Jeśli akcja (przed)wyborcza, serwowana na naszych oczach przez Wincentego Sławomira Broniarza przyniesie spodziewane przez lewicę wyniki, narodzi się nowe przysłowie.

Broniarz zrobił swoje, nauczyciel może odejść.

Jaki jest bowiem prawdziwy stosunek dzisiejszej oPOzycji do strajkujących nauczycieli dobitnie wyraża artykuł niejakiej Dominiki Wielowieyskiej z 27 kwietnia 2012 roku:

Nauczyciele w szkołach publicznych powinni mieć normalny 40-godzinny tydzień pracy bez przywileju 18-godzinnego pensum (czas spędzony przy tablicy). Dziś spędzają bardzo mało czasu na lekcjach w porównaniu z kolegami z Unii Europejskiej. Poza tym mają rozmaite mieszkaniowe i wiejskie dodatki do pensji niezwiązane z wydajnością czy jakością ich pracy. Trzeba je zlikwidować podobnie jak roczne pełnopłatne urlopy na poratowanie zdrowia, które przysługują już po siedmiu latach pracy. I to trzy razy w czasie całej kariery.

Dziś aż 370 nauczycieli krakowskich jest na takich urlopach. Kosztuje to samorząd rocznie 18 mln zł. To horror! Przecież nauczyciele i tak mają najdłuższe urlopy spośród wszystkich zawodów.


Warto dać dyrektorom szkół większe pole manewru w doborze kadry. Teraz wyrzucenie złego nauczyciela ze szkoły publicznej graniczy z cudem. Słowem: Kartę nauczyciela trzeba po prostu wyrzucić do kosza. I nie chodzi o to, by nauczycieli zubożyć, ale o to, aby te pieniądze – zamiast na „nicnierobienie” – wydać na premie i wyższe zarobki dla tych nauczycieli, którzy pracują najwięcej i są najlepsi.

Kiedyś minister edukacji Mirosław Handke powiedział: „Nauczyciele udają, że pracują, a my udajemy, że im płacimy”. Sporo od tego czasu się zmieniło: choćby to, że ostatnio nauczyciele dostali spore jak na budżetówkę podwyżki. Ale ta zasada – dzięki Karcie – wciąż funkcjonuje. Głównymi ofiarami tego systemu są dzieci i młodzież, którym samorządy nie są w stanie zapewnić zajęć dodatkowych wyrównawczych czy rozwijających szczególne zdolności. Te ograniczenia powodują, że szkoły są molochami, gdzie nie ma szans na indywidualne podejście do ucznia.

Czas to zmienić. Tylko kto będzie miał odwagę narazić się nauczycielom w Sejmie? Nie można wykluczyć, że lobby nauczycielskie zechce bronić przywilejów i będzie postulować jedynie zmianę ich finansowania, np. by za roczne urlopy płacił ZUS, a nie samorządy jak dzisiaj.

Samorządowcy wspominali, że im jest w sumie wszystko jedno, czy przywileje nauczycielskie będą, czy nie: grunt, by nie oni musieli na nie wykładać pieniędzy.

Jeśli posłowie jedynie przerzucą koszt Karty nauczyciela z samorządów na ZUS czy budżet centralny, to tym samym zabetonują szkodliwe reguły. Gdyby tak miała wyglądać ta reforma, to już lepiej, aby Sejm nic w tej sprawie robił. Szkoda czasu i atłasu.

http://wyborcza.pl/1,75968,11624431,Karte_nauczyciela_do_kosza.html

Inna wielka ministra rządów POPSL, niejaka Joanna Kluzik-Rostkowska 12 kwietnia 2015 roku mówiła o wadliwości systemu oświaty w Polsce.

dosypaliśmy do systemu 15 mld zł. W tym czasie ubyło nam 11 proc nauczycieli i 23 proc uczniów. Efekt – znacznie więcej pieniędzy dla znacząco mniejszej grupy ludzi. Jeśli związki zawodowe nie zauważyły tak dużego dopływu pieniędzy do systemu to znaczy, że system się zużył i potrzebny jest nowy. Samo dodanie miliardów niewiele zmieni. Tymi pieniędzmi trzeba lepiej gospodarować. Uniemożliwia to jednak zła ustawa, jaką jest Karta Nauczyciela.

Dlatego nie mam wątpliwości, że Kartę trzeba wyrzucić do kosza i napisać nowoczesną ustawę dedykowaną nauczycielom i dyrektorom szkół. Po to by efektywnie edukowali tych, którzy są podmiotem edukacji – czyli uczniów.

(…)

Dyrektor nie ma żadnego dobrego narzędzia nagradzania i motywowania tych najlepszych, nie ma też żadnego narzędzia, które pozwoli mu swobodnie konstruować grono pedagogiczne, z którym chce współpracować.

(…)

[zwalniać] I na to miejsce przyjmować dobrych, którzy stworzą doskonały zespół.

https://www.wprost.pl/tygodnik/502172/Karte-nauczyciela-trzeba-wyrzucic-do-kosza.html

Dzisiaj jednak Gazeta Wyborcza przywdziała maskę obrońcy nauczycieli. I choć czołowa czerska publicystka D. Wielowieyska pisała w 2012 roku o konieczności wydłużenia czasu pracy nauczycieli (dziś spędzają bardzo mało czasu na lekcjach w porównaniu z kolegami z Unii Europejskiej) teraz okazuje się, że:

z raportu Instytutu Badań Edukacyjnych wynika, że polski nauczyciel pracuje średnio 47 godzin tygodniowo właśnie dlatego, że wiele zadań wykonuje w domu.

http://wyborcza.pl/7,166575,24613679,10-absurdow-jak-polskie-szkoly-nie-radza-sobie-z-reforma.html#nowyMTmagazyn

Tymczasem nauczyciele w Polsce w porównaniu do reszty społeczeństwa wcale nie mają gorzej, niż w innych krajach.

Maciej Samcik na swoim blogu przytacza wskaźniki pokazujące, jaki procent przeciętnego wynagrodzenia osób posiadających podobne wykształcenie zarabia nauczyciel.

.

https://subiektywnieofinansach.pl/strajk-nauczycieli-ile-powinni-zarabiac-nauczyciele-godzina-korepetycji/

.

Polska wpisuje się w średnią, o czym pisałem już tutaj.

http://pressmania.pl/znp-zarobki-polskich-nauczycieli-to-srednia-krajow-oecd/

.

Nic dziwnego, że pomimo zapowiedzianego kompletnego paraliżu polskiego szkolnictwa mniej niż połowa placówek oświatowych stoi.

.

Czy Wincenty Sławomir Broniarz przygotował się na taką ewentualność?

Bo jeśli jutro okaże się, że liczba strajkujących zmalała, będzie to jego osobista klęska.

A wtedy żegnaj, kolejna kadencjo i żegnaj prezesowska wypłato.

 Żegnajcie również tantiemy z fundacji, w których Wincenty zasiada w organach nadzoru.

.

Jeśli jednak strajk nauczycieli wyniesie PO oraz przystawki do władzy wtedy nauczyciele na własnej skórze przekonają się, że władza ludowa niczego nigdy nie zbudowała, ale za to wszystko pamięta.

.

Szczególnie własne słowa, gdy szuka pretekstu, żeby nie dać pieniędzy.

8.04 2019