Na ulicach miast i miasteczek powoli pojawiają się tłumy. Noga za nogą, plecy cięgle lekko zgięte w kabłąk.

I tylko palce nerwowo przebiegają po powietrzu zupełnie tak, jakby naciskały niewidzialną klawiaturę.

Powoli narasta szum, potem coraz wyraźniej przekształcający się w rozróżnialne już dźwięki:

– nie ma facebooka… NIE MA FACEBOOKA!

Jezus Maria! Teraz będziemy musieli rozmawiać!

4.10 2026

fot. pixabay