Dziękuję Panu, panie  Kukiz, że zrezygnował Pan z konwencji wyborczej w dniu rocznicy Powstania Warszawskiego.
Nie lubię pisać nic o Powstaniu. Nie będę zastanawiać się nad sensem 1 Sierpnia, powodami historycznymi wybuchu, spiskiem czterech mocarstw, bo to jest rocznica setek tysięcy ludzi, z których większość zginęła, wplątanych przez siły, często dla nich niezrozumiałe, w koszmar nie do wyobrażenia. I jak zwykle, to właśnie ci Ludzie zrobili wszystko, by pokazać, że jakieś wartości w ogóle istnieją i nie podlegają politycznym targom. Nawet, jeśli obrona tych wartości kończy się tragicznie. I tylko o tych Ludziach należy dzisiaj pamiętać. To ich bohaterstwo i tragedia czyni Powstanie Warszawskie unikatem w skali całego świata.
Pochodzę z typowo warszawskiej rodziny. Jestem jednym z niewielu Warszawiaków „z dziada pradziada”. Większość mojej rodziny zabrała wojna. Ci, którzy pozostali, przeżyli w tych ruinach i tułali się dość długo tułali się po „drewniakach” i „barakach”, patrząc jak przyjezdni otrzymywali godziwe warunki życia. Taki był los ocalałych Warszawiaków. Szczególnie tych „zwykłych”.
Z mojej rodziny nie wielu żyje jeszcze. Ja sam urodziłem się, na szczęście, dwanaście lat po wojnie i „ominęły” mnie lata wychodzenia z ruin. Pamiętam jednak ostatnie ekshumacje podczas rozbierania „parterowej Marszałkowskiej” i budowy „Ściany Wschodniej”. Babcia zabierała mnie na te budowy, bo tam można było spotkać warszawiaków, wspominających i obserwujących budowniczych wydobywających ciała Powstańców, cywili i Niemców. „To jest Warszawa – mówiła babcia – Tu wszędzie są jakieś wspomnienia. I ciała. Pamiętaj o nich. To zawsze będzie twoje miasto i twój kraj”. Takie lekcje patriotyzmu pamiętam ze spotkań rodzinnych. Babcia, jej brat, znajomi, gadali, wspominali, klęli. Brali mnie niekiedy na kolana, częstowali kapką taniego wina i mówili: „Pamiętaj, synku, nieważne jakie kutasy tu rządzą. To twoje Państwo. Nie wiesz, co to znaczy, gdy go nie ma. Tęsknisz nawet za tymi kutasami. Oni przeminą, a ty cały czas będziesz myślał i wkurwiał się w swoim języku”. Wymawiali Państwo z nabożnym niemal akcentem. Właśnie nie „Polska”, a „Państwo”. PRL nie przechodził im przez gardło. Przed wojną biedowali. Po wojnie też, ale to było ich „Państwo” i zabijaliby każdego, kto chciałby im Je odebrać, chociaż prześladowały ich twarze żołnierzy i konfidentów, ginących tak samo głupio i niechętnie. Pili więc dalej, aż niektórzy zapili się na śmierć, a ja patrzyłem jak blakną ich krzyże walecznych. Nigdy nie chcieli żadnych zaszczytów, a walkę z wrogiem traktowali jako oczywisty obowiązek każdego Polaka. Obawiam się, że obecnie, z takim podejściem do historii i wojny, odmówiono by im prawa do bycia patriotami. Nie walczyli przecież z komuną, lecz mieli ją gdzieś i nie bali się o tym mówić. Warszawiacy mieli zawsze rogate dusze.
Dwa lata wziąłem udział w Rowerowej Masie Powstańczej. To była wspaniała impreza. Bez żadnej polityki, znaków partyjnych, haseł wyborczych. Jechaliśmy wszyscy szlakiem Powstańców razem, zjednoczeni chęcią, a nie koniecznością, upamiętnienia Powstania. Każdy mógł przyjść i pojechać z nami. Tak też się stało. Obawiam się, że rocznica Powstania stanie się w tym roku tylko i wyłącznie okazją do agitacji wyborczej. Boję się tego, bo rządzą nami mali ludzie. Nikomu nie wolno wykorzystywać Powstania Warszawskiego, by „przyłożyć” komukolwiek. Zbyt wielu Ludzi zginęło i zbyt wielu poniosło konsekwencje ich śmierci.
Raz jeszcze, dziękuje Panu, panie Pawle Kukiz.