Jest mi smutno. Ponad rok temu ostrzegałem przed nastrojami euforii i przed potężnymi wrogami o dużych możliwościach, finansach i posiadających potężne narzędzia. I co słyszałem? Lekceważący śmiech, wzruszenie ramion i prychnięcie: „Nas jest więcej”. Jest. To prawda, ale pamiętam z lat osiemdziesiątych, że też „Was” było więcej, a batalion ZOMO obliczany był na rozbicie dziesięciotysięcznej manifestacji. Każda dobrze wyszkolona, wyposażona zawodowa jednostka wygra łatwo z „pospolitym ruszeniem”. Dziś jest podobnie i znów słyszę podobną beztroskę wspartą teoriami o „mistrzowskiej grze”, „szachach” i nikt nie zastanawia się, iż szachy to bezduszne kawałeczki drewna chodzące w myśl schematu po ograniczonym polu. Można wziąć skoczka, przejść pod szachownicą i walnąć króla z tyłu. Zgoda! To nie będą szachy, ale będzie to skuteczne, ponieważ gracze zapominają, że ta gra polega na zgodzie dwóch stron na konwencję. Tymczasem, w rzeczywistości druga strona może jedynie trzymać skoczka, ale wcale nie zastosować jego szachowych ograniczeń.

Dziś słucham różnych ludzi, różnych polityków, różnych dziennikarzy. Również zagranicznych. Mógłbym pobawić się w spekulacje na temat tego, co stanie się dalej i dlaczego jest bardzo niebezpiecznie, ale po co? I tak się już naraziłem wystarczająco, a poza tym „esbeka się nie słucha i z nim nie rozmawia”? Przynajmniej mnie, bo „gienierały” zacierają ręce. Ich się słucha.

Ciekaw jestem tylko kto w razie czego zostanie przy PiS?