Czyli, krótka recenzja „Odysei” Ch. Nolana.

Nolan tłumaczył się po premierze filmu, że jego filmowa adaptacja eposu Homera, to uwspółcześniona wersja mitu i to on sam podjął decyzję o wyborze czarnoskórej aktorki do roli Heleny Trojańskiej. Tyle, że to epos i mit grecki wpisany w dziedzictwo kultury europejskiej nie afrykańskiej. To jednak nie może przesłaniać faktu, że to film piękny i wybitny.

Według Homera, Helena, żona króla Menealosa była kobietą wybitnie piękną. Olśniewającej urody.

A jej kanon w starożytnej Grecji, jeśli chodzi o twarz był następujący:

– regularne rysy, pociągły kształt twarzy

– długi i prosty nos, tworzący linię ciągłą z czołem tzw. grecki

– usta, niewielkie o pełnych, lekko wypukłych wargach

– duże oczy, łukowate brwi

To z powodu jej urody Parys ją porwał, co było początkiem wojny trojańskiej.

Czarnoskóra aktorka u Nolana, tych kryteriów raczej nie spełnia.
I nie sądzę by Parys z dworu Menelaosa ją porwał.

W starożytnej Grecji kanon piękna wyznaczały matematyczne proporcje.
A zatem, po co była Nolanowi ta kontrowersyja decyzja castingowa?

Nie wiem, choć była niepotrzebna.

Samo zaś wyjaśnienie o uwzględnienie odrębności etnicznej w filmie, jest warte funta kłaków.

Taki jest jednak durny trend w Hollywood.

Poprawność polityczna podniesiona do poziomu karykatury.

Sam film jest urzekająco piękny, a muzyka Goranssona, idealnie komponuje się z widowiskowymi walorami superprodukcji.

Przypomina melorecytacje aojdów, greckich „opowiadaczy eposów”, dopowiada widzowi to, czego nie ma na obrazie.
Wielkie brawa.

Matt Damon, jako Odys jest poprawny, ale mnie nie przekonał.
U Homera Odys, to sprytny, odważny, niekiedy brawurowy wojownik.

Odys grany przez Damona jest cierpiętniczy, ciągle rozdarty pomiędzy powinnością, a wartościami etycznymi starożytnej Grecji.
Chodzi tu o „prawo Zeusa” czyli prawo gościnności, które Odys dwukrotnie złamał.
Raz w Troi.
Drugi raz, mszcząc się na zalotnikach, w swoim pałacu, w Itace.

Nie przekonuje mnie katharsis filmowego Odysa, w którym widzę raczej cierpienia młodego Wertera.
Damon w tej roli, jest zagubionym dzieckiem we mgle.

Podsumowując, nie żałuję, że spędziłem ponad trzy godziny przed ekranem oglądając „Odyseę”.
Choć Nolan, na przyszłość, powinien uważać z tymi eksperymentami castingowymi.

Dyskusja bowiem nad nimi, nie przesłania artystyczne walory filmu.

#Odysea #Nolan #Damon #Odyseusz #Helena #film