Te właśnie słowa utkwiły mi najmocniej w pamięci po wielogodzinnym spotkaniu na warszawskim Stadionie Narodowym w upalną sobotę 18 lipca. To było moje drugie spotkanie z O. Johnem Bashoborą. Wcześniejsze miało miejsce kilka lat temu,  w Łodzi, na murawie podrzędnego boiska, bez infrastruktury niezbędnej przy ogromnych zgromadzeniach. Zasłuchanych w głoszone Słowo były wtedy niezliczone tłumy.

Tchnij mocWygodniej, „cywilizowanie” jest oczywiście na Stadionie Narodowym. Parkingi, klimatyzacja, sanitariatów bez liku, mała gastronomia, nagłośnienie, telebimy, znakomita widoczność z każdego miejsca.  Sprawnie działające służby, wolontariusze, podział na sektory niewątpliwie ułatwiają życie przybyszom z różnych stron Polski. Chętnych wysłuchania O. J. Bashobory było ponad 50 tys.

Archanioł na Stadionie NarodowymImponująco wyglądał ołtarz w kształcie Biblii. Nieopodal niebotyczny krzyż, wielka Ikona Matki Bożej Częstochowskiej od paulinów z Jasnej Góry i figura św. Michała Archanioła, pogromcy Złego. W tym skromnym sztafażu kapłan Ojciec J. Bashobora i towarzysząca mu tłumaczka. (Wiele godzin stało za nimi mnóstwo czerwonych pustych krzeseł, które zapełniły się kapłanami podczas Mszy Św. Wcześniej siedzieli tam tylko arcybiskup Henryk Hoser i biskup Marek Solarczyk).

O. John Bashobora na Satdionie Narodowym w Warszawie - fot. Małgorzata KupiszewskaMożna spekulować, co skłoniło ludzi do wzięcia udziału w Rekolekcjach Na Stadionie. Można także dywagować, co jest magnesem uczestniczenia w takim spotkaniu. Czego szukają i co znajdują śpiewający radośnie ludzie, wciągający raz po raz ręce w górę.

J. Bashobora na wstępie kilkakrotnie powtórzył: „Jesteście tu dla Jezusa”. (Dziennikarzy poprosił, aby mu nie przeszkadzali, strzelając z wielkich luf nowoczesnych aparatów). Zapytał też na początku, czy wszyscy przynieśli Biblię. Bo spotkania z o. J. Bashoborą to odkrywanie Słowa. To studiowanie go, analiza, zrozumienie. To czas na zatrzymanie się nad tym, co nieprzemijające. To przypominanie sobie archetypów zachowań: króla Dawida, Abrahama, Zacheusza.

Polacy na spotkaniu z Ojcem Johnem Bashobora na Satdionie Narodowym w Warszawie - fot. Małgorzata KupiszewskaOjciec J. Bashobora miał trzy konferencje. Każda ponad półtorej godziny. Na stojąco. W upale. Pierwsza dotyczyła przebaczenia. A w wyniku przebaczenia – przemiany. By, człowiek już zmieniony, miał siłę zmieniać innych. Zwłaszcza umiał naprawić to, co w jego życiu najcenniejsze, rodzinę.

W drugiej konferencji Ojciec z Ugandy położył nacisk na bliskość relacji z Jezusem. Zapewnił: „Przyjdzie deszcz, nawodni życie, ono przyniesie owoc, w zamian miłość i błogosławieństwo”. Stwierdził: „Jeśli nie dotkniesz Boga, pójdziesz do piekła”. Nie dziwiło zatem wołanie kapłana: „Dotknij Panie, chciałbym czynić Twoją wolę”.

Ojciec John Bashobora na Satdionie Narodowym w Warszawie lipiec 2015 r. - fot. Małgorzata KupiszewskaZadziwiało mnóstwo wolontariuszy (podobno ponad półtora tysiąca osób zgodziło się pójść z pomocą w organizacji wielkiego przedsięwzięcia. Byli widoczni z daleka ubrani w zielone koszulki). Po płycie boiska spacerowały rodziny z dziećmi, które były wyjątkowo grzeczne. I zdumiewały kolejki do spowiadających księży. Zupełnie tak, jakby uczestnicy Rekolekcji na Stadionie postanowili, wbrew temu, co chciano by widzieć, wrócić naprawdę do domu odmienionym.

Ojciec John Bashobora na Satdionie Narodowym w Warszawie - fot. Małgorzata KupiszewskaOjciec John Bashobora potrafi żartować. W czasie konferencji do zebranych na stadionie powiedział: „Wiem, że nazywają was tu moherami… Musicie być moherami, którzy są silni Duchem Świętym, musicie być nim nasiąknięci. Nie możecie wyschnąć, musicie przekazywać miłość, którą dostaliście, dalej, choćby małym uśmiechem”. I przekonywał: „Musisz być moherem, który nie wysechł. Przekazuj miłość, którą dostałeś. Napotkanemu człowiekowi powiedz: „Szczęść Boże”. A kiedy ciebie nie zrozumie, powiedz mu: „Dzień dobry. Kocham cię. Mnóstwo ludzi nie wie, że są kochani”.