Zauważyliście Państwo, że w ostatnich latach łatwiej się nam porozumieć ze starszą Panią lub Panem w gabinecie, na oddziale szpitalnym, niż z młodą i wykształcona osobą? Osoby w wieku 60-65 lai i starsze szybciej rozumieją, co mamy im do powiedzenia na temat ich choroby, planowanej diagnostyki i leczenia. Potrafią zadać logiczne pytanie nie myląc skutku z przyczyną, odróżniają diagnostykę od leczenia, nie myląc zaleceń farmaceutycznych, dla nich 2×1 tabletka dziennie NIE jest tym samym, co 2 tabletki raz dziennie.

Mają do nas więcej zaufania przyjmując,że to my mamy wiedzę medyczną, a nie anonimowe Goździkowe w necie na komercyjnym forum handlującym tzw. suplementami diety. Jeśli usłyszą odpowiedź, to przyjmują ją, jako wiedzę, a nie treść do szybkiego obalenia po zasięgnięciu opinii w wiki. Wiedzą,że zawód lekarza dlatego wymaga wielu lat nauki, szkoleń, egzaminów i specjalizacji, że to wiedza tak skomplikowana i trudna iż niemożliwe jest, by po przeczytaniu postu na forum zrozumieć problem zdrowotny i podjąć na własną rękę „leczenie” lub stwierdzić,że tego konowała słuchać nie będę. Pilnują wizyt i nawet w naszym patologicznym systemie udaje im się dotrzymać terminów, w razie problemów zasięgają rady lekarzy rodzinnych słuchając ich zaleceń i czekając na wizytę, jeśli leczą się też w AOS. Inaczej współpraca się układa, inaczej wygląda leczenie i często cieszymy się jego dobrymi efektami, bo compliance jest często doskonały.

Ale im młodszy klient/pacjent, tym bardziej otacza nas ignorancja i nieuctwo, rozlewa się szeroką falą i dociera do każdego gabinetu, poradni, szpitala. Widzimy ją na oddziale, w pracowni diagnostycznej, czeka w tłumie na SORze i odwiedza w środku nocy wieczorynki, jak Polska długa i szeroka. Dziwimy się JAK można przyjść z taką bzdurą na SOR, gdzie powinno się ratować ludzkie życie nie tracąc ani minuty cennego czasu na zajmowanie się wyimaginowanymi dolegliwościami lub nieistotnymi z punktu widzenia medycznego objawami. Objawami, które w mniemaniu niewyedukowanych, pełnymi lęku i obaw obywateli stają się dramatycznymi i zagrażającymi ich życiu. Kiedy się nam wydaje,że już wszystko słyszeliśmy i wiedzieliśmy, to zawsze ktoś nas zaskoczy.

Te dramatyczne objawy w zderzeniu z naszą reakcją są powodem do nagrywania, straszenia, obelg, rękoczynów i tysięcy skarg. Brak intelektualnych i edukacyjnych podstaw do oddzielenia spraw ważnych od błahych, odróżnienia od siebie objawów chorobowych i emocji, brak edukacji społecznej czym jest zagrożenie życia i jak je od siebie odróżnić,nieumiejętność zastosowania prostego leczenia objawowego zwykłych dolegliwości dostępnego na wszystkich medycznych portalach i poradmikach, wobec przynoszenia dziesiątków wydruków „z netu” na wizyty – skutkuje codziennym, niekontrolowanym przez płatnika nadużywaniem świadczeń.

Przecież nie uczą w szkole na żadnym poziomie, że biegunka z powodu błędu dietetycznego nie jest wskazaniem do wizyty o 3.00 w nocy na SOR, ale do diety i uzupełniania płynów. Zawał m. sercowego, to nie ból w okolicy międzyżebrowej po przyciśnięciu palcem, wobec żadnych innych objawów i chorób współistniejących. Bóle miesiączkowe mają tendencję do cykliczności i warto mieć w domu NLPZ lub paracetamol. Gorączka, to nie 37,3’C i sama w sobie nas nie zabije, szczególnie jeśli trwa 2 godziny. Że warto mieć w domu środki przeciwgorączkowe, elektrolity, węgiel medyczny, drotaverynę, plaster, bandaż, lek antyhistamonowy, ……itd. itd. ….. Nie ma systemowej edukacji pielęgniarskiej, bo nie ma na to miejsca, pieniędzy w systemie oraz odpowiedniej liczby pielęgniarek od szkolnych począwszy

Ignorancja, nieuctwo, tupet, bezczelność, brak zaufania do medycznych profesjonalistów systemu opieki zdrowotnej wszędzie i na wszystkich poziomach. Brak ograniczenia nadużywania świadczeń przez płatnika, który to wszystko doskonale wie, ale ze względów politycznych nie przeprowadza żadnej, żadnej! edukacji społecznej.

Skutki pseudoreform w szkolnictwie dotarły do nas i uderzyły. Nastawione na zysk media dokładają swoje, nie bacząc na skutki społeczne „niusów” o mordercach w białych kitlach, śmiertelnego zagrożenia płynącego z picia herbaty lub stwierdzonego pryszcza na odwłoku. Skutki tej swoistej „edukacji” społecznej widzimy na każdym kroku, a także po corocznym zwiększaniu sprzedaży tzw. suplementów diety, które „leczą” wszystko i natychmiast i które kiedyś byłyby jedynie obiektem żartów, a teraz są traktowane przez miliony ludzi, jako alternatywa do „oficjalnej medycyny”, której mało kto już wierzy. Bo co my tam wiemy …. niczego wyleczyć nie umiemy.

Obywatele chcą mieć wszystko, od razu, nie przyjmują do wiadomości, że tysięcy chorób nie udaje się wyleczyć przyczynowo i czeka ich wieloletnia terapia do końca życia. Że mamy tylko kilkadziesiąt objawów chorobowych występujących w tysiącach chorób, których diagnostyka na razie nie jest znana. Przecież jeśli w reklamie można wyleczyć wszystko i mówią to codziennie w telewizorze, to fakt, że my tego nie umiemy jest tylko argumentem na nasz brak wiedzy, empatii i bagatelizowanie strasznych objawów chorobowych naszych pacjentów. To nasza wina po prostu …. Nie umiemy przekonać do siebie naszych klientów/pacjentów, nie mamy na to czasu i sił, bo pracujemy zbyt ciężko wykonując obowiązki co najmniej 2 i więcej lekarzy oraz całej rzeszy urzędników. Kolejne tłumaczenie, rozmowa na temat postów z forum i widzenia świata przez Goździkową – jest ponad nasze siły. Odpuszczamy. Załatwiamy problem medyczny, o ile go umiemy załatwić i przechodzimy do następnego klienta/pacjenta. A ten, co wyszedł i nie otrzymał tego, czego chciał, ma dalej swoje straszne objawy, nie nabył żadnej wiedzy, pozostał w leku i niepewności czy będzie żył – staje się naszym wrogiem, powiela złą opinię o nas i kieruje swe kroki do czekających z otwartymi rekami reklamowanych lub nie, wszystkowiedzących uzdrowicieli. I tak dzień po dniu, rok za rokiem ….. Uderzmy się też we własne6 piersi – ignorancję, nieuctwo i żerowanie na naiwności innych znajdziemy także wśród nas ….

Walkę z ignorancją już przegraliśmy, bo nie jest na nasze skromne siły, to jest sprawa rozwiązań społecznych i systemowych będących zadaniem państwa, a nie pojedynczego lekarza. Chyba dramatem naszych czasów staje się świadomość, że nasze wysiłki, nasz dobra praca, empatia i walka o pacjenta MIMO systemu – jest skazana z góry na klęskę. Jeśli wywalczymy jednego pacjenta, który odzyska zaufanie do medycyny i specjalistów w niej pracujących, to w tym samym czasie pozyskamy dziesiątki wrogów. Smutny wniosek, ale innego dzisiaj nie mamy …..

Czytaj więcej.