Przerażający raport NIK na temat naszej żywności i praktycznie kompletnego braku nadzoru nad składem produktów żywnościowych, obecnością substancji „ulepszających” żywność, ich skutkami zdrowotnymi w kontekście kumulacji często w jednym produkcie i wpływem na nasze zdrowie codziennie spożywanych przez nas „ulepszonych” produktów.

Rak zbiera swoje żniwo na potęgę

Dodajmy sobie fakt, że w Polsce notujemy NAJWYŻSZY wzrost nowotworów jelita grubego w Europie, który po raku płuc u mężczyzn i raku piersi u kobiet jest naszym najczęstszym mordercą. Z punktu widzenia endokrynologii, bardzo dużym i coraz ważniejszym problemem jest obecność tzw. dysruptorów endokrynnych, czyli różnych substancji chemicznych znajdujących się w produktach, które spożywamy, stosujemy w codziennej pielęgnacji ciała, środkach czyszczących, meblach, kafelkach, wnętrzach samochodów itd. które naśladują działania hormonów i wywołują różne zaburzenia hormonalne przy prawidłowo działającym naszym własnym układzie hormonalnym. Praktycznie niemożliwe do rozpoznania (poza warunkami doświadczalnymi) i niemożliwe do leczenia.

Gdzie je możemy znaleźć?

Między innymi w plastikowych butelkach, opakowaniach żywności, woreczkach foliowych, tackach, szamponach, perfumach itd. Oprócz zaburzeń endokrynnych odpowiadają one za wzrost częstości chorób autoimmunologicznych, zaburzenia płodności, otyłość, zaburzenia metaboliczne, a ponieważ obecność dysruptorów stwierdzono nawet w płynie owodniowych – to nie dziwmy się temu, że nasze dzieci mimo coraz lepszej opiece prenatalnej i medycznej po urodzeniu, wcale nie są zdrowsze.

Bez nacisku społecznego wynikającego ze wzrostu naszej świadomości co jemy, gdzie i jak przechowujemy żywność i ile za nią płacimy oraz czy płacimy za jej dobrą jakość – sytuacja będzie się pogarszać i miliardy złotych będą wydawane nie na profilaktykę chorób, a na ich leczenie i leczenie ich powikłań. To widzimy codziennie.

Pełen raport NIK ws „E” w żywności czytaj tutaj.

Fot. Adobe Stock