W czwartek, 15 czerwca 2017 roku, było jedno z najważniejszych świąt katolickich, Boże Ciało. „Chrystus ma twarz uchodźcy”. To poszło w świat od hierarchów Kościoła. To jest „wałkowane” dziś przez telewizję.

Nawet jeśli zgodzę się z tym poglądem, to i tak stwierdzę, że Kościół robi błąd i wpisuje się w przeinaczanie znaczeń. Uchodźcom każdy z nas pomoże, ale tym, którzy są nimi rzeczywiście. Uważam też, że krytyka obaw społecznych w taki sposób jest nie fair. Znakomita większość Polaków należy do Kościoła Katolickiego i jego wartości. A kogo popiera biskup, mówiący te słowa? Do kogo się zwraca? Z kim łączy się w chwilowej zadymie? Z tymi, którzy widzą ściemę z „uchodźcami” i cynicznie ją wykorzystują z przyczyn finansowych lub politycznych, włączają się świadomie w rozkładanie Europy. Nie wiem, czy biskup zauważył, że są to środowiska, które, tak jak ci, kradnący i zmieniający znaczenie rzeczownika „uchodźca, są przeciwni Kościołowi i wierze, stanowiącej podstawę europy.

Dlaczego żaden z biskupów nie zapytał o słuszność z prawami człowieka zaleceń zawartych we wnioskach wizowych Arabii Saudyjskiej? To tylko przykład, ale jeśli ktokolwiek obecnie ma „twarz Chrystusa”, to mordowani przez Islam, prześladowani, płacący haracz Chrześcijanie. tacy jednak nie mają szans na ucieczkę z piekła. Tego biskup nie chce widzieć.

Mój artykuł jest o słowach niektórych biskupów i nie dotyczy teologii, ale semantyki i propagandy. Nie pouczam nikogo, jak twierdzi pewien znajomy, który nota bene nie do końca zgadza się ze stanowiskiem Kościoła, na przykład w sprawie aborcji. To pokazuje swoistą wybiórczość wartości, dotykającą większość Katolików w Polsce.

Uważam, że:

1. Biskupi powinni przewidzieć jak wybiórczo i propagandowo zostaną wykorzystane ich słowa przez środowiska niechętne Kościołowi.

2. Późniejsza interpretacja jest dla mnie jedynie nieudolną próbą dorabiania ideologii do faktów, ponieważ zauważono i rozpropagowano słowa, które nawet jeśli tezą nie były, to stały się nią, gdyż taki był cel „interpretatorów”.

3. Obecna sytuacja sprawia, iż należy dbać o jednoznaczność. W innym przypadku wpisujemy się w relatywizację fundamentów naszej cywilizacji. Relatywizacja często mylona jest z ewolucją danej idei i nie polega na zastępowaniu podstaw tej idei obcymi naleciałościami, ale dostosowywaniu tych naleciałości, zachowując szacunek dla nich, do podstaw idei, które winny pozostać nienaruszalne, szczególnie, gdy są ciągle kwestionowane.

4. Tolerancja jest pojęciem i procesem zwrotnym, co oznacza, iż każda ze stron musi uwzględniać potrzeby innej strony, zapewniając jednocześnie ekwiwalentność spełnienia tych potrzeb. W innym przypadku będzie to zawsze podbój lub poddaństwo.

5. To są czasy wyboru. Jednoznacznego wyboru i każda fałszywa konotacja, przestawienie znaczeń powoduje, iż wybór jest pozorny, gdyż „karmi” jedynie przeciwnika, a każda dwuznaczność stanowi politpoprawną nowomowę, która podkreśla błąd Fausta.