„Skali niekompetencji biegłych nikt nie jest w stanie ocenić. Ale na podstawie wielkich afer widać, że sądy nie mogą na nich liczyć.” *

 

O biegłym Jerzym Karpińskim pisałem sporo. Jego wycena domu należącego do Bogusława Biedrzyńskiego i jego eksmałżonki stała się wzorcowym przykładem nierzetelności pracy urzędniczej.

Jednak wycena domu w Trzebieniu to tylko jedna z wielu wycen, jakie dla dolnośląskiego wymiaru sprawiedliwości dokonywał były biegły sądowy Jerzy Karpiński.

W innych, w których zaangażowanie stron nie było aż tak widoczne, dokonywał wycen zgodnych z tzw. rynkiem.

Oto bowiem w 2013 roku wycenił nieruchomość położoną  w Szklarskiej Porębie (mieszkanie wraz z działką – 95 m kw. plus współwłasność działki)    na kwotę 364.500,- zł.

Obraz_654. 1

Mieszkanie położone w centrum miasta, niedaleko poczty.

Czy taka cena mogłaby uchodzić za wygórowaną?

Na stronie gratki znajdujemy nieruchomości wystawione na sprzedaż w Szklarskiej Porębie.

http://dom.gratka.pl/mieszkania/szklarska-poreba/?gclid=CjwKEAjwxeq9BRDDh4_MheOnvAESJABZ4VTq8EkAXc2OVe4hmxp07R75Y4QS4PEDKuEU4T49wE1ZAhoCFZDw_wcB

Cena określona przez byłego biegłego nie odbiega od cen, widocznych na portalu gratka.

Jednak licytacja na podstawie tej wyceny okazała się bezskuteczna.

Tak samo, jak 97% podobnych.

W 2016 roku wszczęto kolejne postępowanie egzekucyjne.

Tym razem nowa wycena, autorstwa innej biegłej sądowej z Jeleniej Góry, Moniki Siofer, opiewa na kwotę stanowiącą 47% wyceny byłego biegłego Jerzego Karpińskiego.

Obraz_648.1

Dokładnie – 172.000,- zł.

Cena mieszkania została ustalona poniżej, i to znacznie, cen uwidocznionych na gratce.

Czy wycena, dokonana przez Monikę Siofer ma na celu doprowadzenie  za wszelką cenę do licytacji poprzez zaniżenie wyceny nieruchomości?

Dłużniczka, właścicielka nieruchomości, zaskarżyła operat Moniki Siofer.

Czy sąd  w Jeleniej Górze  zdąży rozpatrzyć skargę przed terminem licytacji?

Bo patrząc z boku na wahnięcia wycen, zupełnie odbiegających od tych uwidocznionych w gratce, pytanie, zadawane od lat nie tylko przez dziennikarzy, o kondycję biegłych sądowych, po raz enty staje się aktualne..

 Zdarza się czasem, że biegli miewają pecha. Za pechowca uważa się zapewne biegły psychiatra Henryk W. z Chrzanowa, który wsławił się tym, że za grube łapówki wykrywał u skorumpowanych policjantów depresje i nerwice, jako jedyny w regionie decydował też o tym, czy zabójca powinien przesiedzieć w więzieniu resztę życia, czy też oglądać świat z okien psychiatryka.

Kłopoty z prawem ma również biegły Arkadiusz S. Jego ekpertyza wykonana kilka lat temu na zlecenie warszawskiego sądu była jednoznaczna. Tak, oskarżona Manuela M. jest fałszerzem. Dwa lata temu S. przeanalizował pismo na czekach i oświadczył, że jego żmudne i oparte na najnowszej metodzie matematycznej badanie nie pozostawia złudzeń. – Metoda – wyjaśnił biegły – nazywa się MAHW i stosowana jest powszechnie przez FBI.

Gdyby nie podejrzliwość obrońcy Manueli M. Arkadiusz S. do dziś zapewne cieszyłby się opinią wybitnego pismoznawcy. Dociekliwy mecenas postanowił jednak na własną rękę sprawdzić kompetencje biegłego. Wnioski były piorunujące. To Arkadiusz S. okazał się fałszerzem, chętnie posługiwał się sfałszowaną pieczątką Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego. A metoda MAHW rodem z FBI” Zapewne przyśniła się wcześniej przebiegłemu biegłemu.

Profesor Jan Widacki, wybitny kryminolog i wzięty obrońca w sprawach karnych, o biegłych sądowych nie ma najlepszego zdania. – Na listach biegłych ze świecą szukać wybitnych ekspertów. Zdarza się nawet, że poważne analizy powierza się ludziom, zupełnie do nich nie przygotowanym. Zauważyłem, że wystarczy mieć skończony wydział lekarski, by stać się dla sądu fachowcem od skomplikowanych problemów medycznych – wyjaśnia. – Tym bardziej dziwi mnie, że polscy sędziowie są wobec biegłych tak bezkrytyczni. A biegli mówią czasem mądre rzeczy, a czasem plotą zupełne banialuki.

Opinie Tadeusza S. i Józefa S., niezależnych biegłych sądowych w sprawie Andrzeja Bocianowskiego, były jednoznaczne. To Bocianowski zjechał na przeciwny pas jezdni i uderzył w samochód jadący z naprzeciwka. Nie miało znaczenia dla biegłych, że po przeciwnej stronie jechał człowiek, u którego stwierdzono dwa promile alkoholu we krwi. I któremu wielokrotnie odbierano za to prawo jazdy.

Laboratorium albo biuro Sędzia Andrzej Almert, rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie, przyznaje, że polskiemu wymiarowi sprawiedliwości nie udało się dotąd wypracować sensownego systemu weryfikacji biegłych. – Zasadniczo ekspertem sądowym powinien być specjalista, który dzięki swojemu wykształceniu, doświadczeniu i pozycji zawodowej znalazł się na liście fachowców, którzy służą wymiarowi sprawiedliwości wiedzą, niedostępną zwykłemu obywatelowi – wyjaśnia.

To teoria. Z praktyką, niestety, bywa różnie. W ciągu zaledwie roku prezes Sądu Okręgowego w Krakowie skreślił z listy biegłych prawie sto nazwisk. Z listy zniknęli ci, którzy sami stanęli przed sądem, albo byli zbyt opieszali w wydawaniu ekspertyz. Ale w większości przypadków biegli przestali być biegłymi nie ze względu na dociekliwość sądu, ale z powodu skarg obywateli. – Problem w tym, że biegłych jest zwyczajnie za dużo, by każdemu z nich bacznie się przypatrywać! Opieramy się na dokumentach. Jeśli wynika z nich, że mamy do czynienia z fachowcem, który skończył szacowną uczelnię, ma tytuł doktora, jest autorem wielu publikacji i nikt się na niego nie skarży, to musimy wierzyć papierom i biegłemu na słowo – tłumaczy Almert.

http://www.aferyprawa.eu/content/biegli_kulisy.html

Na czym opierają się biegli w Jeleniej Górze?

Na dodatek Monika Siofer jest tylko magistrem.

Inżynierem.

 

23.08 2016