Gdy zobaczyłam jak po nieudanej próbie przeprowadzenia konstruktywnego wotum nieufności wobec rządu Beaty Szydło prezes J. Kaczyński wręcza pani Beacie przepiękną wiązankę kwiatów miałam nadzieję, że wszystkie pogłoski o jej odwołaniu są tylko plotkami. Nie chciałam uwierzyć gdy kilka godzin później usłyszałam, że pani Premier na ręce komitetu politycznego PiS złożyła dymisję, a ona została przyjęta.

Nigdy się nie spodziewałam, że mimo gigantycznych zasług zostanie przez J. Kaczyńskiego tak potraktowana. Jestem ogromnie zniesmaczona sposobem Jej odwołania. Najpierw prezes wręcza Jej kwiaty, by jeszcze w tym samym dniu zmusić do rezygnacji. Przecież to pani Premier była głównym motorem kampanii prezydenckiej, a następnie do parlamentu. Dzięki jej niesamowitemu osobistemu zaangażowaniu i poświęceniu PiS wygrał wybory. Przez dwa lata rządów zyskała niezwykłą popularność. Ceniona przez elektorat prawicy, miała znakomity odbiór społeczny. Była twarzą nie tylko rządu dobrej zmiany, ale i wizerunkiem PiS. Nie potrafię zrozumieć jak ktoś taki zamiast szacunku został odsunięty.

Mimo że większość prawicowych polityków i dziennikarzy nawołuje, by wyborcy zaufali prezesowi. Ja mam z tym wielki problem, ponieważ aby istniało zaufanie muszą za nim stać przekonujące argumenty, a takie jak:

po 2-ch latach musi nastąpić reorientacja zadań,

pojawiły się nowe wyzwania do których realizacji potrzebni są nowi ludzie,

potrzebne jest przyspieszenie gospodarcze,

rząd powinien iść w kierunku gospodarczym,

należy ostro wziąć się za gospodarkę,

wewnętrzne konflikty,

niektórzy ministrowie wyrastający ponad premiera,

premier będzie odpowiadał za gospodarkę, a sprawami politycznymi zajmie się J. Kaczyński.

kompletnie mnie nie przekonują.

Wykonują niezwykłe łamańce by uzasadnić decyzję prezesa i jako koronnego dezyderatu używają stwierdzenia, że pojawiają się nowe wyznania i do ich realizacji potrzeba nowych ludzi.

Po pierwsze, B. Szydło pokazała,że przez 2 lata swego premierowania zawsze doskonale dawała sobie radę ze wszystkim problemami. Dlaczego tym razem mają one przerosnąć Jej siły?

Po drugie, czy przeszkadzała wicepremierowi M. Morawieckiemu w realizacji jego zadań gospodarczych? Jeżeli pojawiły się nowe wyzwania gospodarcze to logiczne jest, że jako wicepremier odpowiedzialny za gospodarkę może wszystkie siły skierować na ich realizację, natomiast będąc premierem dojdzie mu sporo dodatkowych obowiązków.

Po trzecie, nie zmienia się koni w trakcie przeprawy przez rzekę. Co stało na przeszkodzie, by pani Premier mająca tak niesamowite poparcie w społeczeństwie mogła spokojnie dotrwać do końca kadencji pożytkując go dla dobra Polski? Nad naszym krajem gromadzą się chmury. UE nie może strawić prawicowego rządu i jego niezależności wszelkimi sposobami stara się z nim walczyć. Pani Premier będąc w Brukseli pokazała charyzmę znakomicie broniąc naszych spraw. Słuchałam nieraz M. Morawieckiego. Ładnie mówi, ma wiedzę ekonomiczną tylko brakuje mu jednego – charyzmy.

Po czwarte, w chwili obecnej przeprowadzane są fundamentalne reformy w wymiarze sprawiedliwości i w wojsku. Doprowadzić je do końca mogą tylko ludzie mający wizję, odwagę, determinację i charyzmę. A takie cechy poza Panią B. Szydło posiadają tylko ministrowie Z. Ziobro i A. Macierewicz. Dla mnie Oni i tylko Oni są gwarantami ich przeprowadzenia. W chwili obecnej nie widzę nikogo kto mógłby ich zastąpić.

Po piąte, może premierowi J. Kaczyńskiemu wydaje się, że wszystko przemyślał, ale nie jest On Bogiem. Zastanawiam się czy w swych kalkulacjach brał pod uwagę sytuację, gdy:

nowy premier nie widząc ich w swoim rządzie postawi zaporowe warunki współpracy przez nich nie do zaakceptowania,

prezydent A. Duda pod byle pretekstem nie wręczy im nominacji,

któryś z tych ministrów odmówi udziału w rządzie K. Morawieckiego?

elektorach PiS nie zaakceptuje zmiany.

J. Kaczyński zachował się w stosunku do B. Szydło jak Brutus. Widzę, że po dwóch latach stracił On nie tylko kontakt ze swoim elektoratem, ale wśród jego kierownictwa odezwał się gen destrukcji. Według mnie nie wyciągnął wniosków z 2007 roku i zamiast przeprowadzić do końca sztandarowe reformy i dopiero po nich przeprowadzić rekonstrukcję rządu, podjął niezrozumiałą dla elektoratu decyzję. Drugiej szansy na dokonanie przebudowy państwa już prawica od losu nie dostanie. Mimo że przez lata zaliczałam się z rodziną do twardego elektorat PiS-u, po haniebnym odwołaniu pani Premier wahamy się czy popierać dalej PiS, ale jeżeli w nowym rządzie zabraknie Z. Ziobry lub A. Macierewicza nasze drogi z PiS-em bezpowrotnie się rozejdą.

Foto: Radek Pietruszka PAP