Dzień ten był najniezwyklejszym i najważniejszym przeżyciem spośród tych wszystkich chwil w ostatnich kilkunastu latach mego życia, które spędziłem przy instrumencie, na scenie lub w studio, grając i improwizując na żywo muzykę. W tym dniu zagrałem koncert dla człowieka, którego obecność pośród nas oznaczała dla mnie zawsze i oznacza również i dzisiaj szczególne błogosławieństwo Boga dla naszego kraju i Ojczyzny. Człowieka, którego życie i działanie na rzecz przejścia przez morze czerwone komunizmu i dotarcie do brzegu suchego i bezpiecznego wraz ze swoim ukochanym Narodem, z którego pochodził, było i stało się marzeniem spełnionym. Człowieka, którego ślady czułem wyraźnie, chodząc po polskich górach, Beskidach, Pieninach i Gorcach, tych, które i on sam tak bardzo kochał. Człowieka, którego postawa niuelękła, poświęcenie sprawie absolutne i naturalność dobra i serdeczności tak bardzo urzekała, i pociągała miliony ludzi na całym świecie, pośród których każdemu wydawało się że patrzy on na nich tak jak dobry Bóg – na każdego z osobna, bezpośrednio, i wnikliwe go słuchając, mówiąc do niego lub chcąc odczytać przenikliwymi oczyma jego myśli, i stara się pomóc odnaleźć mu w życiu cel.

Św. Jana Pawła II spotkałem w życiu dwa razy, biorąc udział w uroczystych Mszach Świętych w czasie jego pielgrzymek do Ojczyzny, i były to wielkie przeżycia. Widziałem go z daleka, ale dobrze pamiętam jego głos, ten serdeczny, pełen ciepła uśmiech, i radosne, figlarne często oczy jakimi na nas spoglądał. Nasz kochany najwyższy kapłan ale i „zwykły, prosty ksiądz”, jak często o sobie mawiał. I jego niesłychane żarty i powiedzonka, zawsze celnie dobrane, z wielkim dystansem do siebie samego, tchnące i lekkością, i wielką głębią wiary zarazem. Był mistrzem dowcipu i słownego niuansu, w głębi ducha zawsze zatroskanym o duszę współczesnego człowieka.

Czas ucieka, wieczność czeka…”.

Czas uciekał ale idea szczególnego koncertu dla naszego Papieża zrodziła się w mojej głowie już znacznie wcześniej, bo 2 kwietnia 2005 roku, w dniu Jego odejścia. Wówczas grałem wieczorem jeden z koncertów, który przeszedł do mojej własnej emocjonalnej historii muzykowania szczególnie, bo w chwili, gdy na bis po koncercie zaimprowizowałem melodię góralską „Hej ani mnie, ani mnie…” – prastarą melodię z dobrze znanego kardynałowi Karolowi Wojtyle i mnie także Krościenka nad Dunajcem, Papież Polak oddawał Ducha Bogu. „Odprowadziłeś Go tymi dźwiękami, tą melodią? Czy On je słyszał, odchodząc?” – pomyślałem kilka chwil później, gdy wieść o śmierci Papieża obiegała już świat. To był więc pożegnalny utwór na bis, dla Papieża, mój cichy głos z innego dalekiego kraju. Później ta myśl krążyła często w mojej głowie, powracała każdego roku 2 kwietnia, ale wciąż brakowało mi okazji dla jakiegoś szczególnego jej podkreślenia i powtórzenia na podobnym koncercie. I wreszcie okazja nadeszła.

Niedziela 27 kwietnia 2014 była dniem pochmurnym i wietrznym, zdawało mi się nawet że to podkręcający w porywach wiatr halny wieje. Ale to był wiatr od morza. W szczecińskiej Bazylice Archikatedralnej p.w. Św. Jakuba kończyła się dziękczynna Msza Św. za Kanonizację. Obok ołtarza stał przygotowany fortepian a zaprojektowany przez naszego przyjaciela, Księdza dr. Grzegorza Harasimiaka scenariusz tekstów, do których miała powstać moja improwizowana muzyka był mi w głowie ideą formy, treści i tego wszystkiego, co miało na żywo stać się za chwilę brzmiącym dziełem. Idąc do fortepianu myślałem: „Nigdy ze sobą nie porozmawialiśmy, Św. Janie Pawle, nawet minuty, więc teraz wreszcie porozmawiamy sobie solidnie przez ponad godzinę!”. To był dialog! Jego słowami, które jako wybrane cytaty rozbrzmiewały przed moimi kolejnymi częściami „Co mu w Duszy Grało” były najbardziej znane fragmenty homilii z Papieskich pielgrzymek do Ojczyzny. Te, które przywołały Ducha Św. do Narodu, umocniły wiarę i dały nadzieję, te, które poruszyły mury systemu i kazały im runąć. W końcu te, które boleśnie uderzyły w niszczącego ludzkie morale Złego, już  w czasach późniejszych. I te, które kazały wierzyć że warto pokonywać uderzenia wichrów i sztormów, przywołując Westerplatte, które każdy z nas w sobie, we własnym sumieniu nosi i musi umieć przy nim wytrwać. To mu w duszy przez te wszystkie lata grało, tak jak grały mu nasze polskie góry, po których i ja wędrowałem w latach mojej młodości wszerz i wzdłuż, chodząc często jego ścieżkami, przystając przed kapliczkami. Słuchając halnego wiatru, gromów burz i śpiewu ptaków. I to wszystko nam znowu w wielkiej przestrzeni szczecińskiej świątyni w duszy zagrało.

Dzisiaj mijają trzy lata od dnia, w którym Papieża Jana Pawła II, Papieża Polaka, ogłosił w Rzymie, w czasie uroczystej Mszy Świętej na placu Św. Piotra w Watykanie nasz obecny Papież Franciszek – Świętym Janem Pawłem II. A w szczecińskiej Bazylice Archikatedralnej powstała dla niego, naszego upragnionego Świętego ta muzyka, którą dzisiaj tutaj wspominam: „Co mu w Duszy Grało”, Część 5. Sursum Corda! – W górę serca!

Muzyki z koncertu można także posłuchać w całości i nieodpłatnie z playera na stronie: Co mu w Duszy Grało

Obraz wprowadzający autorstwa artysty malarza księdza kanonika Marka Cześnina, pt. „Św. Jan Paweł II” 2014