Błędy medyczne były, są i zapewne będą. Doniesienia medialne z ostatnich tygodni, miesięcy w obszarze zaniedbań w placówkach medycznych przerażają. Zapewne, gdyby nie było możliwości nagłaśniania tematów  przez media sprawy nie ujrzałyby światła dziennego.

Czy pełną odpowiedzialnością można obarczać służbę zdrowia za wszystkie przypadki, w których narażono zdrowie, życie ludzkie w wyniku zaniedbania? Odpowiedzialność rozłożyłabym na czynnik ludzki, jak i systemowy. Od lat decydenci nie zmierzają do opracowania struktur, które w sposób znaczący poprawiłyby jakość pracy personelu medycznego. Fundamentem bezsprzecznie w tej konstrukcji jest odpowiednio oszacowana ilość kadry zatrudnionej w danej placówce. Brak personelu medycznego od Przychodni poprzez Szpitale skutkuje obciążeniem ilości pacjentów, którym trzeba pomóc.

Lekarz, pielęgniarka nie są cyborgami. Odczuwają zmęczenie jak każdy człowiek.

Przyjmując trzydziestego pacjenta w trakcie dyżuru specjalista nie jest w stanie postawić poprawnej diagnozy wobec zgłaszanych dolegliwości. Ekonomia nie może przesądzać o nadrzędnej wartości, jaką jest każde życie ludzkie. Astronomiczna wręcz nadbudowa urzędników zatrudnionych w resorcie nie spełnia oczekiwań chorego. Tysiące osób zatrudnionych w NFZ nie stanowi pomocy rzeczywistej choremu. Pani X, Pan Y nie wykona badania, nie ordynuje leków. Oni właśnie powinni konstruować struktury poprawnej organizacji w placówkach zgodnie z wytycznymi opracowanymi przez decydentów. W jaki sposób pielęgniarka np. na Oddziale chirurgicznym, ortopedii, wewnętrznym itd. może w skupieniu pracować mając pod opieką 20 cierpiących pacjentów? W trzeciej godzinie pracy już organizm nie pozwoli na okazanie empatii.

To wszystko jest tak oczywiste, że trudno pojąć  skalę zaniedbań w tym resorcie.

Decydenci mają swoje placówki, gdzie personel jest w pełni obsadzony etatami.Lekarze z najwyższych półek, najlepsze leki, szybka regeneracja organizmu gwarantowana.„ Lud” takich przywilejów nie ma, choć gwarancja opieki zdrowotnej zapisana jest w Akcie nadrzędnym zwanym Konstytucja.

Zaniedbania również są następstwem czynnika ludzkiego. Instrumentalne podejście do chorego, jako numeru statystycznego, nie człowieka wynikają z rutyny, braku empatii, poszanowania godności. Obowiązujące w wielu obszarach procedury są zwyczajnie lekceważone. Skandalem jest, aby lekarz nie zbadał chorego, który przybył na Szpitalny Oddział Ratunkowy ( SOR) z dolegliwościami opisanymi przez siebie, bliskich. Karygodnym jest odsyłanie cierpiącego do innej placówki oddalonej o dziesiątki kilometrów, bo nie ma sprzętu, personelu itd. Pierwsza pomoc, wstępna choćby diagnostyka powinna odbywać się natychmiast. Setki osób mogłoby cieszyć się życiem, zdrowiem, gdyby poprawna diagnoza, wdrożone leczenie odbyło się w odpowiednim czasie.

Niewielki procent bliskich pacjenta, który został z wyłącznej winy lekarza trwale okaleczony, bądź zmarł podejmuje działania zmierzające do wyjaśnienia sprawy, ukarania osoby, osób odpowiedzialnych. Dramat po stracie matki, ojca, dziecka blokuje siły do walki o prawdę. W swojej ciszy pogrążeni rozpaczą, żałobą tylko sobie samym zadają pytanie, – dlaczego on, ona.

Odpowiedzialny za tragedię lekarz swobodnie funkcjonuje w danej placówce bez poczucia winy. Zmarł człowiek, albo zdany jest na wieloletnią wegetację. Nie ja się nim będę opiekował, nie grób mojego bliskiego.

Mnóstwo przykrych przykładów w tym temacie szokuje.

Młoda dwudziestokilkoletnia kobieta uskarżała się na bóle brzucha. Przypisywała sobie dolegliwości, jako następstwo wysiłku fizycznego. Bliscy wezwali Pogotowie Ratunkowe. Lekarz zmierzył ciśnienie, sprawdził napięcie brzucha, zaaplikował lek rozkurczowy i odjechał z zaleceniem odpoczynku. Ból potęgował, kolejny raz wzywana pomoc.  Powtórzenie czynności zwiększając dawkę leków. Z chwilą omdlenia ponowne wezwanie Pogotowia. Stanowcza postawa bliskich zmusiła wręcz lekarza do zabrania kobiety na Oddział Ratunkowy. Diagnostyka wykazała perforację wrzodu dwunastnicy. Kilkugodzinna operacja nie pomogła. Kobieta zmarła na stole operacyjnym.  Planowała ślub, założenie swojej rodziny.

Zlekceważenie dolegliwości przez pierwszy, drugi zespół medyczny odebrał życie człowiekowi pogrążając w bólu wiele osób.

Czterdziestoletnia kobieta skierowała się do lekarza rodzinnego z bólem brzucha, podwyższoną temperaturą. Lekarz słusznie stwierdził, iż w warunkach ambulatoryjnych nie postawi diagnozy.Wypisał skierowania do szpitala zaznaczając PILNE. Będąc na SOR zmierzono kobiecie temperaturę, ciśnienie, stetoskopem osłuchano brzuch. Włączono leki rozkurczowe. Po kilku godzinach wypuszczono do domu w „stanie dobrym”. Nie przeprowadzono badania USG, bowiem w szpitalu były tylko dwa sprawne aparaty na innych oddziałach. Stan zdrowia nie poprawiał się. Cierpienie kobiety rodziło niepokój bliskich. W kolejnym dniu zawieziono ją do innej placówki medycznej. Szeroka diagnostyka, w tym badanie USG i decyzja o natychmiastowym zabiegu operacyjnym. Rozlany wyrostek skutkował zapaleniem otrzewnej, sepsą, śpiączką, trwałym uszkodzeniem mózgu. Kobieta żyje w stanie wegetatywnym otoczona opieką bliskich. Zaniedbanie personelu medycznego odebrało ludziom radość życia.

Spory procent błędów medycznych wobec ciężarnych kobiet skutkuje narodzinami dziecka z nieodwracalnymi zmianami neurologicznymi, innymi zaburzeniami. Brak reakcji na zgłaszane dolegliwości przez rodzącą, odpowiedniego monitorowania płodu i dramat dziecka, rodziców bliskich do końca życia.W większości takich przypadków personel medyczny nie dopatruje się swojej winy obarczając zaistniałą sytuacją kobietę. Wywiązała się infekcja, której nie mogliśmy przewidzieć, płód w łonie matki rozwijał się nieprawidłowo…Takie przekazy, to dodatkowa trauma obciążająca trwale psychikę kobiety, której nie wyprze z umysłu. Będzie żyła z poczuciem winy tylko dlatego, że ktoś uwalniał się w brutalny sposób od odpowiedzialności.

Czas na zmiany systemowe, jak i wyciąganie konsekwencji wobec osób, które w wyniku zaniedbania doprowadziły do ludzkiej krzywdy.

Prowadziłam osobiście wiele takich spraw w ramach swojej działalności doradczej. Żadna kwota nie przywróci życia, żadna nie złagodzi bólu po stracie bliskiego. W przypadku trwałych okaleczeń, zaburzeń pracy organizmu w wyniku błędu medycznego pozyskane środki mogą zaledwie wpływać na poprawę jakości życia opiekunów tych osób, którzy nie popadną w ubóstwo zapewniając choremu godne trwanie.Czytając linię obrony osób winnych zaniedbania wierzyć się nie chce, że świadczą pracę  w służbie zdrowia.

Póki co, najważniejsze są listy kandydatów na posady do Europarlamentu. O zaostrzeniu nadzoru w placówkach służby zdrowia nikt nie zadba. Smutne…

Homo sacra res homini  (człowiek jest rzeczą świętą dla człowieka)

Hominis est errare, insipientis in errore perseverare (ludzką rzeczą jest błądzić, głupców trwać w błędzie).

 

Zdjęcie: Źródło Internet