Oglądając debatę 17 maja w tvp Info można było odnieść wrażenie, że nastąpiła zamiana ról, to Andrzej Duda jest prezydentem, a Bronisław Komorowski ubiega się o urząd.
Pan Komorowski w każdym swoim pytaniu, czy odpowiedzi permanentnie atakował kandydata i partię, z której się on wywodzi. Rozumiem, że sztabowcy przygotowujący A. Dudę położyli nacisk na to, by pokazać go, jako człowieka, który łączy społeczeństwo, że nie ma w nim agresji, że prezentuje spokój i opanowanie. Umknął im jednak fakt, że to nie Wersal, a twarda walka, w której liczą się argumenty, a pan Andrzej zachowywał się tak, jak gdyby swoimi pytaniami nie chciał postawić prezydenta w trudnej sytuacji. A było, o co pytać. Należało poprosić by Pan prezydent wytłumaczył Polakom, czym się kierował:

• podpisując nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, pozwalającej na odbieranie rodzicom dzieci bez wyroku sądowego np. z powodu biedy,
• wyrażając zgodę na obrotu roślin genetycznie modyfikowanych (GMO),
• podnosząc podatki,
• nie popierając obywatelskiego projektu ws. zachowania przez Skarb Państwa większościowego pakietu w spółce akcyjnej grupa Lotos.

Gdy B. Komorowski zaczął zarzucać A. Dudzie, że PiS nie zrobił nic by w Polsce powstały bazy NATO, aż się prosiło zwrócić mu uwagę, że od prawie ośmiu lat rządzi PO i to ona razem z prezydentem prowadzą i odpowiadają za politykę państwa.
Nie trudno było przewidzieć, że podczas debaty powróci sprawa SKOK-ów. Gdy Pan prezydent na siłę zaczął łączyć z nimi A. Dudę należało go natychmiast skontrować pytaniem o jego związki z aresztowanym kapitanem WSI Piotrem P. pseud. „Bentley”, głównym oskarżonym w aferze SKOK Wołomin, z którego ukradziono 1 mld zł. Równocześnie zapytać pana B. Komorowskiego o jego rolę w aferze Pro Civili, przekazując na oczach milionów telewidzów książkę Wojciecha Sumlińskiego „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”. Widać było, że w momencie trudnych pytań prezydentowi puszczają nerwy i traci nad sobą panowanie. Niestety A. Duda nie potrafił tego wykorzystać
Zbyt mały nacisk położył on na pokazanie jak B. Komorowski dzieli Polaków. Powinien odbiorcom przypomnieć jego hipokryzję, gdy podczas kampanii nieustannie mówi o zgodzie, a w czasie prezydentury śp., Lech Kaczyńskiego nie miał umiaru w jego obrażaniu. Swoje prezydenckie urzędowanie rozpoczął od usunięcia krzyża spod Belwederu, czym podzieli społeczeństwo, a teraz dokonał kolejnego podziału dzieląc społeczeństwo na racjonalne i radykalne.
Gdy tak się chwalił swoim programem dla rodziny, należało mu przypomnieć radę, jaką dał licealiście, który skarżył się, że jego siostra przez trzy lata szukała pracy i zarabia 2 tys. zł i zapytał jak ma kupić sobie mieszkanie – brzmiała ona „zmienić pracę i wsiąść kredyt”.
Zastanawiam się, dlaczego gdy B. Komorowski mówił o rozwoju przedsiębiorczości Pan Andrzej poza odniesieniem się do grafenu, który zamiast w Polsce będzie produkowany w WB, nie nawiązał do zachowania prezydenta podczas kupna pociągów pendolino. Nie przypomniał jak Pan prezydent wsparł przemysł we Włoszech i Francji oceniając przetarg na śmigłowce pytaniem „czy mamy kupować gorsze, bo nasze”. Tym pytaniem nie tylko wystawił złe świadectwo polskim zakładom śmigłowcowy w Świdniku i Mielcu, które produkują na najwyższym światowym poziomie, ale równocześnie pokazał, że dla niego nie liczy się polski przemysł i miejsca pracy.
Prezydent B. Komorowski podsumowując debatę zastosował kontrapunkt zwracając się do wyborców mówiąc, że mają wybór między wspaniałą świetlaną przyszłością, jaka nas czeka po jego reelekcji, a zaściankowością, gdy wybiorą A. Dudę.
W podsumowaniu debaty przez A. Dudę zabrakło mi przypomnienia społeczeństwu jak to pod rządami PO przy biernej postawie prezydenta, ta świetlana przyszłość wygląda – upadły: edukacja, wymiar sprawiedliwości, służba zdrowia, siły zbrojne, zwijają się połączenia kolejowe i autobusowe, w wielu miejscowościach zlikwidowano posterunki policji i poczty, miliony wyjechało, miliony nie ma pracy, na wszystko brakuje pieniędzy, mamy kosmiczne zadłużenie, a upadek ZUS-u to kwestia najbliższych lat.
Szkoda, że A. Duda nie odniósł się do twierdzeń prezydenta dotyczących wspaniałego rozwoju polskiej gospodarki i 2 mln nowych miejsc pracy i nie zapytał, jakie to gałęzie polskiej gospodarki, polskie firmy i marki są obecnie znane na świecie i podbijają globalne rynki. Gdzie podziało się tysiące fabryk, całe branże i gałęzie przemysłu (m. in.: włókienniczy, hutniczy, stoczniowy, samochodowy, maszynowy, chemiczny, spożywczy).
Według mnie Pan A. Duda nie wykorzystał argumentów, których miał mnóstwo. Na skutek trzymania się założeń swojego sztaby wyborczego przypominał orła, który nie może wysoko szybować, ponieważ ma związane nogi.
Dopiero w trzeciej i ostatniej części debaty nie oglądając się na zalecenia swego sztabu wyborczego, zaczął mocniej punktować prezydenta, co przyczyniło się do tego, że debata nie skończył się jego katastrofą, a wypadła na remis ze wskazaniem na niego. Według mnie, jeżeli chce wygrać i zasiąść w Belwederze nie może zachowywać się jak uczeń przed profesorem. W następnej debacie nie może być tak wyciszonym i wygaszonym jak w pierwszych dwóch częściach debaty. Musi być bardziej atakujący, równocześnie spokojnie, w sposób opanowany mocno punktować prezydenta, tym bardziej, że jest, z czego wybierać.
W podsumowaniu powinien położyć główny akcent na to, że 24.05.2015 wyborcy będą mieli do wyboru – opowiedzieć się za dotychczasowym stylem sprawowania władzy i gniciem państwa lub za zmianami, którymi tylko Andrzej Duda i PiS są jedynymi gwarantami.