Tylko pozornie pytanie to jest bez sensu. Bo nawet jako ostatnia zresztą zorientowała się w stanie faktycznym Państwowa Komisja Wyborcza i wydała swoje oświadczenie.

 

Czytamy w nim:

W dniu 16 kwietnia 2020 r. została jednak uchwalona ustawa o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (Dz. U poz. 695). Na mocy art. 102 tej ustawy zawieszone zostały obowiązki informacyjne wynikające z przepisów Kodeksu wyborczego, nałożone na wójtów i komisarzy wyborczych, ponadto przepisy dotyczące wydawania zaświadczeń o prawie do głosowania, głosowania korespondencyjnego oraz głosowania przez pełnomocnika.

Zawieszone zostały przede wszystkim kompetencje Państwowej Komisji Wyborczej w zakresie ustalenia wzoru karty do głosowania i zarządzenia druku kart. Pozbawienie Państwowej Komisji Wyborczej prawnych możliwości drukowania kart do głosowania sprawiło, że głosowanie w wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 10 maja 2020 r. jest niemożliwe. Karty wyborcze są bowiem warunkiem koniecznym do przeprowadzenia głosowania.

Obowiązująca regulacja prawna pozbawiła Państwową Komisję Wyborczą instrumentów koniecznych do wykonywania jej obowiązków. W związku z powyższym Państwowa Komisja Wyborcza, informuje wyborców, komitety wyborcze, kandydatów, administrację wyborczą oraz jednostki samorządu terytorialnego, że głosowanie w dniu 10 maja 2020 r. nie może się odbyć.

tutaj:

 

Ostatnie zdanie zawiera najważniejsze stwierdzenie dla naszych rozważań.

Otóż PKW informuje, że 10 maja nie może odbyć się głosowanie.

Nie wybory jako takie, ale głosowanie.

Pomińmy, dlaczego, bo to akurat jest temat zbyt obszerny na nasze rozważania. Co więcej zupełnie nie istotny.

 

Tymczasem oseł VIII Kadencji Józef Brynkus stawia sprawę zupełnie inaczej.

Wybory prezydenckie w Polsce 10 maj 2020 roku nie odbędą się, to już jest pewne.

Jeszcze wyraźniej sprawę przedstawia Tomasz Parol, znany ongiś bloger Łażący Łazarz:

Moim zdaniem nieprzeprowadzenie wyborów jest deliktem konstytucyjnym, a Sąd Najwyższy który ostatecznie stwierdza ważność lub nieważność wyborów przeprowadzonych nie ma absolutnie prawa unieważniać wyborów, których nie było. Bo to by się sprowadziło tylko do unieważnienia terminu wyborów – a takich uprawnień SN nie ma.

Zanim odpowiemy obu panom ustalmy pierwej denotację pojęcia wybory.

Najkrócej byłoby posiłkować się… Kodeksem karnym. W nim w rozdziale XXXI zatytułowanym  Przestępstwa przeciwko wyborom i referendum znajdujemy przynajmniej częściową odpowiedź.

Art. 249

Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem przeszkadza:

1) odbyciu zgromadzenia poprzedzającego głosowanie,

2) swobodnemu wykonywaniu prawa do kandydowania lub głosowania,

3) głosowaniu lub obliczaniu głosów,

4) sporządzaniu protokołów lub innych dokumentów wyborczych albo referendalnych,podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Jak widać „wybory” obejmują więc nie tylko samo głosowanie, o którym wiadomo już, że się nie odbędzie, ale też zgromadzenia poprzedzające głosowanie obliczanie głosów. Ze względu na tzw. ciszę wyborczą zgromadzenie poprzedzające głosowanie musi się zakończyć najpóźniej 24 godziny przed godziną 0.00 dnia, w którym ma odbyć się głosowanie.

Z kolei w art. 250 i 250a penalizowane jest naruszenie swobody głosowania i nakłanianie do takiego. Z istoty czynów wynika, że mogą być popełnione przed dniem głosowania, a nie tylko w jego trakcie.

Art. 248 kk obejmuje swoim zakresem czyny, które mogą być popełnione po dniu głosowania (np. kto niszczy, uszkadza, ukrywa, przerabia lub podrabia protokoły lub inne dokumenty wyborcze albo referendalne).

Zgodnie z art. 82 Kodeksu wyborczego czyny powyższe, popełnione przed a nawet po dniu głosowania decydują o ważności wyborów!

Ergo – ograniczenie wyborów jedynie do dnia głosowania w żadnym przypadku ostać się nie może.

Jednak najpełniejszy zakres pojęcia wybory znajdziemy w ustawie z dnia 5 stycznia 2011 r. Kodeks wyborczy.

Zgodnie z jej art. 1

Kodeks wyborczy określa zasady i tryb zgłaszania kandydatów, przeprowadzania oraz warunki ważności wyborów (…).

Ramy czasowe wyznacza art. 104 Kodeksu wyborczego

Kampania wyborcza rozpoczyna się z dniem ogłoszenia aktu właściwego organu o zarządzeniu wyborów i ulega zakończeniu na 24 godziny przed dniem głosowania.

Przypominam zatem, że termin 10 maja został ogłoszony 5 lutego 2020 r.

W tymże dniu rozpoczęła się kampania wyborcza wchodząca w skład wyborów podobnie, jak głosowanie.

Sytuacja pod względem prawnym jest więc wbrew pozorom prosta.

Nie doszło jedynie do głosowania, co powinno być przyczyną wszczęcia postępowania prokuratorskiego w sprawie prowadzonego pod kątem art. 249 pkt 3 Kodeksu karnego.

W szczególności bowiem przetrzymywanie 30 dni ustawy w Senacie bez uchwalenia jakiejkolwiek poprawki dowodzi ponad wszelką wątpliwość podstępu, dokonanego w celu niedopuszczenia do głosowania w ogłoszonym już terminie.

Przekonałem? Nie?

No to wyobraźmy sobie, że jakaś tajna organizacja (przy czym na tyle masowa, ze jest w stanie działać równocześnie w całej Polsce) równo o godzinie 4 rano w niedzielę podkłada ogień pod wszystkimi w Polsce lokalami wyborczymi.

Gdy o 5 rano meldują się członkowie Komisji zastają już tylko zgliszcza.

Do głosowania nie doszło, aczkolwiek dokonano wiele innych czynności wyborczych.

PKW pomimo nie dojścia do skutku głosowania i tak musi przedłożyć sprawozdanie Sądowi Najwyższemu, o czym zresztą publicznie informował rzecznik PKW Tomasz Grzelewski.

Rzecznik PKW Tomasz Grzelewski powiedział PAP, że Komisja jest zobowiązana do przedstawienia „sprawozdania z procesu wyborczego w związku z wyborami prezydenckimi”. „Świadomie akcentuję to, że mówimy o procesie wyborczym, bo w tym sprawozdaniu będą ujęte czynności od momentu, kiedy marszałek Sejmu Elżbieta Witek wyznaczyła termin wyborów” – mówił Grzelewski.

Wskazuje, że PKW, od momentu wyznaczenia wyborów prezydenckich, realizowała kalendarz wyborczy, m.in. przyjmowała zgłoszenia komitetów wyborczych, rejestrowała kandydatów na prezydenta, czy przyjmowała chętnych do pracy w obwodowych komisjach wyborczych. „To wszystko będzie w tym sprawozdaniu opisane” – dodał.

Oczywiście, najważniejszym elementem tego procesu wyborczego miało być głosowanie 10 maja. To głosowanie się nie odbędzie. To także zostanie opisane w sprawozdaniu, które przygotuje PKW i które zostanie przekazane do Sądu Najwyższego” – powiedział Grzelewski.

tutaj:

Dziwi mnie, że osoby wykształcone (Parol wszak jest prawnikiem) starają się na siłę ograniczyć denotację instytucji wyborów jedynie do niedzielnego głosowania.

Czy to wynika z niewiedzy, pardon, spania na wykładach z prawa konstytucyjnego, czy raczej z prawoznawstwa?

Czy też jest to świadoma akcja propagandowa mająca na celu pokazanie PiS-u jako partii łamiącej wszelkie prawa?

W przyszłości zaś, kiedy, jak należy się spodziewać, SN ogłosi nieważność wyborów, Budka, Giertych, Markiewicz i jeszcze paru innych „medialnych” prawników będzie gromko krzyczeć o „pisowskim SN”.

Tymczasem wystarczy wiedza elementarna, jaką powinien dysponować każdy absolwent dowolnego wydziału prawa w Polsce.

Wykładnia ustawy nie może prowadzić do wniosku, że zawiera w sobie różne wyrazy na określenie tej samej instytucji.

Skoro w niedzielę 10 maja miało być „głosowanie” oznacza to, że termin ten nie jest tożsamy z „wyborami”.

Proste, prawda?

Więc zamiast mówić i pisać, że „wybory się nie odbyły” piszcie wyraźnie – „głosowanie się nie odbyło, przez co wybory zostały sp..dolone”.

I dlatego muszą być powtórzone. Dokładnie tak, jakby na trzy godziny przed otwarciem lokali wyborczych, zanim do środka wejdą członkowie komisji, jakaś organizacja terrorystyczna (na tyle liczna, że dokonałaby akcji w całej Polsce) wysadziłaby je w powietrze.

Nie mogłoby się więc odbyć głosowanie.

Natomiast indywidualnym aktem wiary każdego wyborcy jest komu to zawdzięczamy.

Poza coronawirusem oczywiście…

8,9 05. 2020