Już od wielu dni niepokoi mnie to co robi się na Białorusi w kwestiach epidemii – a mianowicie – praktycznie NIC. Człowiek zawsze ma skłonność do nadziei na lepsze, więc nawet moich własnych współpracowników nie mogłam przekonać do końca, 10 dni temu, by sprawę koronawirusa potraktowali naprawdę poważnie. Że na Białorusi TEŻ. Niby wiedzieli, ale jakoś żyli w innym świecie…

Ale obawiam się, że epidemiologia jest nieubłagana i przed niezwalczaną epidemią nie ma ucieczki. Niestety tu nie ma cudów. Nie pomaga ani 100 gram do wewnątrz i na zewnątrz, ani „pariłka” ( łaźnia) – co doradza Łukaszenka. Jestem przekonana, że głownymi rozsadnikami zarazy będą… czy nie… raczej JUŻ SĄ białoruskie szpitale.

Jasne, że za naszą wschodnią granicą ( i w Rosji i na Ukrainie i na Białorusi) władza nie przejmuje sie tak bardzo ludźmi starszymi i chorymi. A i lud ( w swojej masie) mniej. Zreszta kto w tym schorowanym społeczeństwie, po 60 jest w miarę zdrowy… . Umierają bo taka kolej rzeczy…
Ale obawiam się,ze tego co się będzie działo, nie da się ukryć. Z mieszaniną przerażenia i zainteresowania patrzę nie na szwedzki, czy jaki tam, a na białoruski eksperyment…

A jeszcze Ukraina, to osobna, długa historia. Tu znów obawiam się, że państwo jest za słabe i za biedne, by sobie z tym dać radę…

To wszystko wróży dłuższe zamknięcie granicy na wschodzie i rodzi kolejne problemy także dla nas – dla Polski.

Źródło fot.: pixabay.com

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.