Mam dosyć. Odkąd pamiętam oburzamy się na coraz głośniej i częściej podnoszone zarzuty dotyczące naszego rzekomego udziału w Holokauście. Jednocześnie widać, że im dalej od koszmaru II wojny światowej, tym bardziej światowa opinia publiczna przesuwa nas w stronę mitycznych „nazistów”, którzy przecież odpowiadają za zło całego świata. Jak tak dalej pójdzie za kilka lat może się okazać, że II wojnę światową wywołali „naziści” wespół z Polakami, a kochający wolność i pokój, od wieków pacyfistycznie nastawiony naród niemiecki jako pierwszy padł ich ofiarą.

W minioną środę szef FBI James B. Comey, przemawiając*) w Muzeum Holokaustu w NY, zniesławił Polski Naród. Powiedział m.in.:

Dobrzy ludzie pomogli w wymordowaniu milionów. I to jest najbardziej przerażająca lekcja: to właśnie nasze człowieczeństwo umożliwiło – a wręcz ułatwiło – nam podporządkowanie swojej indywidualnej moralności grupie, gdzie może ona posłużyć złu. Będąc ludźmi, możemy dać się zastraszyć rządzącym. Możemy wmówić sobie niemal wszystko.

W swoim mniemaniu mordercy oraz ich wspólnicy z Niemiec, Polski, Węgier i bardzo wielu innych miejsc nie dopuszczali się niczego złego. Przekonali siebie, że robią rzecz właściwą, rzecz niezbędną. Tak właśnie czynią ludzie i to powinno naprawdę nas przerażać.

Tak więc zdaniem amerykańskiego urzędnika jesteśmy wspólnikami morderców na równi z Niemcami. Oczywiście Comey pomija narodowość morderców, których byliśmy rzekomo wspólnikami.

Popatrzmy na to okiem przeciętnego Johna S., mieszkającego sobie w małym domku gdzieś w Ameryce. Jeśli wie, kto zacz James B. Comey, dyrektor FBI, której akcje przynajmniej raz w tygodniu widzi na ekranie swojego telewizora, to niekoniecznie już może wiedzieć, co to takiego Polska, i gdzie się znajduje. Wszelkie zaś protesty i inne deklaracje składane przez nie-wiadomo-kogo po prostu do niego nie trafiają. Omija je, jako informacje zbędne, nie mające związku z największym mocarstwem globu. Najwyższa więc pora na to, aby wstrząsnąć nim na tyle, by zaczął go interesować problem.

Tu mała dygresja. Żyjemy w kraju, gdzie od kilku lat agresywna propagandowo mniejszość pokazuje większości, jak należy walczyć o swoje prawa.

Środowisko LGBT prócz „parad równości” wywalczyło postawienie swojego symbolu w samym centrum polskiej stolicy. Czy chcemy, czy nie, prawie potykamy się o nią. I, chociaż jest symbolem tego, co obce przeważającej większości Polaków, to przede wszystkim jest symbolem… walki. I, jak na razie, zwycięskiej.

Tymczasem my, poniżani i opluwani na wiele sposobów jako Naród, ustami naszych przedstawicieli wydajemy jedynie słabo słyszalne piski. Czy można się dziwić, że chór opluwaczy rośnie, skoro każdy atak dowodzi, ze pluć można w zasadzie bezkarnie?

We, the People

Musimy uświadomić sobie, i zacząć reagować nie oglądając się na rząd, bo po pierwsze Polska z każdym dniem coraz więcej traci na arenie międzynarodowej, i mało kto się z Polakami liczy, po drugie – stajemy się narodem pozbawionym dumy, atakowanym ze wszystkich stron, któremu wmawia się najgorsze cechy, ale takim bezwolnym tłumem łatwiej zarządzać. A przecież USA posiadają narzędzie, za pomocą którego jesteśmy w stanie raz, dwa ukrócić tego typu wypowiedzi, jak oszczerstwo urzędnika Comey’a. To sąd.

Tak trudno odnaleźć Polonusa w USA, którego dziadek walczył z „nazistami” podczas ostatniej wojny? Myślę, że występując z pozwem, broniącym nie tylko dumy narodowej, ale zwykłej przyzwoitości, byłby dumny. Musiałby jednak czuć, że za nim stoi Polska.

Nie znam procedury amerykańskiej, ale, być może, istnieje też możliwość oficjalnego (tzn. jako Polska) wystąpienia z pozwem, w którym, prócz oczywistej nieprawdy, można by zarzucić dyskryminację, żądając stosownego odszkodowania. I zrobi się medialnie głośno, wprost proporcjonalnie do żądanej kwoty. Wątpię, żeby ktokolwiek inny odważyłby się potem na kontynuowanie akcji zniesławiania Narodu Polskiego. Bo to by go zbyt drogo kosztowało.

Niestety, stoimy na początku tej samej drogi, jaką w USA po 1945 r. przebyli Afroamerykanie. Dlatego skończmy protesty i zacznijmy działać efektywnie. Każda droga zaczyna się bowiem od pierwszego kroku.

Humpty Dumpty

Ps. Sądy w USA słyną z wielkich odszkodowań, wypłacanych czasem za byt gorącą kawę. Czemu więc do tej pory boimy się zacząć walczyć bronią, która w USA jest zrozumiała i dostępna dla wszystkich. Czyżby nasze władze obawiały się, że sąd amerykański, tak samo jak polski, stanowi agendę rządową? 🙂

______________________________________

* ) Pełny tekst wystąpienia:

Uważam, że Holokaust jest najbardziej znaczącym wydarzeniem w dziejach ludzkości. Jest on przy tym znaczący na dwa różne sposoby.

Jest tak oczywiście dlatego, że był on najbardziej przerażającym w historii przykładem bestialstwa, którego po prostu nie da się opisać słowami i przechodzi ono nasze pojęcie. Urodziłem się w rodzinie irlandzkich katolików w tym wielkim, wspaniałym i bezpiecznym kraju, ale Holokaust od zawsze prześladował mnie i długo stanowił przeszkodę na mojej drodze do wiary.

Jak mogło dojść do czegoś takiego? Jak ma się to do wyobrażenia kochającego Boga? Jak można to w jakikolwiek sposób pogodzić z koncepcją roli Boga w historii ludzkości? Jaki sens może w ogóle mieć życie, jeżeli tak wielu żywotom ludzkim położono kres w taki sposób?

Zadawałem sobie te pytania od nastoletniości. Zadaję je sobie przez całe życie. Te same pytania zadawałem sobie na początku 2002 roku, stojąc na gruzach World Trade Center. Zadawałem je sobie wielokrotnie, stojąc w obliczu niewyobrażalnego cierpienia i straty.

Wiem przy tym, że jestem w dobrym towarzystwie. W zeszłym miesiącu, lecąc do domu z Europy Wschodniej, przeczytałem ponownie wstrząsającą książkę Viktora Frankla Człowiek w poszukiwaniu sensu, w której autor stara się między innymi odnaleźć sens cierpienia i miłości.

Cofając się w czasie znacznie dalej – zanim jeszcze studiowałem religioznawstwo w college’u – pamiętam głos rozlegający się z wichru w Księdze Hioba, który napomina nas za samo zadanie pytania: „Dlaczego?”. „Jak śmiesz!”  – wydaje się mówić głos. „Nie twoją sprawą jest o to pytać i nie twoją sprawą jest to wiedzieć”.

A jednak pytam, jak wielu z nas. I wciąż nie znam odpowiedzi.

Ale wiem jedno: naszym obowiązkiem i powinnością jest zadbać, aby z niewyobrażalnego zła wynikło jakieś dobro. Nie chodzi o to, abyśmy mogli się pocieszyć, mówiąc: „A więc warto było tego doświadczyć”. To nonsens i byłoby to nieprzyzwoite. Nigdy nie będzie „warto”.

Uważam natomiast, że jest to po prostu nasz obowiązek i wierzę, że pozostaje to prawdą niezależnie od naszych przekonań filozoficznych czy religijnych. Naszym obowiązkiem jest nie godzić się na zwycięstwo złych ludzi, nie godzić się na to, by zło pozostało niepokonane. Jak Abraham Lincoln oświadczył na polu bitwy, gdzie doszło do niewyobrażalnego cierpienia i straty: „musimy uczynić silne postanowienie, aby polegli nie zginęli na próżno”. Nasze postanowienie nie uzasadnia straty, ale nie możemy po prostu żyć i skapitulować.

Jest wiele sposobów walki ze złem, które nie pozwolą mu pozostać niepokonanym. Niektórzy walczą, służąc społeczeństwu w sposób, który może się wiązać z fizycznymi zmaganiami ze złem; inni czynią to inaczej, na przykład ucząc świat o tym, co się stało, i mówiąc mu, co jest prawdą.

Jak już powiedziałem, Holokaust był najbardziej przerażającym przykładem bestialstwa w historii świata. Ukazał też jednak w najbardziej przerażający w dziejach świata sposób nasze człowieczeństwo – naszą zdolność do czynienia zła i kapitulacji moralnej.

I to jego drugie znaczenie jest powodem, dla którego wymagam, aby każdy nowy agent specjalny FBI i analityk wywiadu udał się do Muzeum Holokaustu. Oczywiście chcę, aby dowiedzieli się o nadużyciu władzy na zapierającą wprost dech w piersiach skalę. Chcę wszakże też, aby zmierzyli się z rzeczą bardziej bolesną i niebezpieczną: by ujrzeli, jaka jest ludzkość i do czego jesteśmy zdolni.

Chcę, by zobaczyli, że chociaż tej rzezi dokonali ludzie chorzy i źli, do tych chorych i złych przywódców przyłączyli się – i podążyli za nimi – ludzie, którzy kochali swoje rodziny, nosili zupę chorym sąsiadom, chodzili do kościoła i wspierali cele dobroczynne.

Dobrzy ludzie pomogli w wymordowaniu milionów. I to jest najbardziej przerażająca lekcja: to właśnie nasze człowieczeństwo umożliwiło – a wręcz ułatwiło – nam podporządkowanie swojej indywidualnej moralności grupie, gdzie może ona posłużyć złu. Będąc ludźmi, możemy dać się zastraszyć rządzącym. Możemy wmówić sobie niemal wszystko.

W swoim mniemaniu mordercy oraz ich wspólnicy z Niemiec, Polski, Węgier i bardzo wielu innych miejsc nie dopuszczali się niczego złego. Przekonali siebie, że robią rzecz właściwą, rzecz niezbędną. Tak właśnie czynią ludzie i to powinno naprawdę nas przerażać.

Dlatego wysyłam naszych agentów i analityków do Muzeum Holokaustu. Pragnę, aby spojrzeli na ludzkość i zdali sobie sprawę z naszej zdolności do racjonalizacji oraz kapitulacji moralnej. Chcę, aby wyszli z tego wspaniałego muzeum, rozumiejąc wartość ograniczeń i nadzoru wynikających z podziału władzy, zasad praworządności oraz kontroli ze strony wolnej i pełnej energii prasy. Pragnę, aby zdawali sobie sprawę, że wszystkie te środki kontroli są niezbędne ze względu na naszą naturę. Musimy je stworzyć, poznać i zadbać o nie teraz, aby mogły nas uratować w przyszłości. To jedyna droga do odpowiedzialnego sprawowania władzy.