Teraz napiszę to, czego nie było w TV i w artykule.

1. To są nasłuchy wywiadowcze i są tajne. Instytucja może być „cywilna”, ale jest to element wspólnoty wywiadowczej, podobnie jak NSA. Instytucje są jawne, lecz obiekty tajne. Dlatego zwrócono się do wywiadu, który takimi materiałami dysponuje. Prawdopodobnie Szwedzi zawiadomili oficjalnego łącznika AW. Ten, zgodnie z zasadami, musiał poinformować Warszawę depeszą i w taki sposób otrzymać odpowiedź. Drugą ewentualnością jest wizyta warszawskiego łącznika Szwedów na Miłobędzkiej. W obu przypadkach zostają ślady (depesze, zezwolenia na wjazd, itp).

2. Nie można mówić, jak dzisiaj powiedział ktoś z komisji Millera, że to nie były informacje oficjalne i były nieprzydatne. To bzdura. To były informacje operacyjne i wszystkie winny zostać wykorzystane. Komisja czekała na materiały rosyjskie, bo one były oficjalne? To śmieszne. Nie znam się na samolotach, ale na pracy operacyjnej i procedurach administracyjnych tak. Wiem też, że w takich przypadkach państwo angażuje wywiad, aż do przesady, bo wszystko jest potrzebne.

3. Każdy nośnik i dysk w AW ma numer i klauzulę „Ściśle Tajne”. Jego zniszczenie podlega specjalnym procedurom, a przedtem musi zostać „zbackapowany”. każdy komputer, poza wydzielonymi również zarejestrowanymi, jest w sieci, więc istnieje serwer. na protokole zniszczenia nośnika winien być jego numer oraz SPIS DOKUMENTÓW (DANYCH), KTÓRE ZAWIERAŁ, wraz z ICH OPISEM. Protokół ma również klauzulę „ściśle tajne”. Jeśli cokolwiek zniszczono bez tego, to popełniono przestępstwo. Z nośników oficer rozlicza się tak, jak z dokumentów ściśle tajnych. Jeśli takie dyski/pendrivy/ce-romy nie zostały zaksięgowane przed użyciem i nie nadano klauzuli, to oznacza, że materiały ściśle tajne były umieszczane na nośnikach, które nie spełniały wymogów ustawowych. To też przestępstwo. Zniszczenie pięciuset nośników to proces zorganizowany. Tłumaczenie tego, koniecznością wymiany na nowe, nie tłumaczy takiej ilości w tak krótkim czasie. Tym bardziej, że AW, a szczególnie ten sektor dysponował najnowocześniejszym sprzętem.

4. Na nośnikach zwykle są nie tylko nagrania, ale również raporty, depesze i wszelkie dokumenty potrzebne w pracy operacyjnej. W papierowych teczkach są właściwie tylko wydruki. na podstawie dysków można też odczytać, kto zapoznał się z dokumentem. Kto miał do niego dostęp i kto „wchodził” w czyj komputer na podstawie prawa dostępu. Czasem oficer nie miał nawet świadomości, że szef może zobaczyć jego konto i odczytać dokument, zmienić go nawet po zatwierdzeniu (były takie wypadki).

5. W artykule jest fragment o braku praktycznie pracy na kierunku wschodnim. Niestety, gdybym podał konkretne przykłady zaniechań i dziwnych decyzji popełniłbym przestępstwo, ponieważ to jest ściśle tajne.

6. Nadal uważam, że wszystkie symptomy świadczą o intencjonalnym działaniu niektórych osób zawiadujących przez osiem lat AW. Dlaczego? Mam własną opinię. Jej część przedstawiłem w wywiadzie dla „GP”.

7. Sojusznicy dobrze o tym wiedzą moim zdaniem i wcale nie zdziwią się, gdy te informacje wypłyną. Ujawnienie tego nie jest „deprecjacją AW”, bo już bardziej zdeprecjonować się jej nie da, ale konieczną próbą oczyszczenia i odpowiedniego ustawienia. Doszliśmy do stanu, powtarzam raz jeszcze, że już nic pod dywan zamieść się nie da, bo nie ma pod nim miejsca. Tak zwane „dobro służby” jest wyłącznie agenturalną pułapką, w której tkwimy od 25 lat.

8. Możecie powiedzieć, że jestem zdrajcą, idiotą oraz paranoikiem. Wolę nim być sto razy bardziej, niż czekać na następny artykuł ;ub audycję redaktora Michał Rachoń. To przecież miał być polski wywiad i wierzę, że jest, bo tam, „na dole” pracują ludzie, którzy są tak samo przerażeni, jak czytelnicy i telewidzowie. Szczególnie, gdy dowiedzieli się, jak ich patriotyzm został zmanipulowany, przez tchórzostwo garstki ludzi, którzy widzieli wyłącznie stołek i apanaże.