Dyktator i dyrygent. Felieton niepoważny Tomasza Trzcińskiego

Strona główna/Kultura/Dyktator i dyrygent. Felieton niepoważny Tomasza Trzcińskiego

Dyktator i dyrygent. Felieton niepoważny Tomasza Trzcińskiego

Motto:

„…jadą sobie zwłoki czyjeś,
rodzinka łka
on już umarł – a ja żyję
wesoło mi, cha – cha !”

Jerzy Jurandot: „Wesoło mi”

Był dosyć chłodny poranek 5 marca, roku pańskiego 1953. Kilka godzin wcześniej w niewyjaśnionych do końca okolicznościach skonał w swojej willi pod Moskwą, w otoczeniu najbliższych współpracowników krwawy wódz ZSRR, tryumfator II Wojny Światowej, Iosif Wissarionowicz Stalin czyli Gruzin Szoszo Dżugaszwili, radziecki rewolucjonista i póżniejszy dyktator, sławny z najgorszych zbrodni przeciwko ludzkości, w tym najbardziej przeciw tym narodom, którymi jako satrapa w funkcji sowieckiego imperatora sam władał i miał, żeby tak powiedzieć, do swojej i swoich służb, wyłącznej dyspozycji.

Gazety Moskwy i podległych jej państw ludowego kominternu wybiły we wszystkich krajach, i miastach bloku wschodniego fakt ten największymi z możliwych czytelnych czcionek, i czarnymi literami ogłosiły światu złowrogą traumę. Dla beneficjentów komunizmu żałoba i trwoga z tego faktu płynąca była oczywista. Jednak wśród narodów bloku wschodniego, uciskanych przyjacielskimi kamaszami Stalina, eksplodowała głęboko skrywana i bezgraniczna radość. Nareszcie…

Liczono nawet trochę i na to, że podniesie się choć na chwilę żelazna kurtyna, ale nie wiedziano że już dawno łańcuchy jej mechanizmów rozkradziono na wódkę, a samą kurtynę głęboko wbetonowano, by komuś nie przyszło do głowy uniesienie jej choćby na milimetr. Dla niektórych, spośród kilku otaczających dyktatora podwładnych, taka dziura w płocie komunizmu mogła by być nawet zbawienna. Śmierć satrapy oznaczała w dyktaturze sowieckiej potężne trzęsienie ziemi, tornado na szczytach i aresztowania na wszystkich szczeblach władzy. Można to przyrównać do rzezi niewiniątek, zwłaszcza że już samo zejście Josifa Wasirionowiecza było dosyć zagadkowe. Podobnych jemu, tyle że niższych stopniem „niewiniątek” zaś nie brakowało.

Niesłychany jak na tę okoliczność traf zechciał, że w tym samym dniu, w cieniu Wielkiego Wodza odszedł na zawsze także inny sławny w świecie, i zamieszkujący w ZSRR obywatel, symbol komunistycznego dobrodziejstwa i rewolucyjnej muzycznej neosztuki, wielki radziecki artysta, kompozytor, i pianista-wirtuoz – tow. Sergiusz Prokofiew. Fakt ten odnotowano w tych samych co i w przypadku śmierci Josifa Stalina gazetach, ale już małym druczkiem w dolnym rogu ich pierwszych stron, by tylko nieliczni mogli się zorientować, czyja smierć miała dla świata mniejsze znaczenie. System płakał wielkimi czarnymi łzami po swoim największym unicestwiaczu.

Sergiusz Prokofiew, wychowanek paryskiego konserwatorium i najlepszej, jak na owe czasy szkoły kompozytorskiej pod dyrekcją sławnej pedagog Nadii Boulanger od czasu, gdy hucznie powrócił do ZSRR, uważany był za głównego reprezentanta muzyki radzieckiego socrealizmu, i wojującego antyburżuazyjnego antyformalistę, sławiącego w swojej niezwykłej sztuce dobrodziejstwa dokonań sowieckiego imperium. Z biegiem czasu dawał temu wyraz coraz głębij, w coraz bardziej ponurych i dekadenckich kompozycjach, o ciężkawej późnoromantycznej formie a także w stylistyce, uciekającej w banał i ironię przeszytą bolesnym sarkazmem. Szczytem tych osiągnięć jest choćby uważany za arcytrudny wykonawczo i wyjątkowo szaleńczy w wyrazie jego 5. Koncert Fortepianowy.

Rankiem owego pamiętnego dnia, gdy świat budziła wiadomość o śmierci ojca Narodu Radzieckiego a przy okazji także o śmierci wielkiego artysty Sergiusza Prokfiewa, katowickimi ulicami zmierzał na próbę Wielkiej Symfonicznej Orkiestry Polskiego Radio jej słynny polski dyrygent Grzegorz Fitelberg, mijając po drodze wyeksponowane na wystawach kiosków nagłówki wszystkich gazet, a szczególnie jednej, PRL-owskiej tuby radzieckiej propagandy czyli Trybuny Ludu, głoszącej śmierć Josifa Stalina. Wokół panowała grobowa cisza, życie zdawało się, zupełnie zamarło. Tylko ptaszki najbezczelniej, i radośnie wieściły zbliżającą się wiosnę. Stanąwszy przed orkiestrą Fittelberg zauważył wśród muzyków niemałe podniecenie. Nastrój, który panował był dosyć jednoznaczny.

Jako świetny psycholog postanowił więc rozładować to napięcie, podkreślając na swój sposób doniosłość i wyjątkowość chwili.

– Szanowni Państwo,

zwrócił się do członków wielkiej radiowej orkiestry nader uroczyście jej sławny dyrygent,

– dzisiaj w nocy jak zapewne wszyscy Państwo już wiecie zmarł w Moskwie wielki człowiek. Opuścił ten świat ktoś, komu ludzkość zawdzięcza wielki kulturowy wkład w jej dzieje, Europa w historię światowej rewolucji i przemianę kultury, a także nadzwyczajny rozwój cywilizacji socjalistycznej. Powstańmy więc i uczcijmy jego pamięć minutą ciszy, uczcijmy pamięć wielkiego człowieka.

Muzycy, co nieco zdumieni, ale i przejęci bez szmeru powstali z miejsc. Nastała długa minuta grobowej ciszy. Obecni rutynowo na sali, i zawodowo prawie niewidoczni funkcjonariusze urzędu bezpieczeństwa publicznego nie posiadali się z radości. Towarzysz dyrygent Fitelberg przeszedł ich najśmielsze oczekiwania, i spełniał pokładane w nim od tylu lat przez komunistyczną partię nadzieje. I oni podnieśli się ze swoich miejsc. A gdy po tej długiej minucie czczenia grobową ciszą pamięci wielkiego człowieka muzycy usiedli wreszcie na swoich miejscach, i wzięli w ręce ostygłe z żalu instrumenty, Fitelberg, z iście figlarnym grymasem na twarzy dorzucił:

– Słyszałem że Stalin też dzisiaj umarł?

Fazit: Stalin przeszedł do historii jako potwór i zbrodniarz. Prokofiew jako, mimo wszystko dzielny, cierpiący w sowieckiej Rosji artysta i wizjoner muzyki, i sztuki. Artysta tworzący bardzo osobliwą i pełną wyrazu, niezwykłą sztukę dźwięku. Za to cenią go do dzisiaj muzyka i muzycy, pamięta historia tej dyscypliny kultury. Ale, ciekawe jest, że odeszli obydwaj akurat w tym samym dniu co i Stalin. Nieszczęścia odchodzą parami? A może seryjni samobójcy to nie jest wymysł naszych czasów? Dodajmy że z relacji świadków wynika, że radziecką towarzyszką życia Prokofiewa była wysoko postawiona funkcjonariusz KGB, pani oficer, i prawdopodobnie ta sama osoba, która postarała się o to, by jego pierwszą, przywiezioną z Hiszpanii żonę, skutecznie odesłano. Skutecznie i na zawsze, tam, skąd już się na ogół w Rosji sowieckiej prędko nie wracało. O ile wracało się stamtąd w ogóle. Stało się to podobno za wiedzą i zgodą Prokofiewa. Czegóż przecież nie robi się dla sztuki…

Grzegorz Fitelberg zaś wiele lat później, przeniósłszy się służbowo do Warszawy, by pokierować artystycznie Orkiestrą Filharmonii Narodowej, i wypełniając w druku formularza rubrykę: życiorys, wpisał:

„Patrz – leksykon!”

I za to także bardzo go cenimy!

By |2019-09-19T00:48:23+01:00Wrzesień 18th, 2019|Kultura|Możliwość komentowania Dyktator i dyrygent. Felieton niepoważny Tomasza Trzcińskiego została wyłączona

About the Author:

Tomasz Trzciński
Tomasz Trzciński - polski pianista, dyrygent, kompozytor i aranżer. Studiował teorię muzyki i kompozycji w Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku a następnie kontynuował studia na Uniwersytecie im. Johannesa Gutenberga w Moguncji (RFN) studiując fortepian pod kierunkiem wybitnej polskiej pianistki - Prof. Lidii Grychtołówny, a także dyrygenturę orkiestrową, i chóralną u maestro Prof. Josharda Dausa. Interpretację muzyki współczesnej pogłębiał u Prof. Manfreda Reicherta (Ensemble 13). Muzykę jazzową studiował u sławnych muzyków: Vitolda Reka (cb.) (Witold Szczurek) i prof. Janusza Stefańskiego (dr.). Artysta prowadzi od lat intensywną działalność koncertową, twórczą i wydawniczą, oraz pedagogiczną. Tomasz Trzciński odznaczony został w roku 2018 medalem Zasłużony Kulturze - Gloria Artis w kategorii muzyka przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który nadawany jest osobom szczególnie wyróżniającym się w dziedzinie twórczości artystycznej, działalności kulturalnej lub ochronie kultury i dziedzic-twa narodowego Jego główną domeną i pasją są wirtuozowskie fortepianowe improwizacje solowe, których jest eksploratorem i innowatorem. Kształto-wanie własnego stylu rozpoczął już odroku 1999. Realizacja koncertowych – improwizowanych suit fortepianowych, opublikowanych w cyklu Piano Exploration Vol. I-VIII (2014) dała jego muzyce trwały fundament. Idee te wzbogacał w latach 2005-2014 o interpretacje dzieł współczesnych polskich i światowych twórców na projektach Dialogi z fortepianem. W latach 2014-2018 dokonał znaczącego roz-woju idei twórczej łącząc dotychczasowe doświadczenia z inspiracjami płynącymi z polskiej muzyki klasycznej, religijnej jak i patrio-tycznej, ludowej, filmowej oraz jazzu. Powstające wóaczas na żywo i efektowne dzieła koncertowe opublikował w sieci, na płytach CD, i w filmach. Do wybitnych osiągnięć artysty należą albumy: ◆ "Niezwyciężonym" (2016) - z koncertów w Muzeum Powstania Warszawskiego, i Belwederze z projektu „Rotmistrz Pilecki - Bohater Niezwyciężony” pod patronatem honorowym Prezydenta RP dr Andrzeja Dudy. Dzieło zamówione przez Narodowe Centrum Kultury, i zadedykowane Powstańcom Warszawskim, Żołnierzom Wyklętym i Rtm. Witoldowi Pileckiemu. ◆ "Co mu w Duszy Grało" oraz "Live in Wadowice" - z koncertów w Szczecinie, i Wadowicach (2014-2017) poświęconych osobie i przesłaniu Św. Jana Pawła II: ◆ "Polskie melodie" Vol. 1 i Vol. 2 (2017) - cykle zawierające wirtuozowskie interpretacje znanych polskich pieśni, melodii ludowych, i kolęd. ◆ "Magic Music" (2015) - collage muzyki elektronicznej, dźwięków natury, utworów Fryderyka Chopina, i improwizacji. Tomasz Trzciński jako pierwszy pianista na świecie dokonał własnych koncertowych interpretacji najsłynniejszego dzieła solowego Keitha Jarretta - THE KÖLN CONCERT, wydając je na albumie 2CD pt. "Blue Mountains" (2006), i do sieci, w zbiorach: "Around The Köln Concert", Vol. I i II (2006/2009), oraz "Fantasia" (2016). Nagrania te mają na platformie You Tube miliony wyświetleń. Otrzymały także cenne recenzje polskich i zgaraniczynych słuchaczy: „Słucham tego nagrania po raz kolejny z nieukrywaną satysfakcją… ta wersja rozszerza mój odbiór.“ (Dr Jakub Żmidziński z UA w Poznaniu o Blue Mountains, Prace Pienińskie nr 27). "Jego frazowanie, dobór temp, wydobycie dźwięku (uderzenie), skala dynamiki jaką dysponuje, dyskretne użycie elementów perkusyjnych – wszystko to jest indywidualnym osiągnięciem pianistycznym, i to jakim!" Trzciński ukazuje się jako wybitny wirtuoz i wyrafinowany artysta dźwięku. (Dr Heinrich Brinkmöller-Becker dla NRWjazz.de w recenzji po koncercie w Planetarium w Bochum) Artystę prezentowano wielokrotnie w głównym radio publicznym WNYC, w Nowym Jorku, USA, w audycji New Sounds cenionego krytyka muzycznego Johna Schaefera. Jego nagrania zajęły trzykrotnie pierwsze miejsca, i wiele złotych wyróżnień, w rankingu popularnego brytyjskiego portalu muzycznego BEAT100 (2012-2015). W komercyjnych mediach streamingowych liczba odwiedzin jego utworów przekracza 10 milionów wejść. Tomasz Trzciński to także autor fortepianowych transkrypcji utworów sławnego afrykańskiego muzyka jazzowego – Abdullaha Ibrahima (vel Dollara Branda), wydanych w zbiorze African Songs przez Schott Music International Mainz (2013), a także licznych aranżacji dla orkiestr symfonicznych, i dętych, z którymi współpracuje jako instruktor, i dyrygent. Obok muzyki Tomasz Trzciński pasjonuje się także fotografią pejzażową, którą można obejrzeć wmultimedialnej galerii internetowej na jego stronie.