Po przeczytaniu artykułu Marzeny Nykiel „Pogorzelisko” („w Sieci”, 01.02.2016) oraz wywiadu, jaki udzielił Cezarowi Gmyzowi Zbigniew Ziobro „Bać się mają bandyci, a nie ludzie uczciwi” (Do Rzeczy”, 01.02.2016) czuję się coraz bardziej zawiedziona polityką informacyjną PiS-u.

Nie może być tak, że dopiero z artykułu pani M. Nykiel dowiaduję się, iż w resorcie ministra ochrony środowiska Jana Szyszki powstał „Bilans otwarcia”, z którego wynika, że koalicja PO-PSL nie zdołały przez lata swych rządów uruchomić aż 585 ak­tów prawnych i doprowadziła do wszczęcia 21 postępowań w sprawie naruszeń prawa europejskiego.

Z jej artykułu wynika, że firmy poszukujące gazu łupkowego nie tylko nie dokonały zaplanowanych poszu­kiwań i nie zdały odpowiednich raportów, ale na podstawie tego co wykonały uzyskały ogromną ilość informacji geologicznych skarbu państwa. Oprócz tego wszystkie koncesje zo­stały wydane w sposób dowolny, bez uprzedniej zmiany prawa, które mogłoby zabezpieczyć nasze interesy. Ponadto, aż 80 proc. powierzchni koncesyjnej na metale znajduje się w rękach obcego kapitału poza kontrolą państwa. Audyt ujawnił też plagę nielegalnej eksploatacji kruszywa, torfu i ka­mieni ozdobnych.

Z kolei Z. Ziobro w udzielonym wywiadzie uzasadnia, dlaczego chce ponownego połączenia urzędu ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Podając konkretne przykłady pokazuje, jaką fikcją była lansowana przez koalicję PO-PSL niezależność prokuratury. Również uzasadnił bardzo krytyczną ocenę nowych zasady prowadzenia śledztw i procesu karnego, oraz pomysł, by sąd nie ustalał prawdy obiektywnej, tylko jakąś prawdę sądową w oparciu o to, co strony w sądzie przedstawią.

Dla wprowadzanego programu „dobrej zmiany” przez PiS podstawowe znaczenie ma poparcia społeczeństwa. Ponieważ w większości nasze społeczeństwo ma krótką pamięć oraz nie potrafi łączyć skutków z przyczyną, co przekłada się nieumiejętność wyciągania prawidłowych wniosków, rząd powinien zrobić wszystko, by każdorazowo po przeprowadzeniu audytu w poszczególnych ministerstwach, pokazywane było, co rząd B. Szydło odziedziczył po koalicji PO-PSL, ze szczególnym naciskiem na miny, jakie zostawił on swoim następcom. Ważne by zwłaszcza tego typu informacje docierały do jak najszerszego grona odbiorców. W tym celu powinien skoordynować współpracę wszelkich popierających go środków przekazu tj.: publicznych, TV Republika, TV Trwam jak również prasę prawicową, by non stop pokazywać problemy, z którymi zmaga się rząd oraz jak zamierza naprawiać zastaną sytuację.

Według mnie twierdzenie, że przepływ informacji rząd – społeczeństwo jest niewystarczający jest błędne. On praktycznie nie istnieje.

Uważam, że potwierdzeniem tej oceny jest skala dotarcia do społeczeństwa przytoczonych wcześniej artykułów. Ukazały się one głównie w tygodnikach „W Sieci” i „Do Rzeczy” o nakładach ok. 148 tys. i 113 tys. egzemplarzy. Myślę, że sukcesem jest, gdy zostanie sprzedanych po około 50 % nakładu. Jeżeli pomnożymy to przez 3 (rodzina 2+1 i przy założeniu, że wszyscy je czytają), to z ich treściami zapoznaje się ok. 130 tys. czytelników. Nawet przy optymistycznym założeniu, że czyta je 300 tys. Polaków, to co to jest w porównaniu do wielomilionowej rzeszy odbiorców telewizyjnych, którzy codziennie zasiadając przed ekranami telewizorów oglądają różnego rodzaju wiadomości. Przeprowadzane przez różne ośrodki badawcze potwierdziły, że społeczeństwo swoje informacje czerpie z elektronicznych środków przekazu, głównie z telewizji. To te media mają decydujący wpływ na ich ocenę sytuacji w kraju i wybory polityczne.

Jeżeli PiS chce, by nie spadało mu poparcie społeczne, musi bardziej zintensyfikować swój przekaz medialny poprzez stworzenie dodatkowych programów i for dyskusyjnych nakierowanych na różnorodnego odbiorcę. Powinny one zajmować się głównie najważniejszymi wydarzeniami i problemami gospodarczymi i politycznymi w Polsce.

Uważam, że codziennie w godzinach największej oglądalności powinien występować jeden z ministrów i w kilkuminutowym wystąpieniu informować telewidzów o pracach i planach swojego resortu. Za wzór mogą posłużyć cotygodniowe czwartkowe wystąpienia ministra A. Macierewicza w telewizji Trwam. Wcześniej można byłoby zaprosić dziennikarzy, ekspertów, polityków różnych opcji politycznych, którzy ustosunkowaliby się do wystąpienia ministra. Dzięki temu społeczeństwo będzie miało szansę wyrwania się z kręgu kłamstwa i pomówień.

Jeżeli nowa władza zlekceważy dotarcie ze swoim przekazem do jak najszerszego społeczeństwa, i będzie postępowała tak jak do tej pory, czyli zadowoli się tylko zmianami w radach nadzorczych, zarządach, kierownictwie publicznej telewizji i radiu oraz odsunięciem kilkunastu antypisowskich dziennikarzy, to nie powinna się później dziwić, że przegrała walkę o rząd polskich dusz, a tym samym być może przyszłe wybory.

Liliana Borodziuk