Piotra Wrońskiego poznałem po wywiadzie jaki ukazał się w tygodniku”WSieci”, gdzi opowiedział jak było w dniu zamachu Smoleńskiego. Opisał wtedy jako pierwszy jak działały służby w Polsce w momencie największej tragedii narodowej. Wtedy zespół redakcyjny Pressmania.pl zaproponował Pułkownikowi pisanie na naszym portalu.

Oczywiście w trakcie rozmowy zapytał nas, czy się nie boimy łatki SB-eka. Powiem szczerze, nie mieliśmy tych wątpliwości, bo Wroński pokazał klasę opisując w książce kulisy śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Mało tego odważył się na czyn, który do tej pory nie zdarzył się żadnemu oficerowi w III RP. W dodatku rozliczył się ze swoją przeszłością. Wartym jest podkreślenia fakt, że większość swojego życia przepracował w służbach specjalnych III RP, pracując na bardzo trudnym kierunku wschodnim. Odnosił sukcesy, ale o tym się nie mówi. Krytykują go ludzie nie mający zielonego pojęcia o specyfice jego pracy.

Piotr Wroński zawsze był lojalny Polsce i jej służył. To w wolnej Polsce awansował do stopnia Pułkownika, czego też nikt stara się nie zauważać. Mając to wszystko na względzie uznałem za konieczne by odnieść się do tego, co wyprawia Grzegorz Jakubowski, podobno dziennikarz „Gazety Finansowej”.

Nasz kolega redakcyjny nie jest zaskoczony tym faktem. – Jak się spodziewałem zaczyna się grilowanie i atak. Podobno napisał to dziennikarz. jeśli tak, to powinien sprawdzić kim jestem. Nie od dwóch dni, a od ponad roku i do emerytury dorabiam pisaniem. Trzy książki wyszły, a czwarta ukaże się 26 sierpnia. Ja bym nie potrafił ocenić kogoś bez próby rozmowy z nim lub przynajmniej zebrania informacji. Nie rozumiem też, co oznacza „dziennikarska konfitura” i o co chodzi z tym adwokatem. Groźba, czy co? Dziwne tylko, że wychodzi to dopiero teraz, gdy zacząłem pisać o Ruskich i Ukrainie oraz przed wydaniem książki o nielegałach. Uderz w stół? – pyta zaskoczony na swoim profilu fejsbukowym.

Scren Grzegorz Jakubowski na TT

Jednocześnie podkreśla, że nie zna nikogo z osób figurujących na zdjęciu. Informuje, że zaprosił pana Jakubowskiego do znajomych. Wswoim stylu okrasza to opowieścią z lat minionych. – Gdybym tylko wiedział w co, kurde, trafiłem? Myślę i myślę i nic. Zupełnie jak w starym kawale o Czapajewie. To kawał więc realia historyczne są nieważne.

Czapajewa złapali Niemcy i zaczęli go pytać o partyzantów. On nic. Gestapo stłukło go nie do wyobrażenia. On nic. Wrzucili go do celi i przypomnieli sobie po trzech dniach. Podchodzą pod drzwi, a celi słychać głuchy łomot. Zaglądają. Czapajew wali głową w mur i krzyczy: „Gdybym to ja kurwa wiedział! Gdybym kurwa coś wiedział!”.

Ja chyba też zacznę walić głową w mur – peuntuje z sarkazmem swój wpis na FB. Jednocześnie obnaża zamiary i prowadzoną grę operacyjną przez dziennikarza. – A to się nazywa odwrócenie:

„Boi się Pan spotkania? Taki słynny i niedoceniony pułkownik? ????

Nie wiedziałem, że jestem słynny. Nie boję się, ale ponieważ Pan Jakubowski włączył osoby, z których jedną znam tylko z widzenia , a z obydwoma nic mnie nie łączy poza pobytem w jednym programie TV, to proponuję, by Pan spotkał się z nami trzema i powiedział to wszystko nam w twarz – zachęca Grzegorza Jakubowskiego.

W takich sytuacjach psy szczekają a karawana idzie dalej. Są jednak zasady. – Sam z Panem się nigdy nie spotkam. Mam szacunek dla samego siebie. Sorry. To ostatnia konwersacja. Następnej nie będzie – pisze Wroński i cytuje wpisy z Twittera człowieka, który podaje się za dziennikarza, a zachowuje jak człowiek prowadzony na smyczy.

„To niech Pan czeka. Nie jest Pan dla mnie poważnym rozmówcą publikując naszą prywatną rozmowę na open. Jak chce Pan porozmawiać to możemy w cztery oczy. A to co Pan właśnie zrobił to szczeniactwo.”

„To niech Pan czeka. Nie jest Pan dla mnie poważnym rozmówcą publikując naszą prywatną rozmowę na open. Jak chce Pan porozmawiać to możemy w cztery oczy. A to co Pan właśnie zrobił to szczeniactwo.
Nie dziwię się, że wywalili Pana z firmy. Ale teraz pewnie Grzesiek Pana weźmie na szkoleniowca jak Gadowskiego ????

Następny wpis to ostateczne żądanie faktów. – Konkrety proszę. O jakiego Grześka chodzi? W cztery oczy? O nie! Skoro Pan napisał coś na otwartym TT, to nie ma prywatnych rozmów. Konkrety proszę. Konkrety. I kto to jest Grzesiek? Aha, wywali mnie po 29 latach na emeryturę, o którą sam, nie przymuszany prosiłem. Jestem na niej od 1.10.2011 roku. Można sprawdzić. Proszę o konkrety, bo Pan mówi ewidentnie nieprawdę. Może mnie Pan z kimś pomylił? Errare humanum est, więc zrozumiem – daje szansę człowiekowi.

Informuje również, że sprawy tak nie zostawi. – Pana Gadowskiego też spytam, czy coś wie o Grześku? Tylko jakim Grześku? Konkrety. Konkrety. Na razie jestem jeszcze miły. Konkrety – pisze do Jakubowskiego. Ujawnia też, co znalazł w folderze „inne”. Cytytuje kollejne wpisy pod swoim adresem, gdzie Grzegorz Jakubowski przyznaje się, że nie pomylił osoby.

„Oczywiście, że wiem kim Pan jest a raczej kim Pan był. Jak również czyim źródłem w ostatnich latach. Bardzo brzydko się Pan starzeje. A ten wpis tylko potwierdza moją i nie tylko opinię o Panu. さよなら
Ps. Mszczenie się na młodszych i zdolniejszych kolegach łapami dziennikarzy to przejaw nie tylko narcyzmu ale i małości.”

„Rok temu, wrzesień
Robił Pan za źródełko dla Nisztora”

Należy się zatem kilka słów wyjaśnień. – Ponieważ pana Nisztora spotkałem tylko raz na wieczorze autorskim i nigdy nie rozmawialiśmy o niczym i nie spotkaliśmy się, proszę Pana Grzegorza Jakubowskiego o dowody, a nie pisanie mi na privie. Poprzez wydawcę, poproszę również Pana Nisztora, by wypowiedział się w tej sprawie. Nie popuszczę. Proszę o konkrety. Jakich młodych kolegów? Konkretnie i proszę bez tych orientalnych bzdur. Jesteśmy dorośli podobno – informuje Wroński. Przyznaje również, że nadal podtrzymuję zaproszenie do grona znajomych (jeszcze).

Jednak, gdy „szczur” ucieka ze statku lub jak pies chowa się do nory, bo „obszczekał” publicznie człowieka na Twitterze, a potem jak struś chowa głowę w piasek, to nie ma już litości. – To już koniec moich rozmów z panem Grzegorzem Jakubowskim. To się robi tak: wrzuca się coś, a ten obrzucony musi udowadniać, że nie jest wielbłądem. Zakończyłem z nim sprawę definitywnie. czekam, aż kolejny tuz dziennikarstwa napisze znowu coś o mnie. Jeśli nie da się doczepić do czyjegoś tekstu, to trzeba zdeprecjonować autora. To taka zasada – przypomina sposób deprecjonowania, który przez lata stosowali komuniści w PRL.

Przewiduje, że znowu zacznie się nagonka na niego. – Sądzę, że teraz dowiecie się mnóstwo rewelacji o mojej złej pracy (nie obronię się, bo wszystko ściśle tajne). o mojej byłej rodzinie (już były próby). Nie mam zamiaru przejmować się tym i reagować. Niech każdy wierzy w co chce. Nie doczekam się konkretów, bo nie ma tu konkretów i pan Jakubowski dobrze o tym wie. Nie poznałem go i nie poznam, a na opinii środowiska nie bazuję. Nie wszystko w życiu robi się dla pieniędzy – podsumowuje Piotr Wroński. Kończąc w swoim stylu: End of story.

Na tym można by zakończyć tą opowieść, ale nie mogę. Jeśli ktoś uderza w jednego z naszej drużyny, to my nie schowamy głowy w piasek. Jeśli Pan Grzegorz Jakubowski uzna, że naruszyliśmy jego dobra osobiste to zapraszamy do sądu. Zawsze będziemy stali na straży prawdy. Tworzymy niezależny portal obywatelski. Łączymy ludzi, dla których pisanie jest pasją. Poruszamy tematy, które dla innych mediów są zbyt trudne.

Krzysztof Sitko
redaktor naczelny portalu Pressmania.pl