Od początku istnienia III RP zdążyliśmy przywyknąć, że tzw. warszawka i jej polityka nijak, a przynajmniej w pomijalnie małym stopniu, wywiera wpływ na to, co dzieje się na prowincji.

 

Czyli w Polsce, jak mówią tam mieszkający.

Bo też przez lata „demokracji” w Warszawie utworzyło się swoiste getto polityczne, którego problemy za sprawą (głównie mających siedzibę w stolicy) mediów zostały rozdmuchane do wymiaru ogólnokrajoego.

robert-biedron-01

Prezydent Słupska, Robert Biedroń, jest prowincjuszem w pełni tego słowa znaczeniu.

Oto jego diagnoza (cyt. za naTemat):

 220px-Biedron-robert01aPrezydent Słupska patrzy na „dobrą zmianę” oczami mieszkańców swojego miasta. I choć popiera opozycję i Komitet Obrony Demokracji, jest przekonany, że ich idee nie pokrywają się z oczekiwaniami zwykłych ludzi. Zdaniem Roberta Biedronia, świetnie zdaje sobie z tego sprawę PiS, które po prostu daje Polakom więcej pieniędzy niż poprzednicy.

Robert Biedroń w programie „Tomasz Lis.” tłumaczył, dlaczego rząd ma tak silny elektorat. – – Ludzie mówią: nie interesują nas marsze KOD. Wychodzą słusznie, ale te wartości, które są bliskie manifestującym, są nienamacalne dla ludzi tzw. prowincji – ocenił prezydent Słupska. Według Biedronia, Jarosław Kaczyński świetnie rozumie, że zwykłych obywateli interesują przyziemne sprawy. Dlatego rząd rozdaje na przykład środki z programu Rodzina 500+. Wielu Polakom dają one godność, której nie dostąpili wcześniej.

– Robi to, co Orban czy Erdogan. Pieniądze plus godność plus wykorzystywanie obaw – mówił Robert Biedroń o prezesie PiS. Mimo że z prawicą mu nie po drodze, na własne oczy widzi, jak wiele zmienia rządowa pomoc finansowa. I to, że zwykłym ludziom na nic były nowoczesne autostrady, stadiony i biblioteki. Biedroń stwierdził, że skuteczne polityka w Polsce powinna być zbalansowana i „pozaestablishmentowa”.

(…)

– Potrzebujemy inwestycji w społeczeństwo, o którym zapomnieliśmy – skwitował.

 

http://natemat.pl/180007,biedron-u-lisa-kod-nie-jest-bliski-zwyklym-ludziom-oni-ciesza-sie-z-500

Trudno nie zgodzić się z Biedroniem. Polskie rządy po 1989 roku zapomniały o społeczeństwie.

Prócz, rzecz jasna, karmienia go opowieściami o konieczności zaciskania pasa w imię transformacji ustrojowej, która w końcu okazała się transmutacją. 😉

Rzecz jasna zaciskanie pasa nie dotyczyło urzędników, z których nowa władza utworzyła najwierniejszy elektorat.

Bo uwiązany finansowo.

Wypowiedź Biedronia musiała spotkać się z repliką Kijowskiego.

We wtorkowym wywiadzie (naTemat.de)  wzorem byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego powoływał się na Naród, który rzekomo opowiedział się za KOD-em:

CiV3ix9XAAA9_mDPo pierwsze jest mi bardzo przykro, że Robert Biedroń, którego zawsze szanowałem, ma złe zdanie o ludziach z mniejszych miast czy wsi. Po drugie Komitet Obrony Demokracji działa w wielu mniejszych miastach i małych miejscowościach. KOD ma lokalne struktury w wielu powiatach, gdzie ludzie się mobilizują, angażują i działają. To przeczy tezie Roberta Biedronia. (…)

500 złotych w zamian za wolność odbiera ludziom godność. Ludzie coraz częściej czują, że są oszukiwani, że się nimi pomiata. Cały system władzy PiS jest skupiony na tym, by odebrać ludziom godność. Dlatego jest coraz więcej osób w całej Polsce, które się angażują w KOD.

I nie mówię tu o Warszawie, Krakowie czy Gdańsku, ale o ludziach w mniejszych miastach, takich jak np. Piła, Kalisz, Rzeszów, Ełk, Elbląg. A przecież KOD działa w jeszcze mniejszych miejscowościach, które nigdy nie były miastami wojewódzkimi. Dlatego tezę Roberta Biedronia uważam za kompletnie nieuprawnioną. (…)

Jeśli popatrzymy na przemiany ostatnich 27 lat to okaże się, że najbardziej poprawiło się życie ludzi ubogich. Oczywiście to nie znaczy, że jest idealnie i że nie powinno być lepiej. Cały czas gonimy też Europę Zachodnią, która ma wyższy poziom życia niż Polska. Mamy wiele do poprawienia.

Niewątpliwie stawiano nacisk na sukces ekonomiczny w kategoriach makro, przez co wiele rzeczy zaniedbano. Nie sądzę jednak, by główny problem leżał w sferze ekonomicznej. Ludzie rozumieją coraz więcej i niechętnie dają się sprowadzić do płaszczyzny czysto ekonomicznej. Ważne są dla nich wolność, godność, zaufanie. (…)

Zadaniem KOD nie jest formułowanie szczegółowych rozwiązań. KOD kładzie nacisk na prawa człowieka, a w ich ramach na prawa socjalne czy pracownicze. Jednak nie jesteśmy partią polityczną z konkretnym programem i rozwiązaniami, które chcemy wdrażać.

http://natemat.pl/180057,zdaniem-mateusza-kijowskiego-robert-biedron-sie-myli-kod-jest-wielkomiejski-tylko-w-opinii-ludzi-z-wielkich-miast

Okazuje się, że zdaniem pierwszego alimenciarza III RP hasło „Beata, podpisuj!” jest na wskroś socjalne i pracownicze.

Natomiast hasło „lepiej zęby myć w klozecie, niż mieć Ziobrę w Internecie” wywodzi się bezpośrednio z Europejskiej Konwekcji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

Ale dajmy spokój żartom, choć niezamierzona ludyczność wystąpienia  „ojca” Mateusza jest niezaprzeczalna.

Mieszkam na tzw. prowincji od kilku dziesiątek lat.

I nie widzę wokół siebie kogokolwiek,  kto choćby w żartach wspomniał o KOD-zie.

Prawie nie słychać również o demonstracjach tej formacji, choć cała aglomeracja miejska dwakroć większa jest od Warszawy.

Nasze problemy nie są bowiem problemami ludzi ze stolicy.

Nam nie zaszkodził ani jeden minister, obojętnie z jakiego był ugrupowania.

Premier, prezydent, marszałek Sejmu.

Senator.

Bo my tu na dole, bez względu na to, która to jest Rzeczpospolita, mamy do czynienia ciągle z tymi samymi ludźmi.

Ten sam naczelnik urzędu skarbowego, dyrektor oddziału ZUS, sędzia, prokurator.

Ba, nawet prezydent miasta jest ten sam prawie ćwierć wieku.

Tylko z coraz większym strachem widzimy, jak te wszystkie osoby wrastają w miejscowe układy.

To nie z Warszawy ludzie wyjeżdżają za chlebem do innych krajów unijnych (ze Śląska nawet do Czech!).

Nie w Warszawie całe rodziny pozbawiane są podstaw egzystencji i nie w Warszawie odbierane były dzieci rodzinom, które wcześniej państwo wypchnęło za granicę biedy.

Na prowincji zbyt często prawnicza toga zaczęła zastępować popularny jeszcze w latach 1990-tych bejsbol.

Lewica ostro wali w Kijowskiego:

lider KOD nieświadomie ujawnił swoją ukrytą pogardę dla ludzi biednych. Bo to Biedroń w swojej wypowiedzi pokazał empatię oraz umiejętność analizy sytuacji społecznej w oderwaniu od własnej pozycji klasowej. Według Kijowskiego stwierdzenie, że niezamożni kierują się swoim interesem klasowym, jest obraźliwe dla niezamożnych. Wynika z tego logicznie, że ludzie, którzy bardziej przejmują się przetrwaniem od pierwszego do pierwszego niż walką o niezależność Trybunału Konstytucyjnego, są kimś gorszym.

Po drugie, Kijowski nie rozumie – jak większość rodzimych liberałów – że wolność bez bezpieczeństwa socjalnego jest dla milionów ludzi zwykłą fikcją. Trzeba być naprawdę oderwanym od rzeczywistości, jeśli nie rozumie się, że godność można zyskać wysyłając swoje dziecko po raz pierwszy na wakacje nad morze.

Po trzecie, opinia Kijowskiego o tym, której grupie społecznej najbardziej poprawiło się w III RP, wydaje się mocno dyskusyjna. Bo nawet jeśli przyjmiemy, że najbiedniejszym troszkę się poprawiło, to nie musi przeczyć to faktowi, iż największymi beneficjentami neoliberalnej transformacji są bogaci.

http://trybuna.eu/kijowski-atakuje-biedronia-i-ujawnia-swoja-pogarde-dla-biedniejszych/

Daleki jestem od analizy marksistowskiej otaczającego nas świata.

Ale przyznam, że część przedstawionej wyżej analizy  Michała Syski mogę uznać za swoją.

Wolność bez bezpieczeństwa socjalnego jest dla milionów ludzi zwykłą fikcją.

 

Dokładnie.

III RP od początku zwiększała jedynie krąg osób, żyjących w poczuciu zagrożenia ich bezpieczeństwa socjalnego.

Lub zgoła jego pozbawionych.

Stąd właśnie tak mizerny udział „ludzi z prowincji” w marszu z 7 maja (Policja naliczyła jedynie 100 autokarów, co jest liczbą znikomą wobec rzekomej powszechności w Polsce KOD – byle przemarsz związku zawodowego oznacza większy tabor).

Warto zadać pytanie, dlaczego właśnie na prowincji zwyciężył PiS, choć również i jego polityka zamyka się praktycznie wewnątrz warszawki?

Po raz kolejny trzeba więc przypomnieć tak rządzącym, jak i obecnej opozycji:

Prowincja ma już dosyć bajania o dobrobycie ( o czym PBK przekonał się w maju 2015 r.) czy też o państwie prawa.

Na prowincji ludzie żyją w ciągłej obawie przed utratą namiastki bezpieczeństwa socjalnego, jaką gwarantują umowy o pracę.

Tutaj ludzie są poddani wszechwładzy sądów i prokuratur.

Skargi na urzędników zawsze okazują się bezzasadne, a czasem kończą się… aktem oskarżenia wniesionym w retorsji na zawiadamiającego!

Prasa lokalna, niezależna prasa lokalna, praktycznie nie istnieje.

Ta, która jest, najczęściej jawi się jako kolejna tuba ciągle tych samych samorządowców.

PiS, obiecując reformę wymiaru sprawiedliwości, obiecując wprowadzenie „rewizji nadzwyczajnej”, dał nadzieję na naprawienie krzywd, jakich w Polsce są setki tysięcy.

Dał nadzieję, że z czasem w sądach będzie można znaleźć ochronę przed samowolą urzędniczą.

KOD występujący w obronie TK, który z całą pewnością uniemożliwi wprowadzenie reform polskiej Temidy, stoi po przeciwnej stronie barykady, niż Naród.

To widzi już nawet lewica.

Obrona TK jest bowiem walką o zachowanie starego.

Prowincja wie, że reforma sądów musi być poprzedzona usunięciem jedynej przeszkody w reformowaniu Państwa.

Państwa wszystkich obywateli, a nie garstki uprzywilejowanych.

Polski, nie „warszawki”.

 

 

 

18.05 2016