Obok nas funkcjonuje wiele sklepów. Skupmy się na tych najmniejszych, budkach czy warzywniakach. Właściciel sam jeździ, kupuje towar na giełdzie, dba o klientów. Sklep przynosi mu dochód, bo nie ma kosztów: pracowników, obsługi – poza księgowością. Na wszystko starcza, na utrzymanie siebie i rodziny. Żyje skromnie, ale może utrzymać rodzinę.

W wielu wsiach są jeszcze sklepy geesu, czyli w posiadaniu członków gminnych spółdzielni… Zatem dochód powinien trafić do kieszeni tylu osób, ilu członków liczy spółdzielnia. Jaka jest rzeczywistość? Najpierw musi starczyć na „wypasioną” pensję prezesa, później na jego ” złotego mercedesa”, po kolei dostają „najbardziej zasłużeni pracownicy”, w końcu  koszty inne jak światło, gaz, telefony.

Jak wytłumaczyć patologię w wielu geesowskich sklepach, gdzie czas się zatrzymał w wystroju i myśleniu, że brak dochodów dla członków, prywatnych właścicieli, Zarząd i Rada tłumaczą „polityką spółdzielni”????

Przez lata deficyt na działalności handlowej łatano pieniędzmi z wynajmu innych placówek. Wychodziło na zero!
Patologie homo sovieticusa sięgają gmin. Do dziś „królem Ubu” jest prezes i jego świta. Władza i profity, jakie płyną, są ważniejsze niż zdrowy, ekonomiczny rozsądek.

Udało się w Sejmie pokazać patologie, złodziejstwo, marnotrawstwo, rozrzutność.
Poszedł przykład z góry. W Polsce jest jeszcze 1200 Gminnych Spółdzielni.

Prezesi i Rady Nadzorcze drżyjcie! I po was przyjdzie Prokurator Krajowy. Sprawdzi bilanse i brak Uchwał Walnego Zgromadzenia na zgodę członków, żeby okradać ich z dochodów. Bo nie wierzę, żeby jakikolwiek prezes zadbał o takie uchwały. Deficyt na działalności handlowej (kiedy panu z budki warzywniaka starcza na utrzymanie rodziny) to przejaw niegospodarności i nierzetelności. W innych firmach sygnał, aby odwołać prezesa i radę nadzorczą. Tylko nie w gminnych spółdzielniach, gdzie komunizm kwitnie w najlepsze.

Od zgłoszeń o możliwości popełnienia przestępstwa wobec członków spółdzielni załamie się prokuratorskie biurko…

Prezesi! Dobrych snów o wolności!

autor: Sajetan Tempe