Biełsat zebrał informacje przedstawiające „Operację Śluza” od drugiej – białoruskiej strony granicy. Z raportu widać jasno, że białoruski dyktator narazie nie zamierza odpuścić. Łukaszenkowski przemysł przemytu ludzi kręci się w najlepsze. Satrapa czuje siłę i doniesiono mu już zapewne, że przynajmniej w przypadku Polski, udało mu się nieźle namieszać. OPERACJA WIĘC TRWA. Polecam obejrzenie artykułu (link) a w nim materiałów od naszych widzów.

W kręcącej się w kółko, jak zwariowany chomik na kołowrotku, debacie/kłótni o migrantów na granicy polsko – bialoruskiej, cały czas umyka zasadnicza sprawa. A mianowicie, że to z czym mamy do czynienia, TO JEST SZANTAŻ.  Szantaż zaś ma to do siebie, że nie ma z niego łatwego i bezbolesnego wyjścia. Dlatego jest szantażem.

Gdy terroryści porywaja kogoś i żądają zapłacenia okupu, to są tylko dwa złe wyjścia – zapłacić okup i wówczas zapewne zostanie wkrótce porwana następna osoba i cała sytuacja się powtórzy, i nie zapłacić okupu, a wówczas zakładnik zostanie w niewoli i narażony będzie na niebezpieczeństwo.

W przypadku obecnej fali nielegalnych migrantów (głównie z Bliskiego Wschodu, Afganistanu, Afryki) sytuacja wygląda tak, że przy wielkim ich napływie, nie ma praktycznie szans, na ich całkowite nie wpuszczenie poza polską linię graniczną. Białoruś zaś odmawia ich oficjalnego odbierania, (czyli tzw. readmisji), gdyby byli łapani i wydalani. Stąd tzw. push backi, czyli po prostu wypychanie z powrotem migrantów zatrzymanych niedaleko granicy.

W przytłaczającej większości osoby, ktore próbują nielegalnie przebyć polska granicę (głównie po to, by dalej wyprawić się na zachód, zwłaszcza do Niemiec, choć zapewne częśc zadowolilaby się nawet pobytem w Polsce) przybywają na Białoruś LEGALNIE i z własnej woli I BYNAJMNIEJ Z NIEJ NIE UCIEKAJĄ. Oni tylko zamierzają się przedostać do swojej „ziemi spokoju i dobrobytu”. W tym sensie Konwencja Genwska mówiąca ochronie uchodźców – do nich się nie stosuje. Polska jest faktycznie „pierwszym krajem bezpiecznym” tylko dla mieszkańców kilku państw sąsiednich: po pierwsze samej Białorusi, po drugie Rosji, a po trzecie można tu mówić o niektorych państwach kauskaskich, czy środkowo azjatyckich.

Oczywiście praktyka push backów, choć w obecnej sytuacji absolutnie konieczna z przyczyn praktycznych, budzi moralne wątpliwości, zwłaszcza, gdy dotyka dzieci. Linia graniczna przebiega przez lasy i bagna. Migranci gubią się na nich. Co słabsze osoby mogą nie wytrzymać trudu tej przeprawy, a nie wiadomo co się z nimi dalej dzieje, po odstawieniu z powrotem pod granicę.
Co w związku z tym robić z rodzinami z dziećmi? Jeśli okaże się, że Polska takich migrantów z zasady przyjmuje, za dwa tygodnie będziemy mieli pod granicą obóz rodzin z dziećmi i dzieci będzie tam nie 8, jak w Michałowie a 80. Niemniej w każdej konkretnej sprawie trzeba podejmować indywidualna decyzję i działać bardzo rozważnie. Jest to wielka odpowiedzialność, którą rozporządzenie MSWiA nakłada na konkretnego Komendanta Placówki Straży Granicznej, jednocześnie zaś szefowie zapewne oczekują wyników. Polscy Strażnicy Graniczni nie mogą jednak przestać być ludźmi. To jest ważne nie tylko ze względu na imigrantów, ale po prostu z punktu widzenia interesu Panstwa Polskiego i jakości jego służby państwowej.

Bardzo często stawiane jest pytanie: czemu Polska nie może przyjąć i tu wstawić odpowiednio: tych 1000 migrantów, tych 10 tys. migrantów, tych 30 tys. migrantów. Otóż nie może dlatego, że nie może BYĆ ZMUSZANA do swoich działań przez sąsiedniego satrapę. Polska sama kształtuje swoją, dość w ostatnich latach otwartą, politykę migracyjną i przyjmuje migrantów ekonomicznych przede wszystkim (choć nie tylko) z krajów zbliżonych geograficznie i kulturowo. To jest rozsądne i nie genruje dziesiątek problemów społecznych, z którymi borykają się kraje zachodniej Europy. W polskich miastach nie ma szczęśliwie dzielnic „no go” i mam nadzieję, że nie będzie.

Zaś generalnie masowa, niekontrolowana migracja JAKO TAKA nie jest żadnym sposobem na nieszczęścia na świecie. Nie rozwiąże problemu nędzy, przemocy i korupcji w wielu krajach. Ci co ją wspierają, tylko oszukują własne sumienia.

No i jeszcze jedno: w Europie mieszka 450 mln. ludzi. Z całą pewnością, w krótkim czasie, można by znaleźć drugie tyle chętnych, ktorzy żyjąc w znacznie gorszych warunkach, chcieliby się tu przenieść, a nawet spróbowaliby to zrobić. Pytanie tylko, czy wtedy jeszcze mieliby po co….

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.