Czy czeka nas krach systemu bankowego, przy którym upadek Lehman Brothers w 2008 roku to tylko niewinna igraszka?

Pamiętamy, jak przed wyborami prezydenckimi prorządowe wówczas media ostrzegały przed SKOK-ami, które miały zdaniem bankowych fachowców niewystarczające pokrycie – nie gwarantowały bezpieczeństwa depozytów swoich klientów. Bo przecież cóż to jest zabezpieczenie w wysokości 5%?

Tymczasem banki gwarantować miały stabilność i bezpieczeństwo…
Niestety, nie trzeba było zbyt długo czekać, aby i to zapewnienie poprzedniej ekipy oraz związanych z nią politruków, pardons, dziennikarzy, można było między bajki włożyć.

Oto po raz kolejny czeka Unię Europejską bolesna operacja – zgodnie z dyrektywami BRRD i DGSD w ramach tzw. Bazylei III banki będą potrzebowały ok. pół biliona (500 mld) euro wsparcia.
A wszystko po to tylko, by uzyskać wymagany minimalny współczynnik wypłacalności (współczynnik McDohana) w wysokości…. 2,5%!

Z każdych 100 euro w aktywach banku pokrycie ma znaleźć 2,5!

glowna-1

Popatrzmy na jeden z największych banków europejskich, Deutsche Bank.

W ciągu ostatniego półrocza stracił na wartości blisko… 50%, na koniec 2014 roku wygenerował stratę operacyjną w wysokości… 7 mld euro.
Tenże bank, posiadający aktywa niewiele mniejsze od PKB Niemiec (2,8 bln dolarów wobec 3 bln euro) jest emitentem w ramach tzw. instrumentów pochodnych kwoty ok. 55 bln dolarów. Nie brak jednak głosów, że naprawdę aż ponad 70 bln!

Brak dokładnych danych, ale z rozmaitych szacunków dokonywanych przez analityków bankowych wynika, że całkowita suma takich instrumentów w skali globalnej może sięgać

nawet….

1.300.000.000.000.000.000,- $ (1,3 tryliona!).
To PKB 433.333 takich krajów jak… Niemcy!

Tymczasem na Ziemi są tylko 194 państwa, z których więcej niż połowa łącznie ma mniejszy dochód od Niemiec.

Patrząc na to przez pryzmat sf można zaryzykować twierdzenie, że suma ta jest równa PKB wszystkich zamieszkałych planet w naszej Galaktyce.

Jednak to zbyt poważny problem, aby zbyć go żartami.

glowna-3

Jeden z ojców – założycieli USA, Tomasz Jefferson, już w 1802 roku powiedział:

Instytucje bankowe są bardziej niebezpieczne dla naszych swobód niż armie.

banki_1

Dług publiczny wielu państw przybrał tak wielkie rozmiary, że szczególnie zadłużone państwa, nie widzą możliwości jego spłaty w dającej się przewidzieć perspektywie czasowej. Ma on dla nich znaczenie nie tyle ekonomiczne, co raczej stanowi rodzaj politycznego zakładu państw zadłużonych wobec państw wierzycielskich i zamożnych warstw poszczególnych społeczeństw. Zadłużenie państw stało się tak powszechne i wielkie, że ewentualna spłata jego spada na barki wielu pokoleń. Zakładając nawet, że dług publiczny by nie wzrastał, koszty jego obsługi zaburzałyby nadal przebieg procesów produkcyjno-społecznych oraz modyfikowałyby stosunki własności, wywłaszczając z własności publicznej większość społeczeństwa i przekształcając ją w neoniewolników. W związku z tym dla wielu polityków i publicystów najprostszym wyjściem z kryzysu długów publicznych wydaje się ogłoszenie niewypłacalności i bankructwa państw. Bruno Tinel i Franck Van der Velde odpowiadając na pytanie, co by było gdyby wszystkie państwa postanowiły zlikwidować zadłużenie publiczne, pisali: „uderzyłoby to przede wszystkim w kapitał… Nie jest niestety pewne, czy byłoby to możliwe do przeprowadzenia – a już niemal na pewno nie bez pogrążenia gospodarki światowej w niewyobrażalnej recesji, której pierwszymi ofiarami padliby pracownicy najemni…”. Powszechne stawianie problemu świadczy o ideowej, politycznej i ekonomicznej klęsce neoliberalizmu, który swoje „sukcesy” opłacił gigantycznym zadłużeniem, bezrobociem, zmuszaniem ludzi do pracy poniżej swoich kwalifikacji, pozbawieniem całej ludzkości pewności jutra, nadprodukcją szczególnie widoczną w przemyśle samochodowym i budownictwie mieszkaniowym, pozbawieniem wielu procesów gospodarczych możliwości demokratycznej kontroli. Likwidacja długów publicznych pozwoliłaby odrzucić neoliberalny model globalizacji, w którym zaostrzają się strukturalne sprzeczności kapitalizmu i pogłębia przepaść pomiędzy najbogatszymi i najbiedniejszymi państwami.
(dr Edward Karolczuk na kanwie książki Kryzys bez końca. Jak kapitał monopolistyczno-finansowy wywołuje stagnację i wstrząsy od Stanów Zjednoczonych po Chiny J. B. Foster’a i R. W. McChesney’a)

Zabrnęliśmy w ślepy zaułek.
Oczywiście tam i ówdzie próbuje się „naprawiać” system bankowy karząc za nadmierne już wynaturzenia.
Kwoty z tytułu kar są coraz bardziej dotkliwe i sięgnęły już 80 mld dolarów. To jednak nie jest nawet promil ogólnej wartości produktów finansowych na świecie.

Poza tym działania takie zbyt przypominają postulaty robotników z SIERPNIA’80:

Socjalizm TAK, wypaczenia NIE.

Tymczasem wydaje się rzeczą pewną, że system bankowy w obecnej postaci stanowi mniej lub bardziej widoczne wypaczenie.
Nie da się go uzdrowić, z roku na rok będzie potrzebował jedynie coraz większego wsparcia.

Trzeba zmienić system.
Ale, na Boga, nie pytajcie mnie, na jaki.

25.02 2016