: odtworzona metryka urodzenia, świadectwa szkolne, akt ślubu cywilnego, personalne wpisy w moim najwcześniejszym zakładzie pracy, jakim był szpital psychiatryczny i inne identyfikujące mnie dane. Przez trzy dziesięciolecia wykaligrafowany ręką gminnego urzędnika czarnym tuszem w miejscu urodzenia w moim dowodzie osobistym, książeczce wojskowej wyraźnie rzucał się w oczy złowrogi ZSRR. Zniknął w dokumentach wydawanych przez Wolną Polskę, która dobrze przecież wiedziała, że to miasto ulubione przez króla Jana III Sobieskiego położone 70 kilometrów na południowy wschód od Lwowa, było równie Semper Fidelis co gród nad Pełtwią, więc nie oznaczano tego, kto nim akuratnie administruje. Przecież kiedy ja w nim przyszedłem na świat byli w Złoczowie Niemcy. Przez te dwa lata, jakie minęły od mojego zaparcia się Polski jako miejsca urodzenia. Przez te dwa lata, jakie minęły od mojego zaparcia się Polski jako miejsca urodzenia, historia na Wschodzie przyspieszyła swój bieg. Jak wczoraj się dowiedziałem przez nasz kraj od początku wojny ukraińsko-rosyjskiej przewinęło się 16 milionów uchodźców, którym poza pomocą bytową, materialną udzielano również specjalistycznego wsparcia psychologicznego. Ja też, pomyślałem jestem uchodźcą , któremu jednak Państwo Polskie nie udzieliło wsparcia psychologicznego z powodu traumy wypędzenia. Wprost przeciwnie, źga, rani mój poturbowany utratą ziemi rodzinnej, niewygasłą żałobą po pomordowanych krewnych patriotyzm szpikulcem lekceważenia. W imię cynicznej racji stanu każe baczyć na słowa cierpienia …itp. Zbliża się osiemdziesiąta rocznica wydarzenia, ogniskującego emocje osób skrzywdzonych śmiercią najbliższych zadaną przez gloryfikowanych obecnie na Ukrainie zbrodniarzy. Jest to dla mnie i dla wielu innych poszkodowanych,a badania socjologiczne mówią, że współcześnie co siódmy Polak, czy Polka przyznaje się do kresowych korzeni — trudna psychologicznie sytuacja. Może więc czas na terapię?
Ten tekst ilustruję fotografią przedstawiającą posadzenie przeze mnie przed laty w Złoczowie dębów pamięci JPII, w obecności Ks. Arcybiskupa Mokrzyckiego. Dwa dęby otrzymane od burmistrz Wadowic Ukraińcy już ze cztery razy przesadzali w inne miejsca, ciekaw jestem, czy w wyniku tej nadaktywności nadal jeszcze rosną?
Może być zdjęciem przedstawiającym 12 osób i tekst
Komentarz
Udostępnij