Jeśli, nie daj Bóg, zostaniecie skrzywdzeni w polskim urzędzie przez funkcjonariusza publicznego poprzez wydaną przez niego decyzję administracyjną lub jakiś akt prawa miejscowego, porzućcie nadzieje, że w waszej obronie stanie niezależny i sprawiedliwy prokurator z miejscowej prokuratury. Na straży nietykalności polskiego funkcjonariusza publicznego stoi bowiem art. 231§1 Kodeksu karnego.

Ktoś niezorientowany w realiach ustanowionego w Polsce prawa, po zapoznaniu się z treścią owego artykuły (Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3) żachnie się na moje słowa i zdumiony zaprotestuje. Jakże to, przecież ten zapis jest jasny, klarowny i obligatoryjny. I nie ma w nim miejsca na jakiekolwiek interpretacje. Zdefiniowano pojęcie „funkcjonariusza publicznego”, dokładnie opisano, co to jest „interes publiczny” albo „prywatny”. Bez większych problemów można stwierdzić, zwłaszcza na podstawie dokumentów urzędowych, kiedy przekroczono tzw. uprawnienia lub nie dopełniono obowiązków służbowych. Niestety, to są tylko efektowne pozory. Bo w polskim Kodeksie karnym słowo bardzo często nie odnosi się do swojego desygnatu, a to oznacza, że powszechne niekiedy poczucie uniwersalnej sprawiedliwości społecznej ze „sprawiedliwością” stanowioną przez prokuratorów i sędziów nie ma najczęściej nic wspólnego. I żeby nie być gołosłownym przytoczę fragment Postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa, które zostało zatwierdzone 31 grudnia 2012 r. przez prokuratora Prokuratury Rejonowej w Gorlicach Atletę Osikowicz:

Biorąc pod uwagę całość zgromadzonych materiałów w postępowaniu należy stwierdzić, że przestępstwo stypizowane w art. 231 §1 Kk jest przestępstwem, którego można dopuścić się wyłącznie z winy umyślnej. Brak tego elementu po stronie podmiotowej zachowania sprawcy dyskwalifikuje odpowiedzialność karną. Zaznaczyć należy, że dla bytu przestępstwa z art. 231§1 Kk konieczne jest wykazanie, że sprawca będący funkcjonariuszem publicznym działając umyślnie, przekroczył swoje uprawnienia, a zatem dokonał czynności, która w ogóle nie należała do zakresu jego działania lub czynności, która mieściła się co prawda w zakresie jego działania ale do jej spełnienia nie było w określonej sytuacji podstaw faktycznych ani prawnych, albo też nie dopełnił obowiązków, czyli nie wykonał w ogóle bądź wykonał nienależycie czynności nakazane przepisami wynikające z istoty pełnionej funkcji, działając w ten sposób na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. W omawianej sprawie nie sposób dopatrywać się w zachowaniu Burmistrza Bobowej oraz pracowników Urzędu Miejskiego w Bobowej umyślnego przekroczenia uprawnień oraz umyślnych zaniechań.

Nie było moim zamiarem w tym felietonie opisywanie konkretnej decyzji administracyjnej, do której odnosi się Postanowienie prokurator Arlety Osikowicz. Dość powiedzieć, że w/w decyzja została uchylona przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Nowym Sączu, a wydającemu decyzję burmistrzowi Bobowej Wacławowi Ligęzie, SKO w Nowym Sączu zarzuciło wielokrotne, rażące naruszenia prawa. Ale gdyby decyzja funkcjonariusza publicznego Wacława Ligęzy ostała się w obrocie prawnym, obywatele, których ten akt dotyczył ponieśliby gigantyczne straty materialne, z zamianą miejsca lokalizacji budowy włącznie.

Wróćmy jednak do meritum, czyli do art. 231§1 Kodeksu karnego. Podstawą jego wykładni prawnej jest tzw. wina umyślna, a jej brak dyskwalifikuje odpowiedzialność karną. Kierując się elementarna logiką można bez wysiłku wyobrazić sobie przestępstwo, którego sprawcy nie można ścigać, bo nijak nie udowodnimy mu winy umyślnej. Ten nieszczęsny art. 231§1 Kodeksu karnego został zatem tak skrojony, żeby żadnemu funkcjonariuszowi publicznemu włos z głowy nie spadł. Udowodnienie winy umyślnej, że działał on złośliwie na szkodę interesu publicznego lub prywatnego bywa praktycznie niemożliwe. Nawet zamontowanie podsłuchów i kamer w każdym urzędowym gabinecie nie przyniosłoby oczekiwanych efektów. Każdy przecież może się pomylić, a co dopiero burmistrz, starosta czy wojewoda. Ile decyzji administracyjnych wydano w III RP z rażącym naruszeniem prawa, w których obronie de facto stanęli prokuratorzy i sędziowie nikt nie policzył i nikt liczyć nie będzie.

W sprawie art. 231§1 Kodeksu karnego działa bezduszna machina „wymiaru sprawiedliwości”, tzn. w pamięci komputerów kolegów i koleżanek Arlety Osikowicz, jak Polska prokuratorska długa i szeroka, zapisano: Biorąc pod uwagę całość zgromadzonych materiałów w postępowaniu należy stwierdzić, że przestępstwo stypizowane w art. 231 §1 Kk jest przestępstwem, którego można dopuścić się wyłącznie z winy umyślnej… W omawianej sprawie nie sposób dopatrywać się w zachowaniu (…) pracowników Urzędu (…) umyślnego przekroczenia uprawnień oraz umyślnych zaniechań I tak dalej i temu podobne! To są gotowce, prokuratorzy nie muszą się przemęczać. Pojawia się kwalifikacja prawna, czyli art. 231 §1 Kk, no to my o przestępstwie stypizowanym z winy umyślnej. Następny proszę!

No nie, powie jakiś znawca polskiego kodeksu karnego, ale przecież obok art. 231 §1 Kk mamy art. 231§3 Kk (Jeżeli sprawca czynu określonego w §1 działa nieumyślnie i wyrządza istotną szkodę podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2). I wiecie, co wtedy postanawia prokurator? Pozwólcie, że zacytuję ponownie Atletę Osikowicz z Prokuratury Rejonowej w Gorlicach z tego samego Postanowienia: W przedmiotowym przypadku istotnej szkody nie stwierdzono.

Czyli, jak nie kijem go, to pałką. Dla prokurator Arlety Osikowicz nawet kilkusettysięczne straty materialne, w innej znanej mi sprawie, nie stanowiło argumentu tzw. „istotnej szkody”. Bo cóż to znaczy „istotna szkoda” – interpretacja może być tylko arbitralna i zazwyczaj będzie wypowiedziana na szkodę obywatela. Jesteś zatem bez szans, Czytelniku, zwłaszcza, gdy występujesz przeciwko funkcjonariuszowi publicznemu.

Przypadek artykułu 231 kodeksu karnego, to jest tylko maleńki przyczynek do historii bezprawia, które rządzi polskim „wymiarem sprawiedliwości”. Prokurator Atleta Osikowicz na pewno doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale ona i jej koleżanki i koledzy po prokuratorskim fachu nie widzą w tym nic zdrożnego, a już na pewno art. 231 nie zakłóca im spokojnego snu. I to jest kolejny problem polskich „niezawisłych”, kto wie czy nie dużo poważniejszy niż sam art. 231 kodeksu karnego. Tylko, kto udowodni prokurator Arlecie Osikowicz winę umyślną albo istotną szkodę?