Wszystkim, którzy wyrażają zdziwienie faktem, że biesiadę prezesa Rzeplińskiego i jego wesołej kompanii finansowała niemiecka Fundacja Konrada Adenauera, warto przypomnieć, iż jest powszechnym obyczajem, że pracownicy co jakiś czas obżerają się i chleją na koszt pracodawcy, tym bardziej, że przed nimi kolejne miesiące realizacji trudnych wyzwań.

Jednym z tych wyzwań będzie wymiana na stanowisku prezesa Trybunału, więc członkowie tej zacnej instytucji po spożyciu ośmiorniczek nadziewanych bażantami i bażantów nadziewanych kawiorem, natychmiast zabrali się do uchwalania regulaminu, który spowoduje, że po 18 grudnia Prezydent Duda otrzyma do wyboru trzy kandydatury, z których jedną będzie musiał zatwierdzić.
Wszyscy trzej kandydaci będą namaszczonymi przez Prezesa „Orła” Rzeplińskiego następcami jego tronu. Będą to: Andrzej Rzepliński Wielki II, Andrzej Rzepliński Wielki III i Andrzej Rzepliński Wielki IV.

Spekuluje się, że w grę wchodzą trzy nazwiska: Borys Budka, Robert Kropiwnicki i Kamila Gasiuk-Pihowicz. Czarnym koniem jest na tę chwilę Robert Kropiwnicki, bo gość ma największe doświadczenie w zakresie zarządzania burdelem.

Jedno jest pewne: po 18. grudnia farsa nie skończy się i będzie o czym pisać.

Beneficjenci układu do niedawna rządzącego Polską, po wyborach poczuli się zagubieni, lecz powoli zaczynają się odnajdywać. Dostrzegli, że naszym najbliższym sąsiadem jest kraj, w którym korupcja kwitnie w najlepsze. Mowa o Ukrainie, kraju wielkich możliwości, w którym nasi polityczni biznesmeni odnajdą się jak ryba w wodzie. Pierwsze kroki już poczyniono: Leszek Balcerowicz został doradcą Poroszenki, Jerzy Miller (ten od robionego na krzywy ryj raportu w sprawie TU-154) doradcą rządu, Bolesław Wałęsa został profesorem uniwersytetu w Kijowie, Radek Sikorski członkiem rady ds. reform, a Sławomir Nowak szefem państwowej Agencji Dróg Ukrainy.

Uważam, że import naszych geniuszy korupcji na Ukrainę, to zbyt okrutna zemsta za ludobójstwo, mając na uwadze fakt, że za kilka lat ten piękny kraj będzie musiał zmienić nazwę na UkRuina.
A propos Wałęsy, to Ukraińcom chyba warto powiedzieć, że ktoś ich wprowadził w błąd: skrót TW, to nie jest Twardy Wojownik, a wręcz przeciwnie.

W ostatnich miesiącach mamy do czynienia z istnym wysypem nowych talentów aktorskich. Na niedawnej demonstracji KOD w obronie Caracali (była taka, serio) wystąpił Człowiek-Helikopter, którego brawurowe wykonanie Ody Do Widelca wzbudziło powszechny aplauz i zainteresowanie na całym świecie. Już dziś spekuluje się, że jest on pewnym kandydatem do przyszłorocznego Nobla. Planowana jest także trasa koncertowa, którą rozpocznie od występu na najbliższych obradach Parlamentu Europejskiego poświęconych problemowi dyskryminacji śmigłowców Polsce.

Ujawniła się też działaczka .Nowoczesnej, pani Klaudia Jachira, której ekspresyjne wykonania piosenek o Jarosławie Kaczyńskim, zrewolucjonizowały tradycyjne pojmowanie kultury i sztuki. Granica między geniuszem, a szaleństwem jest cienka. Ta pani już ją przekroczyła i brnie dalej. W geniusz, oczywiście.

Środowisko Kropki Nowoczesnej co rusz wydaje z siebie talenty, które zaskakują swoim świeżym spojrzeniem na twórczą ekspresję. Czołowymi postaciami są tu niewątpliwie Porno Pudel z Teatru oraz Smerfetka Pisiuk występująca z kwintetem nordyckim Scheuring-Lubnauer-Lieder-Schmid-Hennig.

Śledztwo w sprawie reprywatyzacji zatacza coraz szersze kręgi i wydaje już pierwsze efekty. Zaczęło się typowo: Bufetowa w ramach zamiatania afery pod dywan zwolniła kilku urzędników, w tym koderastę z brodą, który swego czasu zasłynął z kreatywnego liczenia uczestników marszów KOD. Za każdym razem wychodziły mu miliony. Tymczasem miliony, a nawet miliardy wychodziły, ale z kasy miejskiej, o czym jego zwierzchniczka podobno nie miała pojęcia. W kontekście ostatnich zachowań HGW nasuwa się porównanie z trzema małpami z japońskiego przysłowia, z których jedna nic nie widzi, druga nic nie słyszy, a trzecia milczy. Różnica jest tylko taka, że te małpy były mądre.

Wychodząc naprzeciw postulatom opozycji, która wymyśliła sobie stworzenie komisji sejmowej w celu rozmydlenia tematu, Jarosław Szczwany utworzył komisję, ale troszkę inną, a mianowicie weryfikacyjną. Komisja ta ma o wiele szersze uprawnienia od zwykłej komisji sejmowej, bo może cofać decyzje reprywatyzacyjne i karać winnych.

Natychmiast podniósł się lament, że to Inkwizycja, która chce spalić na stosie przeciwników politycznych. To określenie pochodzi od nowego Vice-Bufetowego, Witolda Pahla, przydupasa Schetyny. Panu Witoldowi warto przypomnieć, że Inkwizycja zajmowała się łapaniem i karaniem heretyków, a nie zwykłych złodziei. Porównanie jest więc raczej nietrafione.

Nietrafione jest również określanie tej afery mianem „dzikiej reprywatyzacji’, bowiem z dzikością nie miała ona nic wspólnego. Był to doskonale zorganizowany proceder, w którym uczestniczyli urzędnicy, prokuratorzy, adwokaci i sędziowie. Należy mieć nadzieję, że komisja weryfikacyjna poradzi sobie z trzema pierwszymi grupami. Problem będzie z tą czwartą, która w myśl prawa jest nietykalna.

Nasuwa się pytanie, na które jak do tej pory brak odpowiedzi: kto osądzi sędziów?

Jeszcze do niedawna istniało na scenie politycznej ugrupowanie, które miało w nazwie słowo określające pospolitą czynność seksualną. Żeby nie być wulgarnym użyję tu nazwy zastępczej: Posuwa Palikota. Ugrupowanie zniknęło, lecz jego duch pozostał i żyje wśród nas. Nie mam tu bynajmniej na myśli małpiatek z menażerii Ryszarda Petru, lecz działaczy samorządowych, których wybór nastąpił wskutek niekontrolowanego entuzjazmu części społeczeństwa. Duch ugrupowania Palikota najbardziej spektakularnie emanuje swą obecnością w Słupsku, którego część mieszkańców porażona chwilowym atakiem pomroczności jasnej wybrała na prezydenta słynnego sejmowego geja. W krótkim czasie okazało się, że Robert Biedroń, oprócz innych rzeczy, ma w dupie problemy miasta, któremu prezydentuje. Osamotnionym przejawem jego aktywności była likwidacja choinki bożonarodzeniowej. Poza tym bezrobocie i zadłużenie rosną, zero inwestycji, budowany jest jedynie Park Wodny, którego realizację rozpoczął poprzednik Roberta, a spłacać będzie jego następca.

Jedyną rzeczą związaną z pełnieniem swojej funkcji, której oddaje się z pełnym zaangażowaniem są delegacje. Delegacje, jak wiadomo, wiążą się z podróżami do mniej lub bardziej egzotycznych miejsc. Wiążą się również z kosztami. Pal licho, gdyby Robert poruszał się po świecie za pomocą pedałów. Koszt wycieczek rowerowych nie obciążałby nadmiernie kieszeni podatników, a długa obecność prezydenta byłaby niezauważalna i nie wpływała na losy tego pięknego miasta. Problem polega na tym, że Robert korzysta z usług międzynarodowej floty powietrznej, tak intensywnie, że obleciał już kulę ziemską dwukrotnie, a jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Ulubionym celem jego wycieczek są parady sodomitów różnych płci. Trafia na nie, oczywiście, przypadkiem, nie koordynując tych uroczystości z harmonogramem delegacji.

Gej-podróżnik pobił na głowę rekord samego mistrza lotów, Bogdana Borusewicza (PO), który za pieniądze podatników urządził sobie tylko 40 wycieczek.

Wybór mieszkańców Słupska już w fazie sondaży wydawał się kontrowersyjny i wielu przed nim ostrzegało, ale większość głosujących poddała się urokowi osobistemu Roberta i stało się: miały być domki w Słupsku, a są słomki w dupsku.

Arsen Pawłow Motorola, komendant jednego z oddziałów prorosyjskich separatystów wypadł z gry na dobre. To był ten koleś, który odgrażał się, że po nas idzie. Co do przyczyny wyłączenia Motoroli są różne teorie. Jedni twierdzą, że stracił zasięg, a inni, że wręcz przeciwnie-znalazł się w zasięgu. Tak, czy siak, Motorola już po nas nie idzie.

Julian Assange, twórca WikiLeaks, przebywający obecnie w Londynie, na terenie ambasady Ekwadoru, już nie jest tym dobrym. Za opublikowanie materiałów obciążających Hillary Clinton został odcięty od Internetu. Gdyby opublikował materiały obciążające Donalda Trumpa, byłby nadal dobrym facetem i mógłby dalej działać w sieci, a nawet zwiększono by mu prędkość przesyłu danych.

Tyle w kwestii wolności słowa w wydaniu lewactwa.

Na twitterze buszuje sobowtór Korwina. Wygląda tak samo, ale jest głupszy od oryginału.

Zbigniew KozłowAutor: Zbigniew Kozłow