Nie piszę tego postu, bo mam jakiś konkretny interes, tym bardziej, że szefowie dzisiejszych służb (wszelakich) uznają jakiekolwiek kontakty ze mną za naganne. Chodzi mi jedynie o prawidłowość jaka występuje w przypadku naruszania interesów, które od 25 lat były pilnowane przez kolejne rządy. W roku 2005 PiS nie zdążył. Teraz już nie musi się spieszyć. CBA, którym kieruje pan Bejda, w ciągu ostatniego roku nieźle zatrzęsło „nienaruszalnym” układem Mordoru.

Każdego pracownika służby specjalnej lub policyjno-fiskalnej bardzo łatwo oskarżyć o wszystko prawie, jeśli za bardzo naprzykrza się tym, których powinien ścigać. Mówiąc prosto: z Angletona zrobiono wariata, z kilku policjantów przestępców i odwrotnie, co częstsze w naszym kraju – ze złodziej obrońców praworządności. Nie porównuję się oczywiście z Angletonem czy szefem CBA, ale w momencie, gdy udało mi się znaleźć dowody na jawnie szkodliwą dla Polski działalność i znalazły się osoby, które zastosowały moje informacje w praktyce, zatrzymując potężne straty finansowe, zostałem od razu zaatakowany publicznie. W dodatku, mimo moich propozycji, żaden z tych dziennikarzy nie pofatygował się, by ze mną porozmawiać. Ci „obiektywni miłośnicy drugiej strony”, głoszący konieczność wysłuchania drugiej strony, w przypadkach ewidentnie naruszających dobro mocodawców tych żurnalistów, zasada „drugiej strony” przestaje działać. I jak tu nie mówić o zleceniu? Podobnie jest pewnie w sprawie pana Bejdy i nie tylko.

Ja jestem w o wiele lepszej sytuacji od szefa CBA, bo jestem osobą prywatną i mogę zareagować. Po jednym oskarżeniu na TT , na temat moich zarobków, poprosiłem „oskarżycielki” o konkrety. Cisza dotąd, bo nie chodzi tu o konkrety, ale o pokazanie, iż „były esbek jest wynagradzany za swoją pracę”. Trzeba by też pokazać rezultaty, stwierdzić, że wszystko jest zgodnie z prawem opodatkowane, że nie ma nic „pod stołem” i że to o wiele mniej, niż związani ze środowiskiem tych dziennikarzy, inni „byli esbecy” biorą za swoje usługi. Trzeba wrzucić opinii publicznej, jak „esbecki bandyta” zarabia, a tylu ludzi głoduje, bo przecież zdaniem tych dziennikarzy, każdy kto zarabia uczciwie i płaci podatki na pewno oszukuje, a jeśli w dodatku coś potrafi, to wniosek gotowy.

„Czwarta władza”! Chcieliby! Pękam ze śmiechu, bo bardziej oddanych niewolników niż tzw. mainstreamowi dziennikarze jeszcze nie widziałem. Teraz pewnie znów ukaże się coś o mnie, sięgną do moich spraw prywatnych, ale ja już nie mam zamiaru bawić się w obiektywizm. Mieli szansę na rozmowę i już ją stracili. Pytajcie sąsiadów, udawajcie „śledczych” i szukajcie moich willi, kont za granicą, samochodów i kochanek. Najgorsze dla nich jest to, że takowych akcesoriów nie mam i od kilku lat piję okazjonalnie, bo wiek i wątroba już nie ta. Poza tym starannie wybieram tych, z którymi piję cokolwiek. Nawet kawę.

Jeśli chodzi o pana Bejdę, to na miejscu jego służby zastanowiłbym się w jaki sposób ten dokument dostał się w ręce dziennikarzy (tu zaznaczam, że nie mam do nich pretensji: dostali to opublikowali i każdy dziennikarz by to zrobił). Kto, dlaczego, na czyje polecenie, za ile? Nie ograniczałbym się też tylko do jednej strony, bo zasada mimikry, jest najpowszechniej stosowanym sposobem na przetrwanie.

Czytaj więcej.