Od lat trwa bezpardonowa walka z premierem Jarosławem Kaczyńskim i PiS-em. Im bliżej wyborów i możliwością ich wygrania przez największą partię opozycyjną, tym bardziej konsolidują się prorządowi dziennikarze pracujący w publicznych środkach przekazu. Każde wypowiedziane zdanie i słowo przez jego kierownictwo jest natychmiast analizowane i rozpatrywane przez nich pod kątem wykorzystania w walce politycznej. Najbardziej razi mnie, gdy widzę jak dziennikarze stosują podwójne standardy w stosunku do zaproszonych gości oraz ich stronnicze komentarze. Widzą w oku opozycji najmniejsze ździebełko, a u rządzących snopka nie widzą. Jak już nieraz pokazali w przypadku PiS z przysłowiowej igły potrafią zrobić widły. „Zatroskani” dziennikarze prorządowych mediów i „niezależni ekonomiści” bez ustanku pochylają się nad propozycjami prezydenta A. Dudy i B. Szydło i śliniąc się przekonują społeczeństwo, jakie to ich obietnice są nierealne i szkodliwe dla Polaków i Polski. Nie przypominam sobie by analizowali oni i ostrzegali społeczeństwo gdy obietnice przedstawiali D. Tuska i E. Kopacz.
To ze względu na dobro Polaków nie nagłaśniają utajnionego listu rządu Ewy Kopacz do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, w którym jak napisał Maciej Pawlicki w artykule „Imperium Kontratakuje” („wSieci”, 29.06.2015) zabiegają o to, by Trybunał – odpowiadając na zapytanie rządu Węgier – nie uznawał instrumentów wysokiego ryzyka ukrytych pod nazwą „kredytów walutowych” za takowe, gdyż „mogłoby to narazić na straty sektor bankowy”. A przecież pani premier tak walczy o frankowiczów, bo chce ulżyć ich ciężkiej doli.
Który z dziennikarzy publicznych środków przekazu (Lis, Kraśko, Tadla, Osińska, Osica, Lewicka) zapytał podczas wywiadu czy na konferencji prasowej panią premier, dlaczego jak podał „Dziennik Gazeta Prawna” (23-09-2014) jej kancelaria utajnia raport z kontroli ZUS przez NIK., a członkowie rady nadzorczej ZUS, którzy go znają, mają zakaz mówienia o nim.
Zarzuty są bardzo poważne, ponieważ dotyczą tego, że do 2013 r. ZUS nie znał faktycznego zadłużenia przedsiębiorstw wobec systemu ubezpieczeń społecznych. To efekt nieprawidłowego działania systemu informatycznego, na który przeznaczono od 1997 r. 3 mld zł. Dlaczego ci „tak czuli” dziennikarze, którzy wyłapują każde potknięcie PiS-u nie dociekają, co znajduje się w raporcie KPRM?. Dlaczego nie domagają się jego odtajnienia? Dlaczego nie wykazują najmniejszej chęci by wyjaśnić nieoficjalne wiadomości gazety, że jeden z zarzutów raportu dotyczy braku praw majątkowych do programów obsługujących system informatyczny ZUS. Gdyby to miało miejsce podczas rządów PiS-u, temat ten, jako najważniejsza informacja dnia na zasadzie rezonansu tygodniami nie schodziłby z czołówek.
Jakoś nie mogę sobie przypomnieć, którzy to „wrażliwi” na krzywdę Polaków dziennikarze ze środków publicznego przekazu powtarzali do znudzenia informację, by wbiła się ona w ich głowy, że klauzule abuzywne, stosowane przez banki uznane zostały przez sąd polski za nielegalne i zakazane w obrocie z klientami. Pracownicy banków lekceważąc prawomocne wyroki nadal je stosują każdego dnia w setkach tysięcy umów okradają przy ich pomocy polskich klientów. Nie przypominam sobie, by wyjaśniali im, na czym one polegają i informowali, na co mają zwracać uwagę przed podpisaniem umowy.
Nigdzie nie słyszałam by informowali Polaków o tym, że mamy dwa lata na zmianę prawa, ponieważ Komisja Europejska przygotowała dyrektywę, zgodnie, z którą zagrożone nie¬wypłacalnością i upadłością europejskie banki będą mogły przejmować depozyty i lokaty klientów banków, tych o wartości ponad 100 tys. euro.
Również nigdzie nie widziałam, by dziennikarze oburzali się, gdy prokuratura odmówiła śledztwa w sprawie zarobków w firmie Elewarr. Do zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa doszło, za sprawą inspektorów NIK, którzy podczas przeprowadzonej trzy lata temu kontroli stwierdzili, że w latach 2008-2010 człon¬kom rady nadzorczej, zarządowi i głównemu księgowemu spółki przy¬znano wynagrodzenia przekraczające limity dozwolone w ustawie kominowej. Otrzymali nienależne wynagrodzenia w wysokości 2,5 mln zł. Po kontroli sprawdzającej NIK stwierdziła, że prezes ARR nie pod¬jął działań w celu wyegzekwowania nienależnie po¬branych wynagrodzeń i tym samym dopuścił do przedawnienia roszczeń na 1,4 mln zł. Prorządowi dziennikarze nie dopytywali prokuratorów jak ich decyzja przekłada się na sytuację, gdy za zaległe tysiąc zł skazana została na 25 dni aresztu schorowana kobieta, którą aresztowano w domu opieki i przewieziono do więzienia celem odbycia kary.
Wśród dziennikarzy pracujących w publicznych środkach przekazu panuje również cisza nad szykowaną przez rząd sprzedażą jednych z ostatnich „sreber rodowych” Polaków, czyli banku PKO BP, PGE i PZU, co potwierdził Andrzej Czerwiński minister skarbu, a o czym w kwietniu mówił jego poprzednik Włodzimierz Karpiński. Premier E. Kopacz codziennie pokazuje się w telewizji, jednak żaden dziennikarz jej nie zapytał: Jaki ma w tym cel? Czy chce doprowadzić do tego by Polacy niczego nie posiadali? Co chce pozostawić następnym pokoleniom?
Są to tematy, którymi dla dobra społeczeństwa dziennikarze zatrudnieni w państwowych środkach przekazu powinni bezwzględnie się zajmować i codziennie nimi żyć, ponieważ działają w interesie publicznym. Jednak oni ich nie widzą, mają zaburzone pole widzenia. Pytania, które należałoby zadać uderzyłyby w wizerunek PO, a już za chwilę wybory. Dlatego dla dobra PO, by uzyskała jak najlepszy wynik, lepiej tych tematów nie poruszać. Co innego gdyby przy władzy był PiS, wówczas pole widzenia byłoby niesamowicie wyostrzone, a wizerunek wszelkimi sposobami niszczony, jak to miało miejsce za czasów prezydentury L. Kaczyńskiego i rządów premiera J. Kaczyńskiego.
Mam nadzieję, że społeczeństwo to widzi i gdy przyjdzie jesienią czas wyborów zagłosuje na Prawo i Sprawiedliwość, by możliwe było przeprowadzenie głębokich zmian w publicznych środkach przekazu. Mają one służyć całemu społeczeństwu a nie jedynie PO i ludziom z nią związanym.