Pierwsi więźniowie, kryminaliści niemieccy z Sachsenhausen, przybyli do nowoutworzonego obozu 20 maja 1940 roku. Otrzymali numery od 1 do 30. Obóz ulokowano w dawnych koszarach wojskowych, w niewielkim mieście świeżo włączonym do III Rzeszy. Polskiej nazwy miasta i obozu nie dało się wymówić, niemiecką miał niedługo poznać cały świat. Oświęcim czyli Auschwitz.

Niemieckie obozy koncentracyjne działały od 7 lat – najstarszy z nich, w Dachau utworzono w marcu 1933 r. Z założenia miały być to placówki resocjalizacyjne – kierowano do nich na podstawie decyzji administracyjnej ludzi uznanych przez reżim hitlerowski za nieprzystosowanych do życia w nowym, nazistowskim społeczeństwie: początkowo kryminalistów i komunistów, potem homoseksualistów, Cyganów, księży katolickich, Polaków, Żydów… Rychło z miejsc tymczasowego odosobnienia jednostek stały się miejscami permanentnej eksterminacji całych grup społecznych i narodów.

Jesienią 1940 roku, dla Polaków z Generalnej Guberni, Konzentrazionslager Auschwitz był ziemią nieznaną. Ci, którzy tam trafiali, wychodzili bardzo rzadko. A jeśli wychodzili – pełni strachu milczeli. Terror wprowadzany coraz szerzej przez niemieckiego okupanta sprawiał, że więźniów politycznych, kierowanych właśnie do KL Auschwitz, było coraz więcej. W łapy gestapo wpadali żołnierze konspiracji wojskowej, ludzie ze struktur tworzącego się polskiego państwa podziemnego. Sprawa rozpoznania kacetu w Oświęcimiu stawała się coraz pilniejsza.

Wrzesień 1940 roku, pół roku po uruchomieniu obozu w Oświęcimiu. Ułan podporucznik Witold Pilecki, lat 39, szef sztabu Tajnej Armii Polskiej, decyduje się na niezwykły krok – postanawia dać się złapać w ulicznej łapance po to, by na ochotnika dostać się do miejsca, którego boją się wszyscy. „Dnia 19 września 1940 roku – druga łapanka w Warszawie. Jeszcze żyje kilku ludzi, którzy widzieli, jak o godzinie 6.00 rano szedłem sam i na rogu Alei Wojska i Felińskiego stanąłem w „piątki” ustawiane przez esesmanów z łapanych mężczyzn.”  Tymi prostymi słowami opisał Witold Pilecki początek swego niezwykłego, jedynego w swoim rodzaju, szlaku bojowego, który trwał dwa i pół roku a miejscem walki był obóz koncentracyjny Auschwitz I. Trafił tam Witold Pilecki z fałszywymi dokumentami na nazwisko Tomasza Serafińskiego 21 września „To miejsce we wspomnieniach moich nazwałbym momentem, w którym kończyłem ze wszystkim, co było dotychczas na ziemi i zacząłem coś, co było chyba gdzieś poza nią. Nie jest to silenie się na jakieś dziwne słowa, określenia. Przeciwnie – uważam, że na żadne słówko ładnie brzmiące, a nieistotne, wysilać się nie potrzebuję. Tak było. W głowy nasze uderzały nie tylko kolby esesmanów – uderzało coś więcej. Brutalnie kopnięto we wszystkie nasze pojęcia, do których myśmy się na ziemi przyzwyczaili (do jakiegoś porządku rzeczy – prawa). To wszystko wzięło w łeb.

Prof. Tomasz PanfilAutor: prof. Tomasz Panfil
Polski historyk, nauczyciel akademicki, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny KUL, samorządowiec.