W ostatnich miesiącach różne środowiska w Polsce podjęły zdecydowane działania związane z reakcjami na haniebne manipulacje historyczne związane z próbami przypisywania Polakom odpowiedzialności za obozy koncentracyjne czy szerzej imputujące im współudział w Holocauście. Jednak trzeba mieć świadomość szerszych uwarunkowań tej problematyki.

Do niedawna kolejne „odkrycia” mediów w różnych miejscach na świecie koncentrowały się na tworzeniu w świadomości ich odbiorców zbitki pojęciowej polegającej na upowszechnieniu przeświadczenia o istnieniu „polskich obozów koncentracyjnych”. W 2016 roku spotkaliśmy się ze swoistym „upgradem” tego działania, mianowicie po raz pierwszy użyte zostało określenie „polskie SS”.

Zdecydowana większość opinii publicznej w Polsce reprezentuje przekonanie, iż podobne wyskoki są konsekwencją zwykłej ignorancji historycznej i niechlujstwa używających takich sformułowań. Tym bardziej, że po reakcji środowisk polskich, obecnie także służb dyplomatycznych, zwykle autorzy podobnych tekstów wycofują się z użytych słów. Ich autorzy bronią się także w ten sposób gdy dochodzi do spraw sądowych, a bezmyślni polscy sędziowie przyjmują te tłumaczenia jako dobrą monetę.

Niestety także znacząca część opiniotwórczych ośrodków w Polsce nie ma świadomości dalekosiężnych celów, jakim służy owo nachalne wbijanie w umysły ludzi na świecie, że to Polacy stworzyli obozy koncentracyjne i mordowali Żydów.

Wbrew opiniom większości środowisk w Polsce, nie jest prawdą że inspiratorami tych działań są środowiska żydowskie. Oczywiście część z tych środowisk wykorzystuje tę kampanię do różnorakich nacisków na władze polskie, zwłaszcza w kwestii zwrotu majątków żydowskich, ale źródło owej akcji jest gdzie indziej. I trzeba pamiętać, że nie jest ona czymś specjalnie nowym w naszych dziejach.

Zmasowane działania propagandy historycznej obserwujemy już w XIX wieku. Wtedy to historycy niemieccy (pruscy i austriaccy) oraz rosyjscy rozpoczęli pierwszą fazę opluskwiania Polski przy pomocy kolportowanych w szeroki obieg kłamstw i fałszerstw dotyczących historii Polski i Polaków. Cel tych działań był oczywisty. Chodziło o przekonanie ówczesnej opinii publicznej do tego, że rozgrabienie państwa polskiego było działaniem niezbędnym z punktu widzenia potrzeb cywilizowanej Europy. Polacy, którzy stworzyli anarchiczny ustrój, stali się wrzodem „postępowej” Europy. Bo przecież wzorem „postępu” dla oświeconych mędrców ówczesnej epoki byli Katarzyna II i Fryderyk Wilhelm. To właśnie w poczuciu odpowiedzialności za Europę, ów wrzód należało zlikwidować. Z upływem dziesięcioleci zbudowane zostało przeświadczenie o słuszności tego rozwiązania. Zwłaszcza w okresie tzw. belle epoque nikt już nie miał wątpliwości, że istnieje ścisły związek pomiędzy dziesięcioleciami spokoju w powersalskiej Europie, a likwidacją Polski.

Obraz ten na krótko został zmącony Wielką Wojną, po której – wraz z odbudowaniem Polski – powstały w Europie nowe ogniska napięć. Dopiero po II wojnie światowej, kiedy Polska stała się sowieckim protektoratem, udało się owe ogniska usunąć i nawet w globalnym konflikcie amerykańsko – sowieckim nie miało to znaczenia.

Jeśli prześledzimy tonację wiodącego nurtu historiografii niemieckojęzycznej i rosyjskiej/sowieckiej, wszędzie znajdziemy na przestrzeni niemal dwóch stuleci bardzo spójny w tym zakresie przekaz. Nie może zatem dziwić, że w obecnie dominujących opracowaniach anglojęzycznych, obficie czerpiących z tych „źródeł”, aż roi się od potępiania anarchicznej, zapijaczonej, ksenofobicznej Polski, która jako „przedmurze chrześcijaństwa” była niczym innym jak głównym przeciwnikiem postępu na świecie.

Niestety, ten przekaz został w swoisty sposób usankcjonowany przez tzw. krakowską szkołę historyczną. Historycy ją reprezentujący, choć oczywiście kierując się zupełnie innymi celami (chcieli bowiem wskazywać błędy historyczne aby unikać ich w przyszłej, wolnej Polsce) wpisali się w tę narrację o zanarchizowanej Polsce. Po II wojnie światowej również historiografia PRL potwierdzała tezy propagandowe historiografii rosyjskiej, wzmacniając przekazy o niedostosowanej do świata „pańskiej Polsce”. Ta postawa polskich historyków, jedynie wzmocniła sformułowane wcześniej i dominujące w obiegu międzynarodowym tezy o swoistym odstawaniu Polski od normy.

Problem Holocaustu wzmocnił tylko ten przekaz. Jednak natura tworzenia w tym kontekście nowych elementów mających Polskę kompromitować w wymiarze historycznym, wzrosła znacząco.

Żeby zrozumieć uwarunkowania tego zjawiska, trzeba najpierw uświadomić sobie fundamentalny fakt. Największą grupą etniczną w Stanach Zjednoczonych są tzw. German – Americans, a więc Amerykanie pochodzenia niemieckiego. Ich liczba wynosi niemal jedną trzecią mieszkańców USA. Jeśli przełożymy to na wpływy polityczne i biznesowe, jest to z pewnością także najważniejsza i najsilniejsza grupa w USA. Ci ludzie w konsekwencji dwóch wojen światowych, przeżywają do dziś dużą traumę. Bardzo wielu z nich ciągle z trudem przyznaje się publicznie do niemieckich korzeni.

To naturalne dążenie zostało wykorzystane do wprowadzenia w obieg języka historycznego i politycznego pojęcia „nazis”, jako określenia relatywizującego niemiecki hitleryzm i „dokonania” niemieckiej III Rzeszy. Wprowadzaniu i upowszechnianiu tego pojęcia towarzyszyła wzmożona praca, która z jednej strony eksponowała do granic nieprzyzwoitości tzw. uczciwych Niemców, którzy walczyli z nazistami, z drugiej zaś strony pokazywała, że nazistami byli przecież również przedstawiciele innych nacji.

Mechanizm tworzenia historii był bardzo prosty. Rolę wiodącą odgrywali tu „historycy” anglosascy, szczodrobliwie finansowi przez rząd niemiecki. Przeznaczano na to przez całe lata głównie środki, które Amerykanie umarzali Niemcom z tytułu spłat pomocy udzielonej w ramach planu Marshalla. Tabuny historyków i dziennikarzy rezydowały miesiącami i latami w Niemczech odkrywając uczciwych Niemców i demaskując nieniemieckich nazistów. W świat wkraczały w milionowych nakładach opracowania historyczne i zwykła beletrystyka. Później doszły wielkie produkcje filmowe, uzyskujące nawet najwyższe amerykańskie nagrody filmowe.

Trzeba uczciwie znowu stwierdzić, że władze niemieckie zachowywały oficjalnie pewną wstrzemięźliwość. Mogły sobie jednak na to pozwolić, bowiem worki pieniędzy wydawane na pracę głównie anglosaskich historyków i dziennikarzy zwalniały ich z konieczności eksponowania własnych pozycji. Pamiętać należy, że zorganizowana akcja w tym zakresie rozwinęła się mniej więcej w latach 70-tych. Ta cezura była oczywista, bowiem po tym okresie coraz mniej żyło już istotnych świadków różnych wydarzeń historycznych, którzy mogliby w wiarygodny sposób dezawuować „odkrycia” owych badaczy. Z kolejnymi latami i wraz odchodzeniem kolejnych rzesz świadków, ilość „odkryć” lawinowo rosła. Księgarnie, filmoteki, a obecnie internet są już zdominowane anglojęzyczną literaturą, z której wyłania się obraz nie mający nic wspólnego z rzeczywistością.

Pod koniec lat 90-tych sformułowałem na użytek wąskiego grona znajomych i współpracowników pogląd, że nie minie ćwierć wieku, a dzięki tej ciągle mielącej machinie propagandowej, kolejne pokolenie anglosaskich „odkrywców” przedstawi następującą wizję historii XX wieku :

– wskutek haniebnego Traktatu Wersalskiego, stworzone zostały niepotrzebnie w Europie państewka (na czele z Polską), których racją istnienia było wyłącznie prześladowanie mniejszości narodowych, głównie żydowskiej i niemieckiej,

– pod koniec lat 30-tych położenie mniejszości narodowych w tych krajach stało się nie do zniesienia wobec czego Rzesza Niemiecka musiała wziąć je w obronę,

– niestety, międzynarodowa grupa nazistowska przejęła dominację w Rzeszy Niemieckiej i manipulując uczciwymi Niemcami i ich pozytywnymi emocjami, pociągnęła ich do wojny,

– szlachetny niemiecki Wehrmacht, wspierany przez znakomitą Luftwaffe i fantastyczną Kriegsmarine odnosiły spektakularne zwycięstwa i wzięły pod ochronę miliony prześladowanych Niemców i Żydów,

– dla ochrony Żydów przed ich lokalnymi wrogami w najbardziej antysemickich państwach stworzono nawet specjalne rozwiązania postaci chronionych przez władze niemieckie gett i obozów, w których Żydzi mogli bezpiecznie pracować na rzecz wielkiej gospodarki niemieckiej,

– niestety, presja zwłaszcza polskich antysemitów, gdzie było najwięcej Żydów, w połączeniu z naciskiem nazistowskiej międzynarodówki, która przekonała władze niemieckie do realizacji Generalplan Ost spowodowały, że międzynarodowe bojówki nazistowskie rozpoczęły na masową skalę mordowanie Żydów w polskich obozach koncentracyjnych.

Moja intuicja, wynikająca z lektury przemycanych fragmentarycznie w różnych opracowaniach anglojęzycznych wątków, okazała się słuszna. Tu wracamy do uwag początkowych. Zmasowane uderzenie przekazem o polskich obozach koncentracyjnych, jest początkiem realizowania powyższego planu. Jest on oczywiście realizowany od końca, bowiem stopniowo będziemy poznawać przyczyny zjawisk końcowych w opisie zarówno „naukowym” jak i „publicystycznym”.

Wprowadzenie do obiegu pojęcia „polskiej SS” jest krokiem kolejnym, wieńczącym pracę i w tym zakresie. Bo przecież SS miało oddziały niemal ze wszystkich krajów europejskich. Wyjątkiem była właśnie Polska, bowiem mimo najbardziej wytężonych poszukiwań przez 70 lat nie udało się znaleźć żadnego „polskiego oddziału SS”. Wreszcie dokonali tego „przypadkiem” dzielni „odkrywcy” kanadyjscy, a możemy się spodziewać że w ślad za nimi, to niezwykle solidnie udokumentowane źródłowo stwierdzenie, będzie teraz z powołaniem się na „naukowe ustalenia”, masowo kolportowane w mediach świata zachodniego i nie tylko.

Następna faza to będzie opis bohaterskich zmagań Wehrmachtu o uratowanie Żydów zwłaszcza przed mordercami Polakami oraz naukowe wywody, jakim to dobrodziejstwem dla Żydów z tego punktu widzenia były getta i niemieckie obozy. Oczywiście niemieckie obozy były dobre, bo tam gromadzono Żydów, aby ich ratować przed Polakami, dać im pracę i zagwarantować dostęp do żywności, której nie chcieli im dawać Polacy. Dopiero później, pod wpływem nazistów te obozy, już polskie, stały się miejscem kaźni narodu Żydowskiego. Już dziś jeden z czołowych historyków Żydowskiego Instytutu Historycznego formułuje na poważnie naukową tezę, iż w obozach koncentracyjnych uratowało się więcej Żydów, niż uratowali ich Polacy. Jesteśmy zatem w fazie wstępnej tego etapu propagandowej maszynki.

Mam przekonanie, że już niedługo polskie służby dyplomatyczne zostaną sprowadzone do roli biur prób prostowania tych kłamstw. Ale jest to walka z wiatrakami, bowiem – co powszechnie wiadomo – nikt nie czyta sprostowań czy errat. W obiegu pozostają pierwotne stwierdzenia i o tym doskonale wiedzą ci, którzy tę kampanię inspirują i sponsorują.

Nasze działania prowadzone dotychczas aby przeciwstawić się tej ofensywie, nie mają żadnych szans powodzenia. Podejmowane są wyłącznie reaktywnie, są zawsze spóźnione, a ich efekty są znikome, bowiem nie prowadzą do usunięcia nieprawdziwych stwierdzeń i przekazów z przestrzeni. Powoduje to ugruntowanie skrajnych negatywnych stereotypów dotyczących Polski i Polaków, a te wykorzystywane są bezwględnie w sprawach i wielkiej polityki i wielkich interesów. Dziś ciągle słyszymy pouczenia i przytyki, odwołujące się do naszych zakorzenionych „grzechów”. Godzi to wprost w interesy Polski i w nasze bezpieczeństwo w wymiarze międzynarodowym. Nie możemy ograniczyć się do dotychczasowych działań i konwulsyjnych polemik prowadzonych na konferencjach prasowych w Polsce i we własnych gronach oburzonych historyków.

Polska musi odpowiedzieć na te działania zorganizowaną i skoordynowaną akcją, obliczoną na wiele lat. Musi ona obejmować międzynarodowe działania w zakresie publikacji książek, czasopism, nasycenia portali internetowych wiarygodnymi materiałami, dystrybucję filmów i audycji, a nawet gier planszowych, puzzli czy gier internetowych, wreszcie poważnych konferencji naukowych organizowanych za granicą z udziałem międzynarodowych historyków prezentujących prawdziwy przekaz. Wszystko to musi być przygotowane w języku angielskim, bowiem tylko wtedy zostanie dostrzeżone, a w dającej się przewidzieć przyszłości stan rzeczy tym zakresie nie ulegnie zmianie.

Autor: prof. Grzegorz Górski
Polski prawnik, nauczyciel akademicki, adwokat, polityk, samorządowiec, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, od 2011 do 2014 sędzia Trybunału Stanu. Więcej na stronie autorskiej: grzegorzgorski.pl

#GermanDeathCamps