Kilka miesięcy przed wyborami do europarlamentu opozycja nie mając najmniejszych podstaw ku temu, starała się wmówić społeczeństwu, ze rząd premiera M. Morawieckiego jak i PiS chcą wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej.

Mimo, iż doskonale wiedzieli, że żaden z polityków prawicowych nigdy nie tylko w wypowiedziach publicznych, ale i prywatnych tego nie sugerował. Tezę tę jak mantrę głosili nie tylko politycy opozycyjni, dzielnie sekundowały im popierające ich media. Wychodzili z zasady, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. W tym wypadku miała ona zniechęcić do PiS wyborców prawicy i niezdecydowanych .

Dopiero przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker  w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” rozjechał te powtarzane w kółko brednie stwierdzając „Nawet, jeśli PiS wygra w listopadzie wybory do Sejmu, Polska nie wyjdzie z Unii, nie będzie polexitu”. Nie znaczy  to, iż argument o polexicie zakończył życie. Co jakiś czas pojawia się on w przestrzeni politycznej.

Politycy PiS nie muszą wymyślać żadnych argumentów pokazujących czego powinni spodziewać się Polacy po powrocie do władzy totalnej opozycji. Cofnięcie reform wprowadzonych przez rządzących, to najmniejsze z zagrożeń, jakie czekają rodaków. Największym, jakiego wszyscy powinniśmy się bać to tezy związane z decentralizacją państwa.

W Filharmonii Bałtyckiej im. Fryderyka Chopina w Gdańsku odbyła się debata 800 samorządowców różnego szczebla z całej Polski, którzy omawiali 21 tez samorządowych.

Proponują w nich zastąpienie Senatu RP Izbą Samorządową, zlikwidowanie urzędu wojewody, zniesienie kadencyjności prezydentów miast, ministerstwa: edukacji, nauki, gospodarki, rodziny, rolnictwa, sportu.

Jak powiedział  Jacek Karnowski, prezydent Sopotu „21 tez, nad którymi chcemy pracować, aby w sierpniu, podczas kolejnej ważnej rocznicy, przedstawić 21 postulatów, a następnie projektów ustaw”.

Ich realizacja skutkowałaby nie tylko ograniczeniem władzy centralnej, ale w konsekwencji doprowadziłaby do współczesnego rozbioru Polski.

Jak przeczytałam w Internecie pomysł spodobał się Tuskowi, który chce, by idea została przeredagowana „na potrzeby programu wyborczego”. To, że mu się podoba mnie nie dziwi, bowiem już ponad trzydzieści lat temu twierdził, że „Polskość to nienormalność – takie skojarzenie nasuwa mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu.
 Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać ….  Piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski – tej ziemi konkretnej, przegranej, brudnej i biednej”.

Spodziewałam się, że po otrzymaniu takiej bulwersującej informacji, temat ten nie będzie schodził z środków przekazu. Będą nim żyli premier, ministrowie, politycy PiS, prawicowe media. Będą odbywały się debaty polityków, dziennikarzy, ekspertów. Nie zabraknie na żywo przeprowadzanych sondaży wśród mieszkańców różnych miast, miasteczek i wsi.

Niestety, od 4 czerwca gdy do społeczeństwa dotarła wiadomość o tezach samorządowców dla Polski w programach informacyjnych nie były one głównym tematem.

Owszem w telewizji publicznej są niemrawe informacje o próbie rozbicia Polski poprzez jej decentralizację, ale media tym nie żyją.

Ręce mi opadły, gdy zamiast debat na temat skutków decentralizacji odbyła się konferencja prasowa min. Z. Ziobry dotycząca ekstradycji z Ukrainy do Polski gruzińskiego bandyty podejrzanego o zabójstwo Polki. Kim on jest, że minister organizuje konferencję i poświęca mu tyle uwagi? Czy jego ekstradycja wpływa w jakikolwiek sposób na zmiany w kodeksie karnym, że minister musi osobiście o niej mówić? Czemu takimi briefingami minister rozmienia swój autorytet na drobne?

Kupuję od lat „Gazetę Polską codziennie” spodziewałam się, iż pierwsza strona będzie w całości poświęcona próbie decentralizacji Polski przez PO zobrazowana np. mapką Polski, z oddalającymi się od siebie województwami, gdyż nie ma ważniejszego tematu. Zamiast tego całą stronę zajęło zdjęcie z nowo nominowanymi ministrami, a w środku żadnej analizy dotyczącej decentralizacji. Według mnie redaktor Sakiewicz od dawna nie czuje przysłowiowego bluesa i często skupia się na tematach drugoplanowych.

Gdyby sytuacja była odwrotna i na miejscu polityków PiS byli politycy opozycji potrafiliby oni znakomicie wykorzystać zaistniałą sytuację. Nie raz pokazali, że z niczego potrafią zrobić gigantyczny problem („afery” Srebrna, Brexit, majątek M. Morawieckiego). Szkoda, że prawica mając podany na tacy tak gigantyczny skandal, nie potrafi zrobić z niego użytku.

Foto: TVP Info