Burmistrz musi umieć podejmować nawet nie popularne decyzje. – Przywitałem dziś Radnych słowami, że to czarny piątek dla naszego samorządu. Rada przyjęła szereg uchwał podnoszących naszym Mieszkańcom podatki i opłaty, a także likwidujących funkcjonujące dotychczas gminne programy społeczne. Żeby była jasność: autorem tych uchwał byłem ja – pisze Burmistrz Kęt dr Krzysztof Klęczar.

Efekt dobrej zmiany. – Na naszych oczach umiera zasada pomocniczości, podstawowa zasada, jaka przyświecała twórcom Polskiego samorządu. Mam świadomość, że z demokracją się nie dyskutuje, a na wolę Suwerena nie wolno się obrażać. Dziś tym dobrym jest Rząd, który obywatelom „daje”, ale na nasze nieszczęście, żeby ktoś mógł „dać”, ktoś inny musi „zabrać” . To oczywiste, bo ani rząd, ani samorząd nie ma swoich pieniędzy. Kasa jest jedna. Nasza wspólna – podkreśla Burmistrz Kęt (miasto w Małopolsce, pow. oświęcimski).

Sytuacja finansowa jest zła. – Obrazu sytuacji dopełnia projekt budżetu na rok 2020. Spadają nam prognozowane wpływy (zmiany zasad naliczania podatków), rosną koszty pracy na skutek zmian w przepisach o płacy minimalnej i wysłudze. Rosną nam koszty mediów i zamawianych usług, nie maleją potrzeby Mieszkańców. Wieloletni plan podjęty w roku 2015 miał w roku 2020 po raz pierwszy wykazać realne obniżenie gminnego długu. Ale tego, że z budżetu nagle „wyparuje” blisko 7 milionów przewidzieć nie mogliśmy… – stwierdza samorządowiec.

Razem ponad podziałami można więcej. – Teraz konkluzja. Dziękuję radnym za odpowiedzialność. Wszystkim. Nie było jednomyślności, ale zachowaliśmy się godnie. Dyskutowaliśmy na argumenty, szanując się wzajemnie. Mam nadzieję, że „koledzy” z Warszawy wezmą z nas przykład i zamiast bezmyślnie się okładać zaczną ze sobą rozmawiać – konkluduje Krzysztof Klęczar.

Nadszedł czas przetrwania. – Powiem jeszcze jedno. Są chwile, gdy burmistrz jest „tym dobrym”, są również chwile, gdy własne dobre samopoczucie i własna popularność muszą zostać podporządkowane realnej walce, już nie o piękny rozwój samorządu, ale o jego przetrwanie. Zaistniała sytuacja dotyczy nie tylko nas, ale setek, a wręcz tysięcy innych mniejszych i większych Polskich samorządów. My przetrwamy, inni niekoniecznie… – stwierdza Burmistrz.

„Kowal zawinił, a cygana powiesili”. – To smutne, gdy ponosisz odpowiedzialność za decyzje, na których podjęcie nie miałeś wpływu. Ale cóż, takie jest życie. Chcę tylko, żebyście wiedzieli Kochani Mieszkańcy, że tymi decyzjami nie chcę zrobić Wam „na złość”. Podejmuję je, by przeprowadzić Gminę Kęty przez jeden z najtrudnieszych w ostatnich latach okresów. Choć nie czuję się winny mam świadomość ceny, jaką za ten budżet i za te podwyżki przyjdzie mi zapłacić. Ale to nie ma tu znaczenia, taka jest rola lidera. Żeby pociąg bezpiecznie przejechał, lokomotywa musi się czasem poobijać… – podsumowuje swój wpis na Facebook’u nietuzinkowy samorządowiec, który komunikuje się w nowoczesny sposób ze swoimi mieszkańcami.