Podczas kampanii wyborczej PiS złożyło bardzo wiele obietnic, według mnie zbyt wiele. Część z nich już jest realizowanych: 500+, weszły darmowe leki, podniesiono minimalną płacę, inne jak Mieszkanie+, reforma oświaty, zdrowia  obniżenie wieku emerytalnego mają być realizowane. Wszystkie one związane są ze źródłami ich finansowania. Jednym z nich miało być wprowadzenie podatku handlowego od wielkich sieci handlowych będących własnością zagranicznych koncernów. Według założeń miał przynieść 1, 6 miliarda złotych wpływów.

Wydaje mi się, że analitycy PiS-u przeprowadzając symulacje dotyczące podatku handlowego nie wzięli pod uwagę tego, że:

1. prawicowy rząd jest solą w oku unijnych lewaków, którzy są niezwykle wrogo do niego nastawieni. Nie mogą ścierpieć tego, że chce on uniezależnienia naszego kraju od Unii Europejskiej, przebudowania Rzeczpospolitej, tak, by odzyskała należne miejsce na arenie międzynarodowej i przestała być żerowiskiem dla obcego kapitału. Wykorzystają każdą nadarzającą się okazję by w niego uderzyć m. in. dowolnie interpretując prawo (wielokrotnie Komisja Europejska wzywała do opodatkowania dochodu tam, gdzie on jest wytwarzany)

2. sieci sklepów wielkopowierzchniowych płacące dotychczas minimalne podatki, stawią zaciekły opór używając wszelkich środków i wpływów by go uniknąć.

Efektem tych działań jest wydany przez KE  nakaz zobowiązujący Polskę do zawieszenia stosowania podatku do czasu zakończenia jego analizy przez Komisję. W uzasadnieniu podano, że „progresywne stawki oparte na wielkości przychodów przyznają przedsiębiorstwom o niskich przychodach selektywną przewagę nad ich konkurentami, z naruszeniem unijnych zasad pomocy państwa”. Oczywiście nie ma „naruszenia unijnych zasad pomocy państwa”, gdy Niemcy wspomagają swoje stocznie, Francuzi swój przemysł motoryzacyjny, a Lidl i Kaufland otrzymują dofinansowa­nie z Banku Światowego i Euro­pejskiego Banku Odbudowy i Roz­woju. Komisja Europejska nigdy się tymi sprawami nie zajęła, bo nie widziała i nie widzi w tym niczego zdrożnego.
Minister Szałamacha wskazał, że decyzja KE jest „działaniem na korzyść korporacji ponadnarodowych z pokrzywdzeniem przedsiębiorców”. A kto się przejmuje polskimi przedsiębiorcami skoro opozycja w postaci PO, PSL, Nowoczesnej, KOD, SLD nie utożsamiają się z interesem Polski. Zacietrzewienie polityczne przysłania im dobro małych i średnich handlowców. Zamiast wspierać rząd w jego walce o opodatkowanie wielkich sieci handlowych robią wszystko, by w budżecie zabrakło pieniędzy na dobrą zmianę. Nie interesuje ich Polska, polski handel i los ludzi w nim zatrudnionych.

Poseł PSL, b. wiceministra gospodarki Mirosław Kasprzak, że „rząd napisał ustawę na kolanie”, z kolei Ryszard Petru stwierdził, że ta ustawa „niszczy polski handel”, wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz‘15) powiedział, że „cieszę się, że zakwestionowała podatek handlowy, bo jest on zły i szkodliwy dla Polaków”. A przecież celem tego podatku jest nie tylko pozyskanie środków finansowych do budżetu, ale wyrównywanie szans pomiędzy polskim handlem niezależnym i wielkimi zintegrowanymi sieciami.

Co z tego, że Polskie władze były w kontakcie w  sprawie podatku handlowego z Komisją Europejską i w  pismach wysłanych do Brukseli przekonywały, że konstrukcja jego nie powoduje zróżnicowania pomiędzy podatnikami, w związku z tym nie może być mowy o pomocy publicznej. Szef resortu finansów Paweł Szałamacha powiedział – „Z lektury korespondencji wynika, że Komisja w ogóle nie czytała argumentów strony polskiej. Przyjęła wstępną tezę o tym podatku i do niej dostosowywała swoje argumenty”.

Polska wobec formalnego wszczęcia postępowania przez KE będzie mogła składać wyjaśnienia dotyczące tego podatku i przedstawiać swoje argumenty, a negatywna decyzja może być zaskarżona przez RP do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Obym była złym prorokiem, ale nie wierzę, by sędziowie w TS rozpatrzyli obiektywnie nasze argumenty i wydali korzystny wyrok. Mam takie przeczucie, że sędziowie w Luksemburgu postąpią tak samo jak KE i będą głusi na argumenty polskiego rządu.

Minister finansów zapewniał, że budżet nie odczuje ubytku w związku z tym, że podatek nie obowiązuje. Może i tak, ale co będzie z kolejnymi planowanymi działaniami rządu? Przecież są sprawdzane pod względem zgodności z prawem unijnym ustawy uchwalone przez Sejm: medialna, antyterrorystyczna, służba cywilna, oraz planowana wycinka drzew w Puszczy Białowieskiej. Przy takim nastawieniu i podejściu do rządu PiS-u przewiduję, że do wszystkich będą zasadnicze zastrzeżenia.

Jeżeli każdorazowo Unia będzie wszystko zawieszała i uznawała niezgodność ustaw z prawem unijnym, to nie tylko bardzo szybko okaże się, że na wiele już wdrożonych obietnic zabraknie pieniędzy, ale i nastąpi sparaliżowanie działalności rządu powodując niedotrzymanie obietnic. W konsekwencji przełoży się to na gwałtowny odpływ elektoratu i koniec rządów PiS-u tak bardzo oczekiwany przez opozycję i UE.

Mimo tego, że rząd premier Beata Szydło jest zdeterminowany naprawiać państwo należy sobie zdawać sprawę, że nie wszystko od niego zależy. Przy totalnej opozycji współpracującej z Trybunałem Konstytucyjnym i wrogim nastawieniu instytucji unijnych czarno widzę dobrą zmianę.

Liliana Borodziuk