Droga Redakcjo;

Mieszkam w małej gminie w województwie …….. Mieszkam w niej od 46 lat, od urodzenia. Przez całe dekady obserwowałam „rozwój” Naszej małej ojczyzny… albo jej dokładnie mówiąc całkowity zastój i stagnację. Nie pamiętam kiedy cokolwiek większego zostało wybudowane w niej, poza jakimiś doraźnymi remontami. Obserwując zdjęcia przedwojenne i powojenne Naszej gminy mam wrażenie, że nawet ubyło w niej kilka obiektów i ciekawych miejsc, porosła je trawa lub zostały opuszczone i rozkradzione.

Od kilku już lat obserwuję coraz większą emigrację i ucieczkę młodych ludzi na zachód za pracą i lepszym życiem. Ponadto zaczęłam przeglądać statystyki gminne i zauważyłam, że rodzi się w niej z roku na rok coraz mniej dzieci. Wychodząc na ulicę czy idąc do kościoła zauważam coraz więcej starszych mieszkańców gminy, którym w zasadzie jest już wszystko jedno, opuściła ich jakakolwiek nadzieja. A może oni z racji zaszłości historycznych nigdy jej nie mieli? Nie wierzą w zmiany?

Wielokrotnie zastanawiałam się dlaczego tak jest? Dlaczego nie można czegoś zmienić, pchnąć do przodu, ożywić, polepszyć czy ułatwić jakby to zwał.

Zaczęłam z większą uwagą śledzić całą Naszą społeczność lokalną oraz władze Gminy. Burmistrzem w Naszej gminie jest starsza Pani, która została wybrana na 3 kadencję, wcześniej pełniła już funkcję zastępcy burmistrza i jeszcze wcześniej sekretarza… a jeszcze wcześniej … pracowała jako urzędnik w gminie. Mimo doświadczenia zawodowego, którego nie można jej odmówić mam wrażenie tak samo jak wielu szczególnie młodych mieszkańców gminy, że ta Pani już się wypaliła… i to bardzo dawno temu. No jak można spodziewać się świeżych pomysłów i energii po kimś kto nic nie zmienił przez poprzednie ćwierć wieku? W zasadzie ta Pani zostaje Burmistrzem wyłącznie na tzw. „przetrwanie” i pełni tą funkcję poprzez „zasiedzenie”. Mam wrażenie, że przez te lata zdążyła już na tyle dobrze stworzyć „chory układ wsparcia” podobny do tego, który zdołała zrobić obecna koalicja rządząca PO-PSL czyli szafowanie miejscami pracy w urzędzie tylko dla wybranych, najlepiej dla członków dużych rodzin w gminie, które to rodziny z racji tej sytuacji będą przynajmniej oficjalnie popierać aktualne rządy. Dodatkowo Burmistrz posiada jeszcze kilka innych przywilejów, z których korzysta „kupując” poparcie, są to nap. asygnaty na drzewo, zwolnienia z podatków – najczęściej dla najbogatszych.

Nasza gmina ogólnie jest niezamożna, nie mamy wielkiego przemysłu, nie dysponujemy rozbudowaną siecią sklepów czy zakładów pracy. Najbliższe ośrodki pracy oddalone są o kilkadziesiąt km lub pozostaje zagranica. Działającym na miejscu przedsiębiorcom i firmom zatrudniającym mieszkańców w zasadzie ta sytuacja też jest na rękę. Jeżeli jest duży popyt na pracę i niskie stawki to siłę roboczą mają one za „grosze”. Gdy usłyszeli, że kandydaci mają w programie ożywienie gospodarcze regionu oraz ściągnięcie potencjalnych inwestorów to pobledli, widać już było że na nich nie ma co liczyć.

Największym ostatnim projektem realizowanym w Naszej gminie jest farma wiatrowa. Oczywiście mimo sprzeciwu wielu mieszkańców Burmistrz postawiła na swoim i wiatraki powstają. W tym temacie również nie zapomniała o swoich największych zwolennikach, znowu dostało się w prezencie najbogatszym i najwierniejszym „poddanym”, niektórzy z nich mają po kilka wiatraków na swoich gruntach. A biedniejsi mają siedzieć dalej cicho bo jak nie to zwolnię kogoś z urzędu kto jest w rodzinie; w zasadzie cała gmina to jak rodzina.

W październikowych wyborach samorządowych pojawił się cień nadziei, że może ktoś inny obejmie urząd, może spróbuje jakoś inaczej, otworzy ludziom oczy, zmieni relacje międzyludzkie „odbetonowując” Naszą gminę. Niestety nie dało rady. Układ rządzący z Panią Burmistrz na czele tak oczernił kandydatów, że ludzie bali się pomyśleć o jakichkolwiek zmianach. Ponadto przed wyborami ruszyła kawalkada rozdawania prezentów z publicznych środków, w tym unijnych oraz stanowisk pracy czasowej, że pozostali kandydaci nie mieli już szans. Komplet pościeli, czekoladki czy koncert znanego ale przestarzałego piosenkarza tak wpłynął na przekonania wyborcze starszej części społeczności, że kandydat mógł zostać tylko jeden. Gwoździem do trumny była agitacja wyborcza połączona z mszą świętą … za zgodą oczywiście i aprobatą Proboszcza, który w zamian otrzymał obietnicę wsparcia finansowego parafii. Zmieniono nawet niektóre wydatki przesuwając je z projektów ważnych na bardziej ważne… czyli np. wymiana okien w kościele zamiast budowa nowej wiaty dla dzieci czy podniesienie standardy przychodni medycznej.

Jadąc drogami niektórych wiosek w gminie można łatwo domyśleć się w których miejscach zamieszkują dozgonnie przychylni mieszkańcy Pani Burmistrz. W tych rejonach najczęściej jesz lepszy asfalt i lepsze oświetlenie.

Nasza Rada Miejska to również od lat swoisty ewenement, jest bo jest, mam wrażenie, że nikt z jej członków nie przeczytał nawet jaki jest jej cel. Na sesjach siedzą… piją… lulki palą… i podnoszą rękę aby „pomóc Burmistrzowi”.

Wpływy lokalnej władzy oraz układu PO-PSL są widoczne gołym okiem, wszędzie sięgają „macki” polityczne aktualnego … już niedługo mam nadzieję… „układu zamkniętego”. Każdy wybór, każde stanowisko czy jakikolwiek przetarg jest oparty o ocenę tzw. przychylności rządzącym. W każdej komisji czy komitecie zasiada zawsze ktoś „wierny” ale mierny. Kompetencje się nie liczą. Liczy się to „czy jesteś z nami.. czy przeciwko nam”?

Nie chcę generalizować, że Burmistrz czy Wójt pełniący funkcję kilka kadencji z rzędu jest już zły. Jednak jeśli nic się nie dzieje poza marketingowym ściemnianiem władzy i „terrorem ekonomicznym” jaki serwuje to powinna w mojej ocenie nastąpić zmiana.

To nie science fiction czy Folwark Zwierzęcy Georga Orwella. Tak wygląda Nasza Betonowa Gmina.

Źródło: GłosGminny.pl