Przy analizie i ocenie różnych wydarzeń i działań pomocna bywa perspektywa porównawcza. Otóż polska Straż Graniczna na granicy z Białorusią w sprawie migrantów robi dokładnie to samo (pozaprawne deportacje), co zaczęła robić Litwa po tym, jak Łukaszenka wepchnął jej 4 tysiące migrantów, czy ostatnio Łotwa, która wprowadziła nawet stan nadzwyczajny, Grecja i Albania ( przy cichym wsparciu unijnego Frontexu), czy Hiszpania w Ceucie.

Wszyscy liczący się politycy w Unii Europejskiej są zgodni, że nie może być powtórki z 2015 roku. Takie działania spotykają się – i nic dziwnego – z krytyką ze strony pozarządowych organizacji humanitarnych, choć w Polsce jest ona silniejsza niż gdzie indziej i w dodatku skrajnie histeryczna.

Nie znalazłem natomiast śladów, by takie działania rządów i służb granicznych spotykały się poza Polską z histeryczną krytyką ze strony parlamentarzystów. Działacze humanitarni mają swoje cele i nie należy do nich troska o los własnej wspólnoty, natomiast należy troska o tych obcych.

Politycy, także z opozycji, mają gdzie indziej poczucie, że pełniąc swoje role muszą brać pod uwagę los wspólnoty, którą reprezentują.

Histeryczny, uogólniony antypisizm osłabia u nas to poczucie odpowiedzialności. Na szczęście dla opozycji nie osłabił go u jednego, ale najważniejszego opozycjonisty – Donalda Tuska, który jasno zadeklarował, że granica musi być szczelna i strzeżona. To on, a nie Szymon Hołownia, który rozwodził się o potrzebie serca, ocalił honor polskiej opozycji.

Autor: Ludwik Stanisław Dorn
Polski polityk i publicysta, w 2007 marszałek Sejmu V kadencji. W latach 1997–2015 poseł na Sejm III, IV, V, VI i VII kadencji, współzałożyciel partii Prawo i Sprawiedliwość i jej wiceprezes w latach 2001–2007, w latach 2005–2007 wicepremier oraz minister spraw wewnętrznych i administracji w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego.