Polacy z trudem zapewne uwierzą, że niepodległość, osiągniętą po prawie 123 latach niewoli, zawdzięczamy… Niemcom. Również.

W dniach 4-6 lipca 1916 r. pod wsią Kościchnówka (obecnie Ukraina, obwód wołyński) walczące jeszcze po stronie Państw Centralnych (Niemcy, Austro-Węgry) Legiony Polskie prowadziły walki z przeważającymi oddziałami rosyjskimi. W walkach tych zginął m. in. porucznik Jan Łysek z Legionu Śląskiego. Pozostający pod wrażeniem bohaterstwa polskich żołnierzy generał Erich v. Ludendorff, generalny kwatermistrz cesarskiej armii, napisał do cesarza Wilhelma list, w którym to sformułował konieczność utworzenia zaleznego od Niemiec Państwa Polskiego.

Oczywisty pragmatyzm tej propozycji (I wojna światowa prócz pieniędzy na jej prowadzenie wymagała jeszcze milionów nowych rekrutów, ginących w okopach za cesarza, króla i ojczyznę) to spowodowanie masowego wstępowania do armii milionów mężczyzn, jacy już znajdowali się na ziemiach wyzwolonych spod carskiej władzy.

Dlatego po konferencji na zamku w Pszczynie (tam podczas I wojny światowej mieścił się niemiecki Sztab Generalny)  została wydana deklaracja, zwana deklaracją generalnych gubernatorów von Beselera i Kuka , w której to obiecane zostało powstanie Królestwa Polskiego, pozostającego w łączności z Austro-Węgrami i Niemcami. Na dodatek zamiast słowa „niepodległość” użyte zostało słowo „samodzielność”.

Z punktu widzenia strategicznego najważniejsza jednak była obietnica utworzenia polskiej armii, która u boku mocarstw centralnych walczyła by z Imperium Rosyjskim.

Rzecz jasna akt wzbudził oburzenie państwa Ententy, sprzymierzonych z Rosją.

Rząd rosyjski 15 listopada 1916 zaprotestował przeciw rozporządzaniu Królestwem Polskim przez okupantów oraz ponowił uroczyście przyrzeczenie stworzenia całej Polski złożonej z wszystkich ziem polskich, która po zakończeniu wojny będzie miała prawo z całą swobodą samodzielnie urządzić swoje życie narodowe, kulturalne i gospodarcze pod berłem panujących rosyjskich na zasadzie jedności państwowej. Oświadczenie to poparły Wielka Brytania i Francja, przyjmując je w telegramie do premiera rosyjskiego Borisa Stürmera z dnia 16 listopada 1916 do wiadomości, a w dniu następnym 17 listopada uczyniły to samo Włochy. W Dumie rosyjskiej premier Aleksander Trepow 2 grudnia złożył oświadczenie, że ziemie odwiecznie polskie poza granicami Rosji będą odzyskane, a cała Polska w granicach etnograficznych będzie wolna w nierozerwalnym związku z Rosją. Niemniej jednak w grudniu 1916 za niepodległością Polski wypowiedział się parlament Włoch. Zaś w styczniu 1917, wkrótce przed przystąpieniem Stanów Zjednoczonych do wojny, za niepodległością Polski wypowiedział się prezydent Woodrow Wilson.

(wikipedia)

Państwa centralne, podobnie jak wcześniej Rosja, deklaracje co do ewentualnych losów Polski po wygranej przez siebie wojnie składały za pośrednictwem osób, których wojenne wypowiedzi wcale nie musiały być po wojnie akceptowane.

Ani car, ani też cesarze Państw Centralnych nie powiedzieli nic w sprawie Polski.

Jednak deklaracja 5 listopada pozwoliła Sprawie Polskiej zaistnieć już na arenie międzynarodowej.

Przestała być wewnętrzną sprawą Rosji, gdyż tak byłaby traktowana w przypadku zwycięstwa Ententy w skład której wchodziłaby Rosja.

Paradoksalnie więc „wielka socjalistyczna rewolucja październikowa”, której 100-ną rocznicę za dwa dni będziemy obchodzić, przyczyniła się do powstania Niepodległej.

I tutaj też widać zasługę Niemiec.

Bo kto wie, jaki przebieg miałaby rewolta rosyjskiego proletariatu w 1917 r. i czy w ogóle by do niej doszło, gdyby nie wwiezienie na terytorium Rosji Lenina i 30 innych bolszewików, którzy w ciągu paru miesięcy rozłożyli samodzierżawie.

To jednak zupełnie inna historia.

5 listopada 1916 roku, 101 lat temu, Sprawa Polska stała się problemem międzynarodowym.

4. 11 2017