Na przestrzeni dziesięcioleci polscy politycy nie raz udowodnili, że nie tylko błędnie oceniają sojuszników, ale chyba, jako jedyni na świecie bez względu na okoliczności wszelkimi siłami chcą być postrzegani przez sąsiadów, jako politycy poważni, solidni, sprawdzeni sojusznicy, na których zawsze można liczyć. Podejmując decyzje żywotne dla naszego kraju bardzo często nie potrafią racjonalnie myśleć i trzeźwo ocenić sytuacji.

Tak było, gdy politycy sanacyjni ślepo wierzyli w moc zawartych traktatów z Francją i Anglią, a następnie aliantom, myśląc, że im więcej przelanej zostanie polskiej krwi, tym bardziej będzie to docenione przez Winstona Churchilla, Franklina Roosevelta i Harry S. Trumana, po zakończeniu II wojny światowej.

Po odzyskaniu niepodległości okazało się, ze niewiele się zmieniło. Bez względu na to kto sprawuje władzę w dalszym ciągu nasi decydenci nie mogą się pochwalić sukcesami i umiejętnościami prowadzenia gry politycznej na arenie międzynarodowej, za to ze wszystkich sił starają się być prymusami w wyciąganiu za innych kasztanów z ogniska (wojna w Iraku, Afganistanie).

Tusk myśląc, że obłaskawi Putina zaczął popierać interesy Rosji na arenie międzynarodowej w jej staraniach o przyjęcie do międzynarodowych organizacji gospodarczych. To dzięki jego zaangażowaniu doszło do specjalnej, jednorazowej zmiany prawa europejskiego umożliwiającego objęcie ruchem bezwizowym całego Obwodu Kaliningradzkiego. Mimo tego Rosja ani na milimetr nie posunęła się by poprawić stosunki między nami (zakaz importu polskich produktów żywnościowych, nie oddanie wraku TU-154, ograniczenie relacji i kontaktów dwustronnych, gospodarczych i kulturalnych).

Z kolei Niemcy, znakomicie wykorzystują postawę serwilizmu polskich decydentów, którym nie tylko nie przeszkadza, ale nie przyjmują do wiadomości tego, że za uruchomieniem artykułu 7 Traktatu UE wobec Polski stoi A. Merkel i nie ma praktycznie dnia, by w niemieckich mediach nie ukazywały się wypowiedzi i artykuły atakujące Polskę i wrogo nastawiały zachodnią opinię publiczną przeciwko naszemu krajowi.

Wbrew naszym interesom położyli rurę gazociągu Nord Stream, chcieli zmusić Polskę do przyjęcia 7 tys. muzułmanów.

Po zwycięstwie Pomarańczowej Rewolucji na Ukrainie, Polska, jako pierwsza uznała jej niepodległość. Nieproszeni, sami z siebie zaczęliśmy deklarować, że będziemy bronić interesów Ukrainy.

Lech Kaczyński obiecał w Kijowie, że Polska nadal będzie wspierać integrację Ukrainy z NATO i Unią Europejską.

Polska uruchomiła dla Ukrainy linię kredytową wysokości 4 mld zł. Nie zgodziliśmy się na propozycję rosyjską by druga nitka gazociągu Jamał szła nie przez Ukrainę a przez Białoruś.

Prezydent Duda był jedyną głową państwa, która przyjechała na obchody 25-lecia ukraińskiej niepodległości.

A co uzyskaliśmy za obronę interesów ukraińskich?

Elity polityczne Ukrainy nie ukrywają już niechęci do Polski. Prezydent Juszczenko nadał tytuł bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze i Romanowi Szuchewyczowi, głównodowodzącemu UPA, bezpośrednio odpowiedzialnemu za ludobójstwo na Wołyniu.

Odbywają się marsze:

w rocznicę urodzin przywódcy ukraińskich nacjonalistów Stepana Bandery,
powołania Ochotniczej Dywizji SS „Galizien”,
z okazji Dnia Obrońcy Ukrainy.

W drodze do Lwowa, w Samborze, na głównym placu parkowym wielkie postumenty upamiętniające bojowników UPA i Banderę. W samym Lwowie na przystankach autobusowych i trolejbusowych graffiti z Banderą. Patroni lwowskich urzędów szkól, placów i ulic są „bohaterowie UPA”.

Podczas konferencji zorganizowanej przez prezydencki Instytut Badań Strategicznych (02.2018) byli prezydenci Ukrainy Leonid Krawczuk, powiedział „Mojego ojca i matkę, którzy pracowali dla polskich osadników, traktowano jak chamów i bydło”, a Wiktor Juszczenko, stwierdził, że nasz kraj „wyciąga Ukrainie wydarzenia z 1943 roku ”, a polscy politycy „zajmują się obliczaniem dusz zmarłych i porównywaniem przelanych litrów krwi ”. Z kolei szef ukraińskiego IPN-u prof. Wołodymyr Wiatrowycz, doprowadził do zakazu prowadzenia przez Polaków prac ekshumacyjnych na Ukrainie.

Rada Obwodu Lwowskiego ogłosiła, że w czasie drugiej wojny światowej Huta Pieniacka była „jednym z największych ośrodków bazowych polskich bojowników i bolszewickich grup dywersyjnych w Galicji, które wspólnie terroryzowały okoliczne wsie ukraińskie” (…) 28 lutego 1944 roku „niemieckie władze okupacyjne przeprowadziły we wsi operację wojskową, której celem była likwidacja polsko-bolszewickiego oddziału”, w wyniku, czego Huta została zrujnowana”.

Nasi politycy konsekwentnie i z determinacją inwestowali i inwestują w państwo, którego elity i obywatele nie ukrywają, że nami gardzą.

Po ataku chemicznym w Wielkiej Brytanii (04.03.2018 r.) na b. pułkownika rosyjskiego wywiadu GRU i brytyjskiego agenta Siergieja Skripala i jego córkę, (o którego  zorganizowanie oskarżana jest Rosja) prezydent A. Duda w geście solidarność z Londynem, jako jeden z pierwszych (19.03.2018) podjął decyzję, o tym, że nie będzie uczestniczył, jako przedstawiciel Polski w mundialu w Rosji.

Po co Zachód ma nas wspierać w czymkolwiek (zwrot wraku TU-154, polityce energetycznej) skoro wiedzą, że nie muszą o nic zabiegać, bo polscy politycy niczego w zamian za poparcie nie żądają. Wystarczy im dobre słowo, poklepanie po plecach, uśmiech, podanie ręki by podejmowali decyzje nawet godzące w ich interesy narodowe.

Czy bez względu na konsekwencje zawsze musimy być prymusem Europy?

Foto:tvp info