Oprócz działalności fotoreporterskiej, od wielu lat zajmuję się działaniami na rzecz naprawy polskiego, patologicznego systemu akademickiego. To są również znane działania, także na szczeblu sejmowym, czy ministerialnym. Założyłem Niezależne Forum Akademickie, obecnie działające w formie kilku serwisów monitorujących sprawy akademickie (z naciskiem na etykę i patologie środowiska akademickiego) – dla portalu Pressmania.pl mówi Jozef Wieczorek. – Ale to spowodowało, że podniesiono stopień zagrożenia dla środowiska akademickiego z mojej strony. Pod koniec PRL, rektor UJ informował mnie, że stanowię zagrożenie dla uniwersytetu, a w III RP zostałem poinformowany, że stanowię zagrożenie dla całego środowiska akademickiego (stabilnego swoimi patologiami). Trudno tego nie uznać za wyraz wysokiego (coraz wyższego) uznania dla mojej działalności- wyjaśnia Małgorzacie Kupiszewskiej

 

Małgorzata Kupiszewska: Wszystkie ważniejsze zdarzenia w Krakowie są przez Pana dokumentowane?

Józef Wieczorek: – Od  niemal dziesięciu lat staram się dokumentować wydarzenia patriotyczne, niezależne, w Krakowie, a także czasem w innych rejonach, poza Krakowem – w Warszawie, Gdańsku, Częstochowie, Nowym Sączu itd. W ostatnich latach tych wydarzeń jest coraz więcej i nie sposób być wszędzie. Czasem żartuję/żałuję, że nie mam zdolności do bilokacji.

Reportaże i dokumentowanie wydarzeń historycznych to pasja czy konieczność?

– Mogę powiedzieć, że jedno i drugie. Nie mam żadnego obowiązku ich dokumentować, poza obowiązkiem Polaka, których chciałby żyć w lepszej Polsce. Te fotoreportaże pokazują, że zmiany w Polsce, mimo oporów, idą w lepszym kierunku. Pokazują, że społeczeństwo się budzi i coraz aktywniej wyraża swoją obywatelską postawę. Cieszy coraz liczniejszy – w ostatnich latach – udział młodych ludzi w takich wydarzeniach.

Swoją pracę wykonuję pro publico bono i z pasją, choć czasem jest to ‚szewska pasja’. Czasem ta praca przynosi wymierne rezultaty. Udokumentowanie fatalnego stanu pomników jordanowskich- Wielkich Polaków w Parku Jordana, spowodowało natychmiastową reakcją rajców miejskich i po kilku miesiącach pomniki te zostały odnowione. Nie jest to jedyny przykład. Zdjęcia i filmy mają swoją moc, więc jedni moją pracę doceniają, inni nękają.

Pańska praca reportera została doceniona i uhonorowana. Co to za nagroda?

– Dokumentację wydarzeń umieszczam w internecie i to nie tylko na moich stronach, ale też na kilku portalach społecznościowych, stąd ta praca jest znana, choć niewynagradzana. Została jednak doceniona przez Kongres Mediów Niezależnych, który w 2013 r. obdarzył mnie główną nagrodą za obronę prawdy w mediach. Nie protestowałem, przyjąłem z pokorą, bo w końcu o prawdę w tej działalności chodzi, a w mediach zależnych/wynagradzanych jest jej niewiele.

Dlaczego utalentowany geolog, pracownik naukowy uniwersytetu, zamiast uczyć młodych Polaków, zmienia zawód na niezależnego dziennikarza?

– Nie zmieniłem zawodu. Dziennikarz niezależny to nie jest mój zawód, to moja wewnętrzna powinność obywatelska, w kraju, który ma trudności z uwolnieniem się od spuścizny komunizmu.

Z uniwersytetu nie odszedłem z własnej woli, lecz z woli komunistycznego aparatu władzy, realizującego w ramach symbiotycznych związków PZPR-SB-nomenklaturowe władze uczelni Wielką Czystkę Akademicką wśród niewygodnych dla systemu, „negatywnie oddziałujących na młodzież akademicką, wykazujących niewłaściwą dla systemu postawę obywatelską i etyczną, uczących myślenia i to krytycznego, stanowiąc zagrożenie dla systemu i jego komponentów”, z których uczelnie stanowiły szczególnie ważne ogniwo w procesie formowania nowego socjalistycznego człowieka.

Całkiem działalności geologicznej nie porzuciłem, w końcu z czegoś trzeba żyć, ale geologii studentów nie uczę już od 30 lat. To chyba największa szkoda dla studentów, bo poziom edukacji wyższej, też geologicznej, spadł wyraźnie i widać, że nie jest to skutek mojego (rzekomo) negatywnego oddziaływania na młodzież (od 30 lat takiego oddziaływania nie mam), tylko poziomu intelektualnego i moralnego organizatorów i beneficjentów Wielkiej Czystki Akademickiej w czasach PRLu – w III RP, nadal na etatach i nadal wynagradzanych za pozoranctwo edukacyjne i często naukowe.

W czasach PRLu, jako młody człowiek, całkowicie (realnie, choć nieformalnie) samodzielny pracownik uniwersytetu, uruchamiałem studia geologiczne na UJ w zakresie geologii historycznej, stratygrafii, zajęć terenowych, prowadziłem wiele prac dyplomowych (bez plagiatów !) i wprowadziłem do systemu nauki kilku geologów klasy międzynarodowej, co mnie wykluczało i nadal wyklucza z systemu edukacji – coraz niższej.

Na wyższych uczelniach, nie tylko Krakowa, odnajdujemy relikty komunizmu?

– Polskie uczelnie, nie tylko krakowskie, są głęboko zakorzenione w systemie komunistycznym.

Nie przeprowadzono należycie lustracji, a tym bardziej dekomunizacji na uczelniach. Nadal zatrudnia się na uczelniach tajnych i jawnych współpracowników systemu kłamstwa, a wyklucza się tych, co nie chcieli być ani jawnymi, ani tajnymi współpracownikami.

Ci pozostają wyklęci! Szczególnie, jeśli cały czas walczą o dekomunizację i lustrację oraz protestują przeciwko dezaktualizacji prawdy w systemie akademickim.

Nie zdekomunizowano przestrzeni akademickiej, nie ma woli zdekomunizowania książek akademickich, nie ma woli zdekomunizowania awansu naukowego, nie ma woli poznania mechanizmów prowadzących do patologii akademickich w PRL i nadal w III RP, kiedy te patologie nawet narastają.

W czym się przejawiają te komunistyczne przywileje?

Ludzie (towarzysze) aparatu komunistycznego nadal na uczelniach funkcjonują i to na stanowiskach decydenckich – np. towarzysz był dyrektorem 10 lat w PRL i dalej kilkanaście lat w III RP! Wielu pracuje na wielu etatach (gdy ich ofiary – bez etatów), wielu zakładało w III RP szkoły niepubliczne, z nazwy wyższe, nastawione na zysk i zatrudnianie upadłych polityków oraz wydawanie nieraz lipnych dyplomów.

Układ okrągłostołowy miał jasne ‚przełożenie’ na układ akademicki u zarania III RP i np. „Solidarność” UJ trzymała z towarzyszem, a nie z niewygodnym dla towarzyszy (i nie tylko) aktywnym (także w stanie wojennym) członkiem „S”.

Do tej pory, ani władze uczelni, ani „S” nie chcą poznać prawdy o czasach PRL. Ani władze uczelni, ani „S” nie chcą nawet rozmawiać z ofiarami Wielkiej Czystki Akademickiej, nie chcą znać składów komisji weryfikacyjnych (nadal są anonimowe !), ani teczek akademickich (nadal niejawnych!) usuwanych pracowników.

Wydawane są ‚historie’ uczelni, w których nie ma ani jednego zdania o stanie wojennym, nie mówiąc o jego skutkach dla uczelni! Nie ma nawet wykazów akademickich członków partii komunistycznych.

W pracach, nawet pod szyldem IPN, ujawnia się nieco współpracowników SB, którzy ‚ochraniali’ w PRL uczelnie (przed wrogami systemu), ale jednocześnie wyraża się opinie, że podobno ta ‚ochrona’ nikomu nie zaszkodziła! Podobno nikt z uczelni z przyczyn pozamerytorycznych nie został usunięty. Trudno o większe zakłamywanie historii. Dla aparatu komunistycznego takie ‚historie’ to wielki prezent.

Czy najnowsze wydarzenia w Polsce, prezydentura Andrzeja Dudy, zwycięstwo PiSu, są nadzieją na zmianę sytuacji w polskim szkolnictwie wyższym?

– Nadzieja na dobrą zmianę jest, ale trzeba Herculesa, aby oczyścić tą stajnie Augiasza. Czy nowy minister okaże się Herculesem?

Bez otwarcia systemu na Polonię akademicką, na wielki potencjał intelektualny Polaków pracujących za granicami kraju i nadal opuszczających Polskę, trudno sobie wyobrazić wielkie zmiany w polskim szkolnictwie wyższym. System akademicki winien być także otwarty na tych, którzy z tego systemu zostali wyrejestrowani w PRL.

Gdyby ktoś zaproponował Panu powrót na uczelnię, zgodziłby się Pan?

Gdybym dostał taką propozycję, to bym rozważył, ale nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Raczej nie sądzę, abym mimo zmian, taką propozycję dostał. Uważam, że usunięci w czasach politycznych weryfikacji winni wracać na uczelnie z ‚automatu’ po obaleniu komunizmu, ale takich powrotów nie było, bo gdzie jak gdzie, ale na uczelniach obalenia komunizmu nie było.

Oprócz działalności fotoreporterskiej, od wielu lat zajmuję się działaniami na rzecz naprawy polskiego, patologicznego systemu akademickiego. To są również znane działania, także na szczeblu sejmowym, czy ministerialnym. Założyłem Niezależne Forum Akademickie, obecnie działające w formie kilku serwisów monitorujących sprawy akademickie ( z naciskiem na etykę i patologie środowiska akademickiego).

Ale to spowodowało, że podniesiono stopień zagrożenia dla środowiska akademickiego z mojej strony. Pod koniec PRL, rektor UJ informował mnie, że stanowię zagrożenie dla uniwersytetu, a w III RP zostałem poinformowany, że stanowię zagrożenie dla całego środowiska akademickiego (stabilnego swoimi patologiami).

Trudno tego nie uznać za wyraz wysokiego (coraz wyższego) uznania dla mojej działalności.

Dziękuję za rozmowę.