W walce medialnej z PiS organ nadredaktora Michnika (70 lat) kolejny raz odwołuje się do doświadczenia. Tym razem za autorytet antypisowski służy Adam Strzembosz (87 lat).  Tak oto młodość i doświadczenie wspierają się nawzajem zupełnie jak w Komitecie Centralnym KPZS* za czasów Leonida Breżniewa.

Cokolwiek uchwali Sejm, w którym większość wybrana demokratycznie stanowi PiS, będzie krytykowane przez „czerską” załogę. Nie tylko poprzez własne felietony, ale również poprzez odpowiedni dobór rozmówców.

Tym razem w roli krytyka wystąpił pierwszy prezes Sądu Najwyższego z lat 1990-98 Adam Strzembosz.

Oczywiście projekt zmian w funkcjonowaniu Krajowej Rady Sądownictwa jest zły, z czym od początku zgadzają się zarówno przeprowadzający wywiad, jak i Adam Strzembosz. Warto jednak poznać zapatrywania nestora III władzy, gdyż prezentowane przez niego poglądy są reprezentatywne dla tej kasty.

… projekt PiS jest sprzeczny zarówno z konstytucją, jak i z ideą, która stoi za KRS. On właściwie oznacza likwidację Krajowej Rady Sądownictwa. Skraca kadencję części jej członków i umożliwia wybór 15 nowych sędziów do KRS przez organ ściśle polityczny, jakim jest Sejm.

Tymczasem przy tworzeniu KRS chodziło o to, aby Rada decydująca o nominacjach i awansach sędziowskich była niezależna od środowisk politycznych. Nie bez przyczyny to sędziowie mają większość w KRS. W Radzie zasiadają także posłowie, senatorowie, minister sprawiedliwości i przedstawiciel prezydenta. Ale są w mniejszości, ich rolą jest patrzeć sędziom na ręce, a nie blokować to, co uchwali większość sędziowska. A taką też możliwość – blokowania decyzji sędziów – dostają politycy w projekcie PiS.

Tak więc zdaniem sędziego w stanie spoczynku Adama Strzembosza o tym, kto zostanie sędzią, decydować mogą tylko inni sędziowie. Inni mogą jedynie patrzeć, co kasta uprzywilejowanych robi i ewentualnie lecieć z donosem do Prezydenta, by ten nie przyjmował ślubowania od kogoś szczególnie skompromitowanego. Innej drogi bowiem nie ma, skoro nie mogą blokować wyborów dokonanych przez sędziów.

To jednak może się zmienić. Jeśli bowiem projekt PiS stanie się ustawą wówczas za jednym zamachem KRS przestanie być organem niezależnym od polityków. Co prawda nadal w skład KRS wchodzić będą sędziwie, ale…

 …. to będą już inni sędziowie – odpowiednio dobrani i dyspozycyjni. Prawdopodobne, że władza znajdzie takich 15 pośród 10 tys. sędziów w kraju. Dlatego najważniejsze, aby sędziów wybierali sędziowie, a nie politycy. Jeśli będą wybierać ludzie dyspozycyjni wobec pierwszego sekretarza, to będziemy mieli taką sytuację jak w PRL.

Ci sędziowie, których Sejm wybierze do KRS, nie będą szanowani przez ogół środowiska. Trudno szanować ludzi, którzy poszli na tak ewidentną współpracę z władzą. To współpraca agenturalna, można powiedzieć. Bo taki sędzia, który się godzi być wybrany przez organ polityczny, będzie w środowisku traktowany jak agent.

Czyżby zdaniem papy Strzembosza sędziowie powinni być w opozycji do władzy? To dlaczego pobierają pieniądze, i to niemałe, z budżetu?

Jednak najgorsze zdaniem nestora jest co innego. Wspaniale funkcjonujące dzisiaj sądy, broniące ludzi przed nadużyciami władzy, po zapowiadanej reformie stoczą się na dno.

– Obywatel, który będzie miał sprawę w sądzie z nową władzą ludową, nie będzie miał jakiegokolwiek poczucia bezpieczeństwa. Będzie się zastanawiał: co to za sędzia, czy jest z nowego naboru, z kim jest powiązany, kto go mianował? I nawet jeśli przegra sprawę zasadnie, może mieć przekonanie, że wyrok jest wynikiem dyspozycyjności sędziego.

Powyższe cytaty zaczerpnąłem z piątkowego wydania „gazety wyborczej”.

http://wyborcza.pl/7,75398,21602899,reforma-krs-przez-likwidacje.html

 

Tymczasem w styczniu 2016 roku pisał Piotr Lisiewicz w niezależnej:

W kolekcji takich nietrafionych prognoz przewyższył go jednak pierwszy prezes Sądu Najwyższego prof. Adam Strzembosz, człowiek zasłużony, który stwierdził na początku transformacji, że środowisko sędziów… oczyści się samo. Skutki znamy: bezkarność komunistycznych zbrodniarzy, przekręty oligarchów, kuriozalne wyroki na dziennikarzy, tragedie zwykłych Polaków trafiających do psychiatryków, bo narazili się komuś ważnemu. I – najgorsze – trwałe zdominowanie sądów i uniwersyteckich wydziałów prawa przez wielopokoleniowe sitwy o sowieckiej mentalności. Kiedy więc słyszę, że teraz, gdy po latach musimy nadrabiać koszmarny błąd („wielbłąd”!) prof. Strzembosza, broni on w TVN-ie Trybunału Konstytucyjnego, to myślę, że jednak lepiej byłoby skorzystać z okazji, by siedzieć cicho.

http://niezalezna.pl/74491-wielblad-adama-strzembosza

 

Podobna diagnoza wynika również z innego źródła, o wiele bardziej bliskiemu „Papie” Strzemboszowi.

18 września 2016 roku dr Eliza Maniewska, pracownik biura ekspertyz i analiz w Sądzie Najwyższym  na łamach Rzeczpospolitej pisała:

Proces będzie żmudny, długi i bardzo trudny, bo mamy za sobą ćwierć wieku zaniedbań i – nie bójmy się tego słowa – puszczenia wymiaru sprawiedliwości na żywioł, w którym od czasu do czasu gasiło się tylko pożary. Po to, by odbudować etos sędziego, nie wystarczy jedynie mówić o potrzebie etycznej odnowy. Sędziemu należy stworzyć po temu warunki a etos wcześniej czy później objawi się sam.

http://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/309189996-Eliza-Maniewska-Zagubiony-etos-sedziego.html#ap-2

 

Jaki jest stan dzisiejszy sądów najkrócej chyba charakteryzuje Piotr Wroński:

Problem z sędziami leży w strukturze tego środowiska i psychice. Istnieją sędziowie – i nie jest ich tak mało -, którzy, uważają się za bezkarnych i cierpią na kompleks boga. To środowisko krewnych i znajomych, które uważa, że ma los ludzki w swoich rękach. Człowiek nie ma szans.

Wszędzie na świecie sędzia jako człowiek podlega tym samym prawom, co współobywatele. U nas sędzia stoi ponad wszystkimi i nikt nie jest w stanie zagrozić jego pozycji.

To piękny i wspaniały zawód, lecz w Polsce został wypaczony całkowicie i stał się jedynie okazją do wzbogacenia się i narzędziem bogatych do walki z konkurencją. Protest środowiska sędziowskiego dotyczy moim zdaniem wyłącznie obrony swojej bezkarności i pozostania całkowicie poza kontrolą państwa.

http://pressmania.pl/kto-ma-bronic-sedziego-ktory-ukradl-kielbase-sedzia-ktory-ukradl-czesc-do-wiertarki/

 

Strzembosz wpisuje się w tą diagnozę aż do bólu.

Nie bez przyczyny to sędziowie mają większość w KRS. W Radzie zasiadają także posłowie, senatorowie, minister sprawiedliwości i przedstawiciel prezydenta. Ale są w mniejszości, ich rolą jest patrzeć sędziom na ręce, a nie blokować to, co uchwali większość sędziowska.

 

Tymczasem zgodnie z art. 4 Konstytucji władza zwierzchnia należy do Narodu, który sprawuje ją bezpośrednio lub też przez swoich przedstawicieli.

Ale sędziowie wybierani są przez innych sędziów, a więc nie są przedstawicielami Narodu.

Są poza jakąkolwiek Jego kontrolą.

 

Art. 4 Konstytucji istnieje jedynie na papierze.

 

8.04 2017