Motto: W polityce często najtrudniej jest dostrzec tak zwane oczywiste oczywistości (Aleksander Kwaśniewski)

Media informują, że Donald Tusk chce wystawić jako kandydata na Prezydenta RP szefa ludowców Władysława Kosiniaka-Kamysza. – „Według doniesień „Wprost” Donald Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich, natomiast ma swojego kandydata. Jest nim lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Sceptycznie odnoszą się do tego władze PO i niektórzy dziennikarze. W ubiegły piątek w Brukseli doszło do spotkania Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza. – Rozmawiali ze sobą 2,5 godziny – mówi informator „Wprost”. Podczas spotkania padł m.in. temat wyborów prezydenckich. – Donald Tusk powiedział Kosiniakowi, że uważa go za najpoważniejszego w tej chwili konkurenta Andrzeja Dudy. Dodał, że szef ludowców powinien kandydować na prezydenta, ale zastrzegł, że przy dużej liczbie kandydatów jest bardzo realne ryzyko, iż Władek nie wejdzie do II tury wyborów prezydenckich. Dlatego za główny cel Stronnictwo powinno sobie postawić wprowadzenie swojego lidera do II tury” – relacjonuje tygodnikowi działacz związany z ludowcami…

Mój komentarz:

Jesienią 2015 PiS wygrał wybory prezydenckie, ale nie oszukujmy się i powiedzmy sobie otwarcie, że nieznany wcześniej nikomu poseł Andrzej Duda został prezydentem w znaczącym stopniu dzięki Bronisławowi Komorowskiemu i Platformie Obywatelskiej. Bo walczący o drugą kadencję prezydent Komorowski, zwiedziony sondażami, które dawały mu 70% punktów procentowych popadł w zgubną dla niego butę i pewny zwycięstwa kompletnie zlekceważył kampanię wyborczą, a Platforma Obywatelska już wtedy odsłoniła swoje prawdziwe oblicze, a jej niegdyś skuteczna polityka miłości zmieniła się tak obłąkańczą nienawiść do wszystkiego, co prawicowe, że straszenie PiS-em przestało działać i Polacy, „z braku laku”, postanowili zagłosować na wygadanego Andrzeja Dudę. Słowem, nie bójmy się powiedzieć, że Andrzej Duda został prezydentem szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie będąc ani mężem stanu, ani urzędnikiem państwowym stosownie przygotowanym do pełnienia funkcji Głowy Państwa, o czym pisałem w notce pt. „Polityk, czy mąż stanu? Oto jest pytanie” – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/614972,polityk-czy-maz-stanu-oto-jest-pytanie , co zdaje się potwierdzać tezę, że Jarosław Kaczyński celowo namaścił Andrzeja Dudę, bo znał dobrze słabość jego charakteru, a do realizacji swoich planów takiego właśnie człowieka potrzebował.

Powiem więcej. Andrzej Duda z pewnością nie zostałby prezydentem, gdyby nie posłanka Beata Szydło i poseł Krzysztof Łapiński, którzy trzeba przyznać po mistrzowsku poprowadzili mu uwieńczoną sukcesem kampanię prezydencką, wykonując dla niego gigantyczną pracę w terenie na obszarze całej Polski, a Andrzej Duda przyjeżdżał już na gotowe zakładając polityczny bajer, co trzeba przyznać umie świetnie robić.

I tak, pierwszym kardynalnym błędem prezydenta Andrzeja Dudy był brak jego reakcji i bezwolne przyzwolenie na brutalne upokorzenie i bezpardonowe zrzucenie Beaty Szydło z fotela premiera przez bezwzględnego egzekutora Jarosława Kaczyńskiego, celem zastąpienia jej Mateuszem Morawieckim. A był to błąd kardynalny z tej przyczyny, że Beata Szydło była uwielbiana przez żelazny pisowski elektorat, a nielojalność Dudy w stosunku do Beaty Szydło, której de facto zawdzięcza prezydenturę, będzie mu zapamiętane na zawsze, tak, jak zapamiętano niegdyś Cimoszewiczowi nielojalność w stosunku do powodzian.

W kilka miesięcy później PiS wygrał wybory parlamentarne z przewagą sejmową. Ale mimo tego, iż Jarosław Kaczyński po wygranych wyborach zapowiedział, że nie będzie zemsty i odwetu, w podświadomości ludu pisowskiego tkwiła chęć zemsty na tych, którzy ich przez osiem lat w ordynarny i brutalny sposób wyśmiewali, lżyli i poniżali odżegnując od czci i wiary. I było to w pewnym sensie zrozumiałe, gdyż „dorzynania watah” i sikania na znicze złożone pod krzyżem przed Pałacem Prezydenckim po smoleńskiej tragedii narodowej po prostu zapomnieć się nie da.

I tak młody prezydent Duda stanął na czele zwaśnionego narodu podzielonego na dwie nienawidzące się wzajemnie połowy.

Paradoksalnie, ten społeczny podział mógł być wielką szansą dla młodego prezydenta Dudy, który stał się jedyną i ostatnią nadzieją na pojednanie zwaśnionych Polaków. Dlaczego? Bo PiS do takiej powszechnej zgody narodowej nie był w stanie doprowadzić, gdyż jego prominentni działacze, szczególnie ci starsi, jak Terlecki, Kuchciński, Lipiński, Macierewicz, et consortes,  którym powierzono decyzyjne stanowiska w państwie, – nie byli już w stanie zmienić swej anachronicznej mentalności obciążonej zaszłościami komuny, okrągłego stołu, na Smoleńsku kończąc, więcej o tym pisałem w notce pt. „Widziały gały kim kluczowe stanowiska w państwie obsadzały – vide: http://salonowcy.salon24.pl/740497,widzialy-galy-kim-kluczowe-stanowiska-w-panstwie-obsadzaly .

Dlatego ostatnią szansą na pojednanie Polaków stał się młody prezydent Duda, który pomagając PIS-owi w kampanii parlamentarnej 2015 spłacił dług wdzięczności wobec Jarosława Kaczyńskiego za wystawienie jego kandydatury w wyborach prezydenckich,-  czemu jednak, jak pokazało życie Andrzej Duda nie zdołał sprostać.

Dlaczego?

Bo w celu podjęcia próby pojednania zwaśnionych Polaków Andrzej Duda winien się był wtenczas od partii Jarosława Kaczyńskiego formalnie zdystansować, podobnie jak kilka lat wcześniej zdystansował się od Unii Wolności, w której był niegdyś prominentnym działaczem, – i zadeklarować publicznie, że czyni to w imię tego, iż rzeczywiście, a nie tak, jak prezydent Komorowski, chce być prezydentem wszystkich Polaków. Bo paradoksalnie, w realizacji tego wielkiego wyzwania prezydentowi Dudzie mógł pomóc fakt, że karierę polityczną zaczynał w partii premiera Mazowieckiego, co mu kiedyś wytknąłem na blogu, lecz po głębszym przemyśleniu sprawy doszedłem do wniosku, że to może mu przecież pomóc w odzyskaniu sympatii światka platformerskiego, które jego przejście z Unii Wolności do PIS-u potraktowało, jako zdradę.

Niestety konieczności zdystansowania się zarówno od opozycji, jak partii rządzącej prezydent Duda nie podołał, co w pewnym sensie rozumiem.

Bo z jednaj strony bał się narazić Jarosławowi Kaczyńskimu, a ze strony drugiej nie potrafił się wyzbyć kompleksu podświadomej uległości wobec „opiniotwórczego” salonu III RP”, którą to uległość na swój prywatny użytek nazywam „galicyjsko jagiellońskim kompleksem zaściankowego prezydenta Dudy” i bynajmniej nie o dynastię Jagiellonów mi chodzi – więcej pisałem na ten temat w notce pt. „Kompleksy prezydenta dudy” – vide: http://salonowcy.salon24.pl/753512,kompleksy-prezydenta-dudy .Bo moim zdaniem tego kompleksu Andrzej Duda nabawił się w czasie studiów i pracy na lewackim Uniwersytecie Jagiellońskim i dlatego właśnie swą karierę polityczną zaczął od Unii Wolności.

Nie bez znaczenia było także dla Andrzeja Dudy nad wyraz trudne godzenie ze sobą tradycji krakowskiego domu Kornhauserów z obyczajem warszawskiego klanu braci Kaczyńskich, co moim zdaniem było równie trudne, jak mojżeszowe przeprowadzenie Żydów przez Morze Czerwone.W tym miejscu należy także wspomnieć, że w finale kampanii prezydenckiej, nadgorliwie zapamiętałe palenie w polskim Sejmie świeczek chanukowych też się Andrzejowi Dudzie nie przysłuży. Zaś nadskakiwanie prezydentowi Trumpowi też mu punktów nie przysporzy. O klepniętej przez amerykański Senat ustawie 447 nie piszę, bo znowu powiedzą, że jątrzę i podjudzam.

I tak prezydent Andrzej Duda pełnił swą prezydenturę, że się tak wyrażę „w rozkroku”, próbując tak sprawować swój urząd, by wilk był syty i owca cała, co z czasem skutkowało tym, że pan Prezydent zaczął przypominać, przepraszam za wyrażenie „makaron bez-jajeczny”, zaś w serialu „Ucho Prezesa” stał się niesławnym Adrianem.

Zaś przysłowiową „kropkę nad i” postawiło bezwolne podpisywanie niedemokratycznie procedowanych po nocach nie do końca konstytucyjnych ustaw pisowskiej”reformy” sądowniczej w Komisji pezetpeerowskiego kacyka Piotrowicza, co sprawiło, że się do nas prawie cała Unia Europejska plecami odwróciła, a wielu pisowcom też się to nie spodobało.  Niebagatelnym był również fakt, że prezydent Duda zraził do siebie miliony polskich kobiet, także po stronie prawicowej, o czym pisałem w notce pt. „Panie Andrzeju! Negowania in vitro nie da się obronić” – czytaj: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/636479,panie-andrzeju-negowania-in-vitro-nie-da-sie-obronic .

O niezliczonych wizerunkowych wpadkach prezydenta Dudy nawet nie wspominam, bo zwyczajnie, po ludzku się wstydzę.

Reasumując, prezydent Duda miał zbyt słaby charakter by zdobyć się na odwagę odpępowienia się zarówno od partii rządzącej, jak opozycji, co spowodowało, że w oczach wielu Polaków pan prezydent Duda bezpowrotnie utracił wiarygodność.

Mówicie Państwo, że sondaże wskazują, co innego? No to przypomnijcie sobie, że Bronisław Komorowski miał do ostatniej chwili wspaniałe sondaże i wielkich hukiem przegrał wybory.

Dlatego choć mnie teraz ortodoksyjni pisowcy znów oplują uważam, że prezydent Andrzej Duda nie wygra walki o reelekcję.

Dlaczego?

Bo na dłuższą metę nie można być sprawnym prezydentem mając za sobą wsparcie jedynie połowy obywateli.

A jak już dawno temu w notce pt. „Tandem Kosiniak-Kukiz zalążkiem nowej jakości politycznej” – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/968766,tandem-kosiniak-kukiz-zalazkiem-nowej-jakosci-politycznej pisałem, że Władysław Kosiniak-Kamysz może zostać prezydentem, to zarówno pisowcy, jak platformersi wylali mi na głowę hektolitry pomyj i fekaliów i omal mnie nie zlinczowali.

Post Scriptum

Żeby wszystko było jasne, ja wcale nie twierdzę, że Władysław Kosiniak-Kamysz będzie prezydentem naszych marzeń. Wszakże uważam, że będzie prezydentem lepszym niż Andrzej Duda. A jak się Kosiniak-Kamysz nie sprawdzi, to się wybierze innego. Bo istota demokracji polega na dążeniu do optymalnie najkorzystniejszego wariantu metodą kolejnych prób i błędów. A teraz, najważniejszą sprawą dla Polski jest, by raz na zawsze skończyć z prowadzącą donikąd PO-PIS-ową dominacją na polskiej scenie politycznej. Bo bez takiego cięcia, – nasze sprawy nigdy nie ruszą do przodu.

Fot. facebook/KUKIZ15

Autor: dr Krzysztof Pasierbiewicz
Emerytowany nauczyciel akademicki, niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla polskiego państwa.