Podstawą każdego ruchu narodowego musi być stwierdzenie, że Chrześcijaństwo jest fundamentem naszego kraju i rola Kościoła Katolickiego jest w tym aspekcie państwowotwórcza. To fakty historyczne. 966 rok o tym najlepiej świadczy i nikt tego, żadną poprawnością polityczną nie zmieni. Nie chodzi mi o przymusową przynależność religijną, lecz o uznanie tej podstawowej prawdy, jako jednego z aksjomatów polskości. Tego powinniśmy bezwzględnie wymagać od każdego, kto utożsamia się z nami. Na tym powinien być oparty każdy ruch, który nazywa siebie narodowym.

Powtarzam, rzeczywiste uznanie tej prostej prawdy nie oznacza konieczności przynależenia do jakiejkolwiek religii lub nietolerancji dla innych. Po prostu, w tworzeniu się państwa Polaków Chrześcijaństwo i Katolicyzm były jedynym czynnikiem spajającym ideologicznie wspólnotę i dlatego zawsze będą podstawowym wyznacznikiem polskości, czy ktoś tego chce, czy nie. Nie musisz być Chrześcijaninem, ale musisz uznać Jego prymat nad innymi ideologiami na naszej ziemi. Nie interesuje mnie relatywizm i fałszywe pojęcie równoprawnych idei. Nie ma czegoś takiego i zawsze jedna z nich jest głównym elementem spajającym określoną społeczność. Inaczej mamy związek księgowych, a nie państwo. Tolerancja polega na wolności poszukiwań i obecności innych, ale nie na zwalczaniu przez tych innych tego, co stanowi esencję narodu, a więc wspólne dobro wszystkich jego składników. To musi uznać każdy, kto uważa się za Polaka.

Na razie tyle i nie obchodzą mnie inwektywy, które padną pod moim adresem. Nie poszedłem do Kościoła, nie jestem Jego członkiem, ale to nie oznacza, że nie widzę spraw oczywistych i fundamentalnych. Ruch narodowy powinien jasno i wyraźnie to określić, a nie tworzyć sekty, zaspakajające czyjeś ego.