Rząd PiS od chwili przejęcia władzy popełnił niewybaczalny błąd wierząc, iż gdy będzie się starał to jest w stanie zmienić wrogie nastawienie Unii do naszego kraju.
Czerwonym światłem ostrzegawczym były dwa wydarzenia:

Ponowny wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej wbrew sprzeciwu polskiego rządu. (09.03.2017)

Wypowiedź prezydenta Francji Francois Hollande, który odnosząc się do wypowiedzi Beaty Szydło o zasadach  stwierdził: „Wy macie zasady, my mamy fundusze strukturalne”. (10.03.2017)

Rządząca prawica nie wyciągnęła żadnych wniosków z tych zdarzeń. Zamiana premier B. Szydło na M. Morawieckiego tego nie zmieniły, bowiem wyznaczono nam miejsce pariasa na obrzeżach unijnych. Mamy być tylko i wyłącznie rezerwuarem taniej siły roboczej.

Premier M. Morawiecki oraz wspierające go prawicowe media, co chwilę przekonują nas, że mimo nadciągającego spowolnienia gospodarczego mamy największy wzrost PKB. Największe pretensje mam do telewizji publicznej, która zamiast rzetelnej informacji stała się niestrawną tubą propagandową rządu. Programy takie jak „Studio Polska”,”Minęła dwudziesta”czy „Woronicza 17” są niekomunikatywne, zamiast dyskusji mamy niekończący się jazgot, którego nie można słuchać. Dochodzi w nim do słownej szermierki, która rozpala prowadzącego i zaproszonych gości, a poza nimi mało, kogo interesuje. Skutek jest taki, że albo zmieniam kanał albo wyłączam telewizor.

Myślę, iż nie tylko mnie irytuje wałkowanie do znudzenia niektórych tematów m. in. pokazywanie w kółko sondaży, każdego wystąpienia prezydenta A. Dudy, N. Morawieckiego, M. Błaszczaka, uporczywa reklama „Sylwestra marzeń” w Zakopanem, wyniki oglądalności i sławetny pik prezentowany przez prezesa Telewizji Polskiej Jacka Kurskiego. Pokazywanie ramówek telewizyjnych podczas konferencji z udziałem zarządu i gwiazd TVP.

Taki, a nie inny dobór informacji ma wpływ na to, iż wśród krajów unijnych Polacy są największymi euroentuzjastami. Wynik jednego z sondaży pokazał, że 90 % społeczeństwa popiera bycie w Unii. Większość wierzy w to, że Unia to altruistyczne stowarzyszenie, które ma na celu pomagać biednym i słabym by wszyscy żyli w dobrobycie i szczęściu. Widzą ją z perspektywy wybudowanych autostrad i swobodnego poruszania się w ramach jej granic. Dzieje się to, dlatego, iż jako społeczeństwo nie jesteśmy informowani o jej ciemnych stronach. A byłoby, o czym.

Na pierwszym miejscu powinno się uświadomić społeczeństwo jak rzeczywiście wygląda bilans naszego bycia w Unii. Prawie wszyscy Polacy są przekonani, że więcej od niej otrzymujemy niż do niej dokładamy. Jak pisze Piotr Gabriel w artykule „Wytransferowani” („Do Rzeczy” 7-12.01.2020r.) w latach 2010-2015 co roku do naszego budżetu wpływała z UE średnio równowartość nieco ponad 2 proc. naszego PKB, a wypływało z niego nieco ponad 4 proc. PKB. Tak, więc netto bycia w Unii kosztuje nas, co roku ok. 2 proc. PKB Polski, czyli ok. 40 mld zł.

W środkach publicznych permanentnie przemilczany jest raport opracowany przez Fundację Republikańską „Bariery dla polskich przedsiębiorców działających na rynkach Unii Europejskiej”, który pokazuje problemy polskich przedsiębiorców obecnych na rynkach krajów Unii Europejskiej.

Polscy przedsiębiorcy często oznaczają swoje produkty jako wyprodukowane w UE, a nie w Polsce, ponieważ dzięki temu są one chętniej kupowane za granicą. Z niego dowiadujemy się, iż sytuacja polskich dostawców w najistotniejszych branżach eksportowych: stolarki otworowej, transportowej, rolno-spożywczej, kosmetycznej, jest komplikowana przez napotykane przez nich bariery formalne to np. przepisy, które wprowadza dane państwo i nieformalne to tzw. czarny PR. Cel takich działań jest jeden – ograniczyć a najlepiej wyeliminować polską konkurencję. Tu dobrym przykładem jest Francja. Dzięki jej staraniom polscy przedsiębiorcy mają w zasadzie zamknięty rynek, jeżeli chodzi o usługi transportowe w tym kraju.

Tomasz Cukiernik w artykule „(Nie) jednolity rynek”) „Do Rzeczy” 7-12.01.2020r. pisze o działaniach uderzających w polskie firmy m. in. konieczności wieloletniego przechowywania dokumentów związanych z transakcją, i to na terenie państwa docelowego, konieczności zawiadamiania z wyprzedzeniem o transportach wraz z precyzyjnym określeniem asortymentu i wagi, obowiązki informacyjne o produkcie i uciążliwych kontrolach urzędników sprawdzających, czy opis produktu jest zgodny ze szczegółowymi wytycznymi dotyczącymi opakowań, nagminnych przypadkach zatrzymywania przez policję samochodów, gdy tylko zobaczy polską rejestrację i o szczegółowych kontrolach, co 50 km. Do programów TVP nie zapraszani są kierowcy i przedsiębiorcy by opowiadali o tych szykanach. Powołując się na raport informuje „Polscy eksporterzy szacują, że ponad 30 proc. produktów eksportowanych do państw UE spotyka się z dyskryminacją (…) która generuje ok. 4 proc. całkowitej wartości eksportu.”

Jak Polacy mają nie być największymi euroentuzjastami skoro prawie nie mówi się o podwójnych standardach obowiązujących w Unii.

Pani Barbara Mahr, w listach do redakcji, w artykule „Dyskryminacja Polaków w Austrii?”, („w Sieci”, 16.05.2016, nr 20) opisała jak Urząd Pracy w Austrii (AMS), naruszając wszelkie prawa, klasyfikuje obywateli Polski stale mieszkających i pracujących w Austrii od wielu lat, a którzy stracili pracę i stali się bezrobotnymi jako pracowni­ków migrujących (Grenzganger), odsyłając ich do Urzędu Pracy w Polsce. W związku z taką decyzją AMS bezrobotny obywatel Polski w trybie natychmiastowym traci: środki do życia, ciągłość pracy, prawo do ubezpieczenia socjalnego, emerytalnego oraz wszelkie świadczenia socjalne (opiekuńcze na dzieci, jak również świadczenie rodzinne).

AMS nieświadomym Polakom podsuwa formularz Grenzganger niby do kontroli, a uzyskawszy podpis, odsyła po świadczenie dla bezrobotnych do Polski. Urzędy w Polsce nie wypłacają tych świadczeń, bo niby jak miałyby wypłacać zasiłek osobie, która przykładowo od 24 lat pracuje i odprowadza składki w Austrii.

Polska ambasada odsyła wszystkich interweniujących w tej sprawie do prywatnych adwokatów.

W hurtowni wielkiej sieci w niemieckim Cottbus wydzielono osobne kasy dla Polaków i osobne dla Niemców! Polacy robiący tam zakupy podkreślają, że kasjerzy potrafią agresywnie reagować na zwracanie uwagi, że to dyskryminacja.

Komisja Europejska zaak­ceptowała francuski deficyt budżetowy powyżej unij­nego pułapu 3 proc. PKB. Komisarz UE ds. budżetu Giinther Oettinger tłuma­czył to tym, że prezydent Fran­cji Emmanuel Macron „stracił autorytet ze swoim bu­dżetem na 2019 r.”, co wyni­ka ze zwiększonych wydat­ków w związku z masowymi protestami we Francji. To jed­norazowy wyjątek – po­wiedział.

Komisja Europejska apeluje o wstrzymanie robót związanych z przekopem Mierzei Wiślanej do czasu wyjaśnienia wszystkich wątpliwości. Nie martwiła się budową gazociągu Nord Stream 1 i 2 biegnącymi przez cały Bałtyk i grożącymi eko­logiczną katastrofą. Nord Stream 2 narusza unijne przepisy dotyczące ochrony siedlisk przyrodni­czych, a w wypadku ewen­tualnej katastrofy może mieć negatywny wpływ na całe Morze Bałtyckie. On nie jest dla Komi­sji Europejskiej problemem, jest nim li­czący kilkaset metrów prze­kop Mierzei Wiślanej.

Gorsza żywność dla Polaków. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przeprowadził badania żywności produkowanej na rynek zachodni i polski. Wyniki nie są zaskakujące: w dużej części żywność przeznaczona dla Polaków była gorsza.

Chipsy paprykowe Crunchips – mimo że opakowanie było identyczne, to w polskich sklepach jest o 25 g mniej chipsów. Polskie – smażone na oleju palmowym, zawierały glutaminian monosodowy, miały wyższą zawartość tłuszczu. Niemieckie – na słonecznikowym, bez wzmacniacza smaku. Producent dodał do nich proszek pomidorowy i serowy – czego zabrakło w polskich.

Serek Almette z ziołami – na obu opakowaniach była informacja: „100% naturalne składniki”. Niemiecki serek wyprodukowany był z twarogu, ziół, cebuli, czosnku i soli. Polski – zawierał twaróg, odtłuszczone mleko w proszku, cebulę, sól, czosnek, regulator kwasowości: kwas cytrynowy, zioła (0,1 proc.), naturalne aromaty. Regulator kwasowości, jako substancja dodatkowa, przeczył napisowi na opakowaniu, że serek Almette zawiera „100% naturalne składniki”.

Czekolada Milka z orzechami – w polskich sklepach miała mniej orzechów niż na rynku niemieckim.

Lipton Ice Tea Peach – w produkowanej na rynek polski było mniej ekstraktu z herbaty. Ponadto zawierała cukier, fruktozę i słodzik. Na rynku niemieckim – producent dodał tylko cukier.

Jakie skutki przyniosła tzw. dyrektywa transportowa przejdzie ze stratą dla naszych rodzimych przewoźników i niekorzystne dla Polski przepisy o delegowaniu pracowników. W zeszłym roku (2015 r.) wysłaliśmy do krajów UE ponad 400 tys. osób na 1,9 mln wszystkich oddelegowanych.

Ilu Polaków słyszało o przyjętej w 2018 r niekorzystnej dla polskiej gospodarki regulacji LULUCF (Land Use, Land-Use Change and Forestry) zmieniające dotychczasowe zasady gospodarki leśnej. To akt prawny, który pod pozorem wprowadzenia nowych zasad gospodarowania zasobami leśnymi ma doprowadzić w latach 2021-30 do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych w UE, a tak naprawdę jest kagańcem mającym na celu ograniczenie, a nawet upadku naszego przemysłu meblarskiego, papierniczego, producentów płyt, palet i celulozy. To, od przyszłej dekady ona będzie decydowała ile drewna z polskich lasów trafi do przemysłu, któremu zabraknie surowca.

Komisja zatrudnienia Parlamentu Europejskiego w 2018 przyjęła niekorzystne m.in. dla Polski przepisy dotyczące ubezpieczeń społecznych. Uderzają one w Polaków, którzy pracują czasowo za granicą. Zgodnie z nimi składki na ubezpieczenia społeczne trzeba będzie płacić tam, gdzie pracownik wykonuje największą część swojej pracy. Są one szczególnie niekorzystne dla polskich firm, w których zatrudnieni pracują na terenie dwóch lub więcej państw członkowskich. „To pozornie logiczne rozwiązanie grozi wielokrotnym w czasie kariery zawodowej zmienianiem systemów zabezpieczenia zawodowego – tłumaczy ekspert dr Marek Benio z think tanku Inicjatywa Mobilności Pracy,

Wszystkie nowe przepisy i propozycje dotyczące pracowników delegowanych, pakietu mobilności i ubezpieczeń pracowników stoją w sprzeczności z zasadami swobodnego przepływu osób, towarów i usług.

Co kryje się pod pojęciem neutralności klimatycznej do 2050 r.? Unijna polityka klimatyczna staje się coraz większym obciążeniem dla polskiej gospodarki opartej na węglu. Budowa systemów energii odnawialnej wiąże się z coraz większymi kosztami. Na skutek nałożenia na kopalnie węgla kamiennego podatku za emisję gazów cieplarnianych rośnie cena energii, co przekłada się na podwyżki w różnych sektorach gospodarki, a tym samym obniżką poziomu życia.

Prawie się nie mówi o skutkach podwyż­szenia kwot emisyjnych CO2 do poziomu, który jest zabójczy dla naszego prze­mysłu.

Co jakiś czas pojawia się w przestrzeni publicznej kwestia przyjęcia przez Polskę euro. Na ten temat nie ma w TVP prawdziwej debaty dotyczącej skutków takiej decyzji dla zwykłego obywatela. Będąc w Grecji, Słowacji, Litwie ich mieszkańcy ostrzegali nas byśmy tego nie robili. Jak mówili, ich politycy zapewniali o korzyściach jakie się wiążą z posiadania euro. Przekonywali, iż mimo pewnego wahnięcia wszystko wróci po kilku miesiącach do normy. Od chwili jego przyjęcia poziom życia znacząco się im obniżył, a chwilowe wahnięcie trwa do dziś. Na skargi do polityków, że ich okłamali, bo nie tak miało być, politycy odpowiadają krótko, skoro zgodzili się na jego przyjęcie, to muszą poczekać aż przyjdzie czas, że będzie lepiej. Na pytanie kiedy przyjdzie ten czas, odpowiadają – kiedyś przyjdzie. W TVP prawie się nie mówi o zagrożeniach dla gospodarki i niedomaganiach strefy euro.

Gdyby w telewizji publicznej jak i środkach przekazu wspierających prawicę wszystkie wymienione wyżej tematy były tak wałkowane jak:

o huraganie Dorian przez którego Donald Trump, odwołał swój przyjazd do Polski,
pożarze Katedry Notre Dame,
konkursie „Eurowizji Junior” i ich zwycięzcach Roksanie Węgiel i Viki Gabor,
pierwszym dziecku Harry’ego i Meghan, ich przyszłości po ogłoszeniu przez nich decyzji o rezygnacji z królewskich obowiązków,
nagrodzie Nobla dla Olgi Tokarczuk, itd.,

to Polacy nigdy nie byliby największymi euroentuzjastami.

Foto:internet